Równo tydzień temu, w środę 10. lutego, darmo było szukać najnowszych informacji w Onecie, Wirtualnej Polsce, Interii, Polsacie, TVN. Nie usłyszeliśmy ulubionych audycji w Radiu Zet, RMF FM, a pierwsze strony gazet w Polsce przywitały swoich czytelników czarną pierwszą stroną z białym napisem: Media bez wyboru oraz listem skierowanym do rządu RP i polityków.
Przez 24 godziny czytelnicy, widzowie, słuchacze zostali odcięci od wszelkiej informacji. Z ogólnopolskich mediów nadawały telewizyjna publiczna jedynka, dwójka, radio.
W czwartkowy poranek do sygnatariuszy dołączały kolejne wydawnictwa. My na naszej stronie internetowej zamieściliśmy baner reklamujący protest i list.
Kilkudziesięciu wydawców z całej Polski wystosowało apel do rządu RP i polityków w sprawie planowanej przez ministerstwo finansów składki od reklam. W zależności od rocznych dochodów i specyfiki medialnego biznesu składka-podatek waha się między 2 a 10 procent. Sygnatariusze pisma utrzymują się wyłącznie z reklam. W przeciwieństwie do mediów publicznych zasilanych abonamentem, a w 2020 dodatkowo dwoma miliardami złotych ekstra z budżetu.
W zamierzeniu rządu uzyskana z kolejnego podatku kwota ok. 800 milionów złotych miałyby zasilić Narodowy Fundusz Zdrowia na walkę z COVID 19, Narodowy Fundusz Ochrony Zabytków oraz nowo powstający fundusz, który posłuży realizacji projektów związanych z kulturą i dziedzictwem narodowym w obszarze mediów. Zdaniem rzecznika rządu Piotra Müllera finansowe obciążenie dotknie głównie światowych cyfrowych gigantów internetowych oraz największe domy mediowe w Polsce.
Na opodatkowaniu największych mają szansę skorzystać wydawnictwa lokalne. Nie obłożone kolejną daniną mali wydawcy będą cenowo konkurencyjni. Dla agencji reklamowych mogą okazać się partnerem, a nie ubogim krewnym z prowincji. Czy to wpłynie na wdzięczność wydawców wobec władzy, to już inne zagadnienie.
Odmiennego zdania są organizatorzy i uczestnicy medialnego protestu. Według szacunkowych wyliczeń największe zagraniczne platformy cyfrowe (Google, Amazon, Facebook, Apple) zostawią w Polsce od 50 do 100 milionów złotych. Resztę zapłacą krajowi wydawcy. 800 milionów złotych to duża kwota, ale stanowi kroplę w morzu potrzeb służby zdrowia. Szpitale oczekują na dziesiątki miliardów złotych. Dlatego protestujący wydawcy ocenili projekt rządu bardziej jako narzędzie jeszcze ostrzejszego skonfliktowania środowiska dziennikarskiego, a nie potrzebą uregulowania podatkowych relacji globalnych cyfrowych gigantów z polskim fiskusem.
Czy grozi nam cenzura? Nie. Czy grozi nam ograniczenie wolności słowa? Nie. Grozi nam autocenzura, najgorsza forma cenzury. Grozi nam poczucie bezsilności, utrata wiary w sens niezależnego dziennikarstwa.
Czy nie lepiej pisać o ptaszkach, żółwikach, obyczajowych ekscesach, zamiast patrzeć na ręce tej, poprzedniej, następnej, każdej władzy, Wierzę, że wolność słowa to nadal kwestia wyboru, a nie jego braku. Można popierać każdą władzę, można popierać tę, którą uważamy za słuszną, można wreszcie próbować zachować wobec każdej równy dystans.
W czwartkowy poranek jeden z czytelników zapytał mnie, po której stronie barykady wy stoicie? Po pisowskiej czy po opozycyjnej? Stoimy tam, gdzie zawsze. Na barykadzie, skoro ona już istnieje.
By nie uderzać wyłącznie w wysokie tony, przyznajmy: wybór niezależnego dziennikarstwa to też pragmatyka, ekonomia czyli znowu kwestia pieniędzy. Dla niedużej gazety lokalnej, portalu, radia czy osiedlowej telewizji kablowej dedykowanie treści wyłącznie do określonej grupy zwolenników takiej czy innej partii prędzej czy później kończy się źle.
Odbiorcy informacji w małych i bardzo małych ojczyznach szybko się orientują, czy przekaz jest rzetelny, prawdziwy obiektywny, czy raczej dziennikarze czapkują władzy. Wybór niezależnego dziennikarstwa to przede wszystkim kwestia rzetelnego, obiektywnego informowania. Tylko tyle i aż tyle.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Cos się zmienia i to na dobre.Moje sąsiadeczki aktywne fanki dobrej zmiany zgubiły już różowe okulary.Już przestały ciagle powtarzać "MY" a obecnie już mówią "ONI"Czyli przestały utożsamiać się z swoim idolem a zajęły już pozycję raczej odwrotna.Mój Dziadzio mówi, ze w naszej niedawnej historii w języku potocznym byli już "ONI" i już ich nie ma razem z ich dziennikami telewizyjnymi z telewizorami w oknach i spacerach dotleniajacych mieszkańców.U nas zawsze wiosna i jesień to okres aktywności społeczeństwa.A późna jesień zawsze kończy zawsze poprzednią epokę.
W europejskich mediach prawie wszystkich pokazuja karnawał w Disseldorfie .Najbardziej popularna i to nie jest śmieszne
Wolność mediów w IV RP wisi na włosku a władza robi wszystko, aby media reprezentowały jej "jedynie słuszny" punkt widzenia na bieg polskich spraw. W ostatnich kilku latach spółki Skarbu Państwa wsparły media reklamami wartymi 5,5 mld zł, z czego 80% otrzymały media "posłuszne" rządowi. Ponad 5 mld zł trafiło do TVP. "Tylko" 16 mln zł wsparcia trafiło do "Gazety Polskiej" sprzedającej się w nakładzie 7-8 tys. egzemplarzy, mniej więcej na poziomie "Życia". Głośną sprawą był zakup przez jej naczelnego willi w Krakowie za ponad 2 mln zł w czasie, gdy tygodniami nie płacono pracownikom pisma i miało ono poważne zobowiązania wobec kontrahentów (drukarnia itd.). I tak mniej więcej wygląda wizja "wolnych mediów" w RP. Współczuję naczelnym "nieposłusznych" gazet, którzy staną przed dylematem: pisać prawdę o tym, co dzieje się w rzeczywistości, czy publikować to, co spodoba się aktualnej władzy?
Ci pisdzielcy chcą zawładnąć naszym życiem! Oszalały dziadek że Żoliborza chce zrobić nam drugą Białoruś ! Że tym PiSie nikt go tam nie zatrzyma i skieruje na badania?!
Właściwy komentarz panie redaktorze, dokładnie o to chodzi
Interia , Onet , WP ZET , RMF itd to niemieckie media , które nie płacą podatków .
Te "niemieckie" media zapłaciły dużo więcej niż np. TVP. One płacą ze swoich, ciężko zapracowanych środków, TVP z hojnej dotacji rządu, czyli również z Twoich podatków. Słowem, masz frajera, to go duś, jak się zesra, to go puść. I co ty na to, "frajerze"?
Z pamiętnika młodej przemyskiej lekarki: Czarna środa Jak zwykle wcześnie rano, dla podbudowania wiedzy medyczno-socjologicznej, bo wiadomo że jestem młodą lekarką o osobliwych kształtach medycznego uniesienia i dla ich kontynuacji muszę posiadać wiedzę z pierwszej półki … kliknęłam na jeden z ulubionych moich portali, który nigdy mnie nie zawiódł. Od lat dostarcza mi wiedzy tak doskonale przygotowanej, że niejeden raz krzyknąwszy z zachwytu rozdarłam sobie stanik przy prawej piersi, tam gdzie zazwyczaj zwisa moja końcówka stetoskopu. Żeby wyprzedzić głupie pytania i ukrócić spekulacje, poza stanikiem nie noszę nic, co by rozpraszało pacjentów.Otóż kiedy dziś kliknęłam, a zazwyczaj niezawodnie otrzymywałam wszystko czego pragnie ciało medyczne, pojawił się jedynie tekst na czarnym tle „Media bez wyboru” i że „w tym miejscu powinna być ...” i że „mogę stracić …”. O żesz pomyślałam zapobiegawczo, to brzmi groźnie. Nie wyobrażam sobie, żeby media nie miały wyboru. Postawione pod ścianą, mogą w końcu przestać funkcjonować, co niewątpliwie skończy się tragedią dla osób spragnionych dostarczanych im informacji, spośród których tyle cennej wiedzy dostarczają sklepy z bielizną dla inaczej skonstruowanych, firmy farmaceutyczne z preparatami na kichanie i znana żona kopacza w balon wypełniony powietrzem. Nie wspomnę o kierowcy, który jeździ na kawę do stacji Orlen i jest tematem rozpraw dla młodych adeptów dziennikarstwa. A ja? Jak będę żyć bez tylu informacji, które w mojej służbie dla ludności są bezcenne. Dajmy przykład. Otóż, w wywiadzie z jednym tuzów wirusowych dowiedziałam się, że popularny wirus najbardziej roznosi się przez kaszel. To odkrycie na miarę Nobla a ja głupia myślałam, że roznosi się przez stosunki. Skąd miałam wiedzieć, skoro zależne media przez długi czas pokazywały pochody, podczas których gorączka była bardzo wysoka o czym świadczyły rozgrzane do czerwoności pioruny na twarzach uczestników, a obserwatorzy pokojowych spotkań stracili smak na ich widok. Całe szczęście, że nie odwiedziły mnie dziś moje koleżanki, które walczą o zakaz dostępu władzy do ich ciał, bo im nikt nie powiedział jak korzystać z antykoncepcji. Na dziś to już zbyt wiele jak na młodą lekarkę. Zdejmę drewniaki, uniform i zwyczajnie legnę, jak się mówi po przemysku i odpocznę od tylu spraw, które mnie zaprzątają bezmiernie.
Do JP Nie obrażaj bo ja nie obrażam Ciebie . Niemieckie media jak chcą publikować w Polsce to niech bulą . Niemcy nie wpuszczają na swój rynek zagranicznych mediów za żadne pieniądze .
Masz świętą rację.Co innego nasze media nazwijmi je rządowymi czyli TVP i przybudówkami medialnymi.Tak to my ze swoich podatków za ich działalnoścć płacimy.Problem jest jednak jest w tym,ze programy jakie nadają są całkowicie w stylu telewizji rosyjskiej lub białoruskiej.A te podobno sa tylko propagandowe. Wystarczy włączyć satelitęMasz zatem wybór.Najmniej odporni na propagandę obojętnie skąd pochodzi sa tylko pewne środowiska ,które śmiało można nazwać mniej oświecone tęskniące za otrzymaniem jałmużny i jedzace z ręki
do asdfSłuchaj dalej bredni i kłamstw liderów opcji aktualnie rządzącej, czytaj i oglądaj jedynie słuszne media "narodowe", i bezkrytycznie - jako podatnik - bul dalej na "narodowe" folwarki medialne (TVPiS, Kurskiego, Sakiewicza, Karnowskich, Rydzyka itp.). Wolna wola, kto bogatemu zabroni?
Cos się zmienia i to na dobre.Moje sąsiadeczki aktywne fanki dobrej zmiany zgubiły już różowe okulary.Już przestały ciagle powtarzać "MY" a obecnie już mówią "ONI"Czyli przestały utożsamiać się z swoim idolem a zajęły już pozycję raczej odwrotna.Mój Dziadzio mówi, ze w naszej niedawnej historii w języku potocznym byli już "ONI" i już ich nie ma razem z ich dziennikami telewizyjnymi z telewizorami w oknach i spacerach dotleniajacych mieszkańców.U nas zawsze wiosna i jesień to okres aktywności społeczeństwa.A późna jesień zawsze kończy zawsze poprzednią epokę.
W europejskich mediach prawie wszystkich pokazuja karnawał w Disseldorfie .Najbardziej popularna i to nie jest śmieszne
Wolność mediów w IV RP wisi na włosku a władza robi wszystko, aby media reprezentowały jej "jedynie słuszny" punkt widzenia na bieg polskich spraw. W ostatnich kilku latach spółki Skarbu Państwa wsparły media reklamami wartymi 5,5 mld zł, z czego 80% otrzymały media "posłuszne" rządowi. Ponad 5 mld zł trafiło do TVP. "Tylko" 16 mln zł wsparcia trafiło do "Gazety Polskiej" sprzedającej się w nakładzie 7-8 tys. egzemplarzy, mniej więcej na poziomie "Życia". Głośną sprawą był zakup przez jej naczelnego willi w Krakowie za ponad 2 mln zł w czasie, gdy tygodniami nie płacono pracownikom pisma i miało ono poważne zobowiązania wobec kontrahentów (drukarnia itd.). I tak mniej więcej wygląda wizja "wolnych mediów" w RP. Współczuję naczelnym "nieposłusznych" gazet, którzy staną przed dylematem: pisać prawdę o tym, co dzieje się w rzeczywistości, czy publikować to, co spodoba się aktualnej władzy?