– Mimo bolącego oka, odeszłam z SOR-u z kwitkiem. Kiedyś takie rzeczy były nie do pomyślenia – przekazała nam poirytowana brakiem pomocy mieszkanka Przemyśla. – Być może doszło do nieporozumienia, a stan pacjentki nie był zagrażającym zdrowiu i życiu – odnosi się do sytuacji przemyski szpital.
Teoretycznie pacjentem z problemem okulistycznym zaopiekować się powinni lekarze na każdym szpitalnym oddziale ratunkowym (SOR). Zdarza się jednak, że chorzy są odsyłani. Czy zasadnie? Przemyślanka, która skontaktowała się z naszą redakcją, twierdzi, że pomocy, na którą liczyła, zgłaszając się w dniu 5 czerwca na Szpitalny Oddział Ratunkowy Wojewódzkiego Szpitala w Przemyślu, nie otrzymała.
– Jestem po zabiegu na siatkówce. W piątek, 5 czerwca, a więc w środku długiego weekendu, zgłosiłam się na SOR, podejrzewając u siebie gradówkę albo jakiś inny problem okulistyczny. Wróciłam z niczym. Powiedziano mi, że szpital nie ma w okresie świątecznym zapewnionej opieki okulistycznej. Z SOR-u przekierowano mnie na Sportową bądź do kliniki przy Mickiewicza. W budynku na Sportowej okulista nie przyjmował, a druga wskazana placówka była akurat tego dnia zamknięta. Fatalnie trafiłam, bo trwał akurat długi czerwcowy weekend. Chciałam się dostać prywatnie do jednego z lekarzy przyjmujących przy Słowackiego, ale w poczekalni siedział już tłum pacjentów odsyłanych ze Sportowej. Zatelefonowałam na SOR szpitala w Rzeszowie, a tam usłyszałam, że mogę próbować przyjechać dopiero po godzinie 21. Gdzie w takim dniu pacjent z problemem okulistycznym ma zatem uzyskać pomoc, będąc w nagłej potrzebie? – zrelacjonowała kobieta, nie kryjąc rozczarowania całą sytuacją...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 71% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze