„System odbioru odpadów padł” – takie hasło wybrzmiało już na wstępie poniedziałkowej dyskusji o śmieciach w Jarosławiu. Przysłuchując się debacie, trudno było nie odnieść wrażenia, że to prawda, a nad problemem gospodarki odpadami w Jarosławiu nie panuje nikt – ani zobligowany do tego ratusz, ani wierzący w rewolucyjność swych pomysłów opozycyjni radni.
11 października br. odbyła się w Jarosławiu sesja nadzwyczajna, na której omawiano pakiet uchwał regulujących gospodarkę odpadami w mieście. Stało się to przyczynkiem do długo zapowiadanej rozmowy o zmianach w tym systemie, które miałyby przede wszystkim zastopować galopujące ceny. Jednym z najważniejszych powodów zwołania sesji w trybie nadzwyczajnym było przywrócenie do systemu nieruchomości niezamieszkałych, a więc tych, na których prowadzona jest działalność gospodarcza.
To ważne, bo[paywall] w mieście w 2021 wyprodukowano dużo więcej śmieci, niż wynikało to z kalkulacji. Jednym z powodów tego wzrostu może być szara strefa, jaka wytworzyła się po usunięciu przedsiębiorców z miejskiego systemu odbioru śmieci. Istnieje bowiem podejrzenie, że część z nich nie ma oddzielnych umów na odbiór śmieci z firmy, a odpady powstałe w wyniku prowadzenia działalności wyrzucane są po prostu do przydomowych kubłów.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że w kwestii śmieci nie tylko w Jarosławiu panuje chaos. Prawo krajowe nowelizowane jest według specyficznego kalendarza, który sprawia, że regulacje na poziomie samorządu pisane są na kolanie, w pośpiechu, a i tak (co zresztą zarzuciła ratuszowi opozycja) już wiadomo, że przedsiębiorcy do sytemu nie wrócą od nowego roku, tylko najpewniej z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Co gorsza wiele ważnych decyzji podejmuje się w oparciu o zawodne kalkulacje i zawsze obarczone błędem szacunki. Nikt dziś, chyba nie tylko w Jarosławiu, nie jest w stanie powiedzieć, ilu mieszkańców produkuje śmieci, ilu nie jest zgłoszonych. Nie wiadomo, ile śmieci trzeba będzie odebrać, ani ile za to zapłacić.
Ale tych niewidomych jest więcej. Nie wiadomo, ile firm będzie chciało, żeby ich śmieci odbierał podmiot wybrany przez miasto, a ile zdecyduje się na podpisanie umów na wolnym rynku, tudzież pozostanie w szarej strefie. Przeciwdziałaniu temu ostatniemu ma służyć ustalenie atrakcyjnych stawek za odbiór śmieci, ale – jak zauważał np. Marcin Nazarewicz – z jednej strony te stawki mogły być niższe, z drugiej dziś nikt nie ma gwarancji, czy się nie zmienią.
Od dawna jarosławscy radni, na czele ze wspominanym M. Nazarewiczem, apelowali o głębszą dyskusję nad zmianami w systemie i kilka propozycji na ostatniej sesji padło. Kłopot w tym, że wiele z nich brzmiało racjonalnie do momentu, gdy wchodziło się w szczegóły. Idealnym przykładem na to jest pomysł Wiesława Strzępka, by na kubłach na śmieci przypisanych do posesji wypisywać liczbę osób, które według deklaracji właścicieli ją zamieszkują. Miałoby to pozwolić na uszczelnienie systemu, wszak to sąsiedzi najczęściej wiedzą najlepiej, ile osób liczy dana rodzina, czy dom jest najęty i czy kątem nie pomieszkuje ktoś ekstra. Cóż z tego, skoro dużą część sytemu tworzą budynki wielorodzinne, a tu takich oznaczeń na kubłach wprowadzić się nie da. Poza tym nawet jeśli rozwiązanie wdrożyć, to co w sytuacji, gdy liczba mieszkańców danej nieruchomości się zmienia? Niebagatelną kwestią są koszty takich oznaczeń i to, kto miałby je ponieść.
Podobnych pomysłów było więcej. Radny W. Strzępek chciał mniejszej częstotliwości odbioru odpadów uzależnionej od pory roku – wykazano mu, że na taką zmianę musi się zgodzić sanepid, a po drugie zalegające śmieci, zwłaszcza w zabudowie wielorodzinnej, byłyby utrapieniem. Zaproponował, by firmy odbierające śmieci zwracały nadwyżkę, jaką zyskują ze sprzedaży surowców wtórnych – wyjaśniono mu, że w takich sytuacjach trzeba by było się liczyć nie tylko ze zwrotami, ale i dopłatami. Trudno przy tym sądzić, by jakikolwiek podmiot na takich warunkach podpisał z miastem umowy na odbiór śmieci.
Najbardziej racjonalnym pomysłem wydawało się zwiększenie tzw. bonifikaty za kompostownik do 6 zł. To w efekcie mogłoby zmniejszyć ilość śmieci typu bio odebranych z miasta. Na taką zamianę nie zgodzili się radni, być może w obawie, że atrakcyjna bonifikata dla jednych może oznaczać wzrost stawki dla mieszkańców blokowisk, którzy kompostownika przecież nie założą.
Ostatecznie, mimo trwającej ponad 3 godziny dysputy, pakiet uchwał regulujący gospodarkę odpadami przyjęto w wersji przygotowanej przez ratusz. Zmian niewiele, przedsiębiorcy mają wrócić do systemu, zaoferowano im stosunkowo atrakcyjne stawki, ale jakie będą tego efekty, nie wie chyba nikt. Bardziej jednak niepokoi, że niewiele wynikło z szumnie zapowiadanej rewolucji w systemie. Propozycje, które miały go zmienić, były zwyczajnie słabe, a pytanie, jakie się rodzi, brzmi, czy ów system, nie tylko w Jarosławiu, da się w ogóle uzdrowić?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze