Centrum Handlu i Magazynowania „Korczowa Dolina” reklamowane było jako największe centrum handlowe przy granicy Unii Europejskiej z Ukrainą. Polskiej spółce, zarządzającej obiektami o takiej samej nazwie, interes się jednak nie udał. Obecnie teren w Młynach w gminie Radymno, tuż przy przejściu granicznym w Korczowej, należy do oligarchy z Donbasu.
Centrum wyróżniało się doskonałą lokalizacją: 5 km od granicy z Ukrainą, przy autostradzie A4 – głównym szlaku komunikacyjnym łączącym Europę Zachodnią z Ukrainą. Strefa ruchu bezwizowego pozwala na swobodne przekraczanie granicy obywatelom Ukrainy.
Funkcjonowała także strefa Tax Free, dzięki której nasi wschodni sąsiedzi bezpośrednio w centrum mogli otrzymać zwrot podatku VAT od zakupionych towarów. W sierpniu 2011 r. została otwarta Hala Kijowska, pierwszy z trzech budynków z parkingiem na ponad 700 miejsc postojowych.
Od lipca 2014 r. zaczęła funkcjonować Hala Lwowska. Hala nr 3, nienazwana, miała dopełnić obraz handlowego kolosa. Sporym atutem hal była duża różnorodność wielkości powierzchni lokali handlowych i magazynów.
Ale, niestety, nie wyszło. O tym dlaczego[paywall], na łamach portalu internetowego Onet.pl wyjaśnił jeden z głównych właścicieli kompleksu Sławomir Godyń.
„(...) Pomysł na Korczową Dolinę narodził się w 2009 r. Chcieliśmy stworzyć taki ucywilizowany bazar pod dachem, z ruchomymi schodami, fotowoltaiką na dachu. Dostaliśmy dotację unijną oraz kredyt z banku. Hale targowe – Lwowska i Kijowska – nastawione były głównie na klientów z Ukrainy. Pojawiły się u nas znane sieci, a także drobni sprzedawcy, w tym sporo podmiotów azjatyckich.
Jednak wydarzenia w samej Ukrainie, najpierw Majdan w Kijowie, a potem aneksja Krymu przez Rosję w 2014 r., doprowadziły do olbrzymiego spadku wartości hrywny. To tak jakby u nas jedno euro nagle skoczyło do 15 zł. Dlatego nasze sklepy stały się za drogie dla Ukraińców, wskutek czego gwałtownie spadły zyski sprzedawców. To z kolei spowodowało duże problemy z płatnościami czynszu i tym samym, jako spółka Korczowa Dolina, zaczęliśmy mieć kłopoty ze spłatą kredytu zaciągniętego w banku (...)” – wyjaśnił.
Wspólnie z drugim wspólnikiem próbowali ratować interes. W porozumieniu z Bankiem Przemysłowo-Spółdzielczym, który był głównym wierzycielem spółki, zainicjowali tzw. postępowania sanacyjne. To w Prawie restrukturyzacyjnym czynności prawne i faktyczne, które zmierzają do poprawy sytuacji ekonomicznej dłużnika. Mają one na celu przywrócenie dłużnikowi zdolności do wykonywania zobowiązań, przy jednoczesnej ochronie przed egzekucją.
Na tę czynności zgodę musi jednak wydać sąd. W sierpniu 2017 r. sanację otworzył swoim postanowieniem sędzia Paweł Janda, ówczesny szef sekcji upadłościowej Sądu Rejonowego w Rzeszowie. W grudniu 2019 r. szefowie „Korczowej Doliny” przedstawili projekt porozumienia ze swoimi wierzycielami.
Ale owy sędzia – jak dowiadujemy się z materiału w Onet.pl – w styczniu 2020 r. odmówił zatwierdzenia tego projektu, co było prostą drogą do ogłoszenia upadłości spółki. Sędzia, który w grudniu 2020 r. odszedł z rzeszowskiego sądu rejonowego.
„(...) Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że sąd w Rzeszowie odrzucił prawidłowo zawarty układ z wierzycielami. Ta decyzja, niestety, skazała na porażkę dalsze działania ratunkowe i jak się okazało, finalnie doprowadziła do braku możliwości kontynuowania biznesu. To tym bardziej zadziwiające, że projekt spłaty zadłużenia był przygotowany przez profesjonalną kancelarię prawną z Warszawy, wskazaną zresztą przez bank jako głównego wierzyciela hipotecznego.
Z tego, co było napisane w postanowieniu o odrzuceniu układu, wynikało, a co było trudne do zrozumienia, że przygotowany i zawarty z wierzycielami układ skrzywdzi marginalnych wierzycieli. Ci jednak mieli łącznie nie więcej niż 1 do 2 procent wierzytelności wobec naszej spółki. Pojawiło się też sformułowanie, że układ zawarty na zaproponowanych przez restrukturyzatora warunkach jest niekorzystny dla banku BPS, a przecież bank głosował za zawarciem układu (...)” – stwierdził cytowany już S. Godyń.
Jak dowiedzieliśmy się od wójta gminy Radymno Bogusława Szylara byli właściciele spółki winni są urzędowi ok. 3 mln zł podatku.
Jak dowiadujemy się z materiału w Onet.pl, sytuacja spółki „Korczowa Dolina” stawała się coraz trudniejsza. Z hali targowej znikały kolejne firmy. Firma ochroniarska i sprzątająca, po tym, jak znowu nie dostała zapłaty, postanowiła zejść z obiektu. W końcu do sądu trafił wniosek o upadłość. I takową we wrześniu 2021 r. rzeszowski sąd ogłosił.
Na syndyka, czyli na zarządcę spółki mającego działać w interesie wierzycieli, wskazał spółkę, którego jednym z wspólników – jak poinformował Onet.pl – był... wspomniany już P. Janda.
Chętnym do kupna – zdaniem Onet.pl – była firma, reprezentowana przez warszawskiego bankowca, a obecnie jest doradcą biznesowym i pomaga firmom, które wpadły w kłopoty.
Pierwszy przetarg zaplanowano na październik 2022 r. Syndyk próbował sprzedać „Korczową Dolinę” za 21 mln zł. Nie wpłynęła żadna oferta, bo owa polska firma uznała, że cena jest za wysoka. Druga próba sprzedaży zaplanowana została na 1 lutego br. Tym razem cena została obniżona do 19,3 mln zł. Wpłynęła jedna oferta i to aż o ponad 3 mln zł wyższa od ceny wywoławczej. Złożył ją biznesmen z Ukrainy, mający greckie korzenie Leonid Juruszew.
Onet.pl postawiło bardzo ważne i kluczowe pytanie: dlaczego biznesmen z Donbasu tak bardzo chciał kupić magazyny przy granicy, że przebił cenę podaną przez syndyka o ponad 3 mln zł?

fot.Mariusz Godos
Obrazy spod jednej z hal „Korczowej Doliny” pozostaną przed oczami przez lata...
Oligarcha z Donbasu, zdaniem Ośrodka Studiów Wschodnich, związany był z grupą przestępczą z Doniecka i proputinowskim prezydentem Wiktorem Janukowyczem.
„(...) Ta historia zaskakuje, jak żadna inna. Biorąc pod uwagę toczącą się wojnę, pomoc udzielaną Ukrainie i jej przyszłą odbudowę, obecność Amerykanów na Podkarpaciu, ta lokalizacja nabiera wyjątkowego znaczenia. Gospodarczego, politycznego i wywiadowczego – chodzi tu o bezpieczeństwo naszego państwa (...)” – napisał autor materiału.
Autorem raportu opisującego przemiany w Ukrainie jest Wojciech Konończuk, obecny dyrektor OSW. Nie wycofuje się z głównych tez na temat nowego właściciela kompleksu w Młynach w gminie Radymno.
(...) To tajemnicza i niepubliczna postać, jednak nie sądzę, że w Polsce chce realizować inne interesy niż gospodarcze. Nie ma też żadnych przesłanek, by twierdzić, że skoro kiedyś trzymał z Janukowyczem, to jest prorosyjski i proputinowski. Jak każdy oligarcha i biznesmen robiący biznesy z państwem ukraińskimi, przez lata dogadywał się po prostu z każdą urzędującą władzą (...)” – stwierdził na łamach Onet.pl W. Konończuk.
Jak można przeczytać w materiale, w przetargu na zakup „Korczowej Doliny” L. Juruszewa reprezentowała adwokat Katarzyna Michno z Warszawy. Zapewniała, że raport OSW rzuca na niego całkowicie nieprawdziwe światło. Nigdy nie był karany, dysponuje na to stosownym zaświadczeniem z Ukrainy i od zawsze prowadził legalne interesy.
„(...) Dopiero od syndyka, z pisma jednego z wierzycieli złożonego do sądu, dowiedzieliśmy się, że istnieje jakiś raport OSW na temat mojego klienta. OSW, jak dotychczas, nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, na jakiej podstawie sformułował w 2016 r. wobec mojego klienta zarzuty o jego rzekomych powiązaniach. Zapewniam, że nigdy nie był powiązany z żadnymi grupami przestępczymi, nie jest prorosyjski, a za swoją antyrosyjską postawę został wpisany przez Rosję na listę sankcyjną. W pełni popiera integralność terytorialną Ukrainy i stanowczo sprzeciwia się agresji Władimira Putina na kraj, w którym się urodził. Jego firmy nadal działają w Ukrainie, wspiera działania humanitarne, w rejonie Czernihowa jego firma we współpracy z Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem buduje 150 domów dla rodzin, które utraciły dach nad głową (...)” – powiedziała na łamach Onet.pl K. Michno.
Pani adwokat wyjaśniała również, dlaczego jej klient kupił Korczową Dolinę i dał za nią ponad 3 mln zł więcej od ceny wywoławczej.
„(...) Z jego punktu widzenia, osoby prowadzącej szeroką działalność, również w Szwecji i w Czechach, magazyny mają świetną lokalizację. Dał znacznie więcej, bo w regulaminie przetargu było napisane, że jeśli dwie oferty będą różniły się mniej niż pół miliona złotych, to będzie aukcja. A jej wynik byłby niepewny. Dlatego też dał znacznie wyższą cenę. Dla niego ten majątek jest po prostu tyle wart. Na razie hale będą służyły także jako hub do pomocy humanitarnej, a potem do normalnej działalności handlowej z krajami UE. Mój klient zamierza utrzymać dotychczasowe przeznaczenie handlowe hal oraz zwiększyć ich niewątpliwy potencjał (...)” – zapewniła.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze