W czerwcu mieszkańcy ulic Sybiraków, Wiśniowskiego i Szańcowej wystosowali do Straży Miejskiej w Przemyślu pismo, w którym wnoszą o likwidację nielegalnie prowadzonego schroniska-pensjonatu dla zwierząt „Usługi Techniczno-Weterynaryjne Arka-Vet”, które funkcjonuje przy ulicy Sybiraków.
W uzasadnieniu autorzy pisma argumentują:„Zwierzęta w schronisku trzymane są w niehumanitarnych warunkach, okolica jest brudna, panuje swąd nie do zniesienia. Psy i koty ze schroniska są wymęczone, zaniedbane i niedożywione. Ponadto ciągłe wycie, skomlenie i szczekanie głodnych psów doprowadza mieszkańców do wycieńczenia psychicznego. Pismo podpisało 25 mieszkańców trzech ulic, z których kilku ma posesje dość oddalone od siedziby „Arki-Vet”. – W pełni popieram mieszkańców, bo rozumiem, jaką niedogodnością jest dla nich to schronisko – mówi Krzysztof Krasnowski, przewodniczący Zarządu Osiedla nr 11 „Lwowskie”.
W lipcu przeprowadzono kontrolę działalności „Arki-Vet” i powiatowy lekarz weterynarii w piśmie do prezydenta Przemyśla wyjaśnia, że firma jest wpisana w rejestr nadzorowanych przez niego podmiotów i prowadzona zgodnie z wymaganiami. Ponadto w trakcie kontroli[paywall] przeprowadzonej 15 lipca nie potwierdzono zgłaszanych przez mieszkańców złych warunków utrzymywania zwierząt.
„Zwierzęta miały zapewnione pomieszczenia chroniące je przed zimnem, upałami i opadami atmosferycznymi, z dostępem do światła dziennego” – czytamy w piśmie. Psy miały stały dostęp do wody i karmy. Były odrobaczone i zaszczepione. Również poprzednie kontrole przeprowadzane w ciągu ostatnich dwóch lat nie stwierdziły żadnych zaniedbań.
Od 2012 roku gminy mają obowiązek realizowania programu walki z bezdomnością zwierząt. Mówiąc prościej, muszą się zająć wałęsającymi się psami, bezdomnymi kotami i wszelkimi innymi zwierzakami, które nie mają właścicieli. Jeżeli gmina nie ma własnego schroniska, musi korzystać z firmy zewnętrznej, która odłowi zwierzę i zapewni mu dalszą fachową opiekę. Taką firmą jest działająca od czterech lat „Arka-Vet”, która – co trzeba zaznaczyć – nie prowadzi schroniska dla zwierząt, a jedynie ośrodek adopcyjny. – Mamy umowę zawartą z trzydziestoma siedmioma gminami. Gminy zawiadamiają nas o bezpańskim psie, do zgłoszenia dołączają fotografię, wtedy jedziemy i odławiamy go. Następnie lekarz weterynarii, z którym mamy umowę, zajmuje się nim od strony medycznej. Potem dla odrobaczonego, zaszczepionego psa szukamy nowego właściciela. Jeżeli się znajdzie, zawiadamiamy gminę, z której terenu zwierzę zabraliśmy, żeby mogła sobie sprawdzić, co stało się z psem – mówi Agnieszka Narożnowska, właścicielka „Arki-Vet”. Na dowód szefowa „Arki-Vet” pokazuje korespondencję Urzędu Gminy Czarna. Z pism wynika, że gmina sprawdziła losy psa, który trafił do podprzemyskich Dobkowic i ma się dobrze u nowego właściciela. – Rocznie załatwiamy adopcję dla około stu psów. Na każdą jest odpowiednia dokumentacja z fotografią psa. Czasem nowy właściciel po kilku dniach rezygnuje, wtedy odbieramy psa i szukamy kolejnego właściciela. – Zdarza się też, że ludzie, myśląc, że prowadzimy schronisko, podrzucają nam psy, podobnie jak to robią w Orzechowcach – dodaje ojciec Agnieszki, który pomaga jej prowadzić „Arkę-Vet”.

fot.Jacek Szwic
Obszerne wybiegi, solidne budy, dużo zieleni – psy tutaj nie mają krzywdy.
Skarga mieszkańców na „Arkę-Vet” nie jest pierwszą. W tamtym roku Sąd Rejonowy w Przemyślu, rozpatrując sprawę o wykroczenie przeciwko Agnieszce Narożnowskiej, obwinianej przez jednego z sąsiadów o zakłócanie spoczynku nocnego przez psy, uniewinnił ją od zarzutu (sygn. akt. II 4220/14). W jednej z gazet ukazał się niedawno tendencyjny artykuł zawierający szereg trudnych do zweryfikowania insynuacji, którego autor nawet nie pofatygował się na miejsce. Artykuł podparty był zdjęciami, na których była m.in. rozwalająca się szopa, która nie należy do „Arki-Vet” i nie służy za schronienie dla psów. Wszystko to wygląda na regularną nagonkę. Agnieszka Narożnowska i jej ojciec uważają, że to robota konkurencji, ponieważ „Arka-Vet” zaproponowała gminom niższe ceny za usługi i wiele z nich zrezygnowało z dotychczasowych firm weterynaryjnych i podpisało z nią umowy.

fot.Jacek Szwic
Pruchnik. Wycieńczonego psa, którego właścicielka pozostawiła bez opieki, trzeba było zabrać.

fot.Jacek Szwic
Uratowany owczarek z Pruchnika dzisiaj ma się dobrze.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Adoptowałam psiaka z tego miejsca .W porównaniu do schroniska zwierzaki są zadbane a opiekunka interesuje się ich losem wie o każdym wszystko i zawsze można liczyć na jej pomoc .Zwierzaki które tam są nie znalazły się tam same a może właśnie dlatego że z sercem się do nich podchodzi komuś to przeszkadza .
Popieram pania ponizej moj pies jyz ma rok z tego osrodka zawsze gdy dzwonie zzapytaniem dostaje pomoc a psiaki sa tak tam kochane ze wszystkie by chcialo sie wycalowac mam rowniez psiaka ze schroniska i mogli by sie duzo nauczyc od Arka vet
Zawiść ludzka nie zna granic - muszę to sam sprawdzić... :/ - nie wierzę w złe warunki u Agnieszki...
Co za bzdurny artykuł . Mieszkańcy mogli by napisać wprost , że przeszkadza im schronisko a nie oczerniać kogoś . Tak się składa , że znam Panią Agnieszkę . Ona każdą wolną chwilę poświęca tym zwierzakom i stara się jak tylko może , żeby im pomóc i znaleźć dla nich dom . Jestem często w tym schronisku i zapewniam , że zwierzaki mają godne warunki . Jak ludzie , którzy napisali te bzdury wyobrażają sobie bezdomnego psa , który trafia do ośrodka . Według nich taki pies jest przejedzony i bardzo zadbany pomimo tego , że czasami tygodniami głody błąkał się po ulicach . Współczuję takiego rozumowaniu . Zwierzak z ulicy przekraczający bramy ośrodka od razu przechodzi cudowną przemianę i w ciągu chwili wygląda na przejedzonego i bardzo zadbanego . Taki jest tok rozumowania osób które podpisały donos . Mam nadzieję , że to przeczytają i zastanowią się zanim następnym razem coś podpiszą .
Przepraszam autora . Nie miałem na myśli artykułu tylko opisaną w niej sytuację , że jest bzdurą .
Pani Agnieszka jest wspaniałym człowiekiem i kocha zwierzęta. Psy i koty mają super warunki- dużo miłości przede wszystkim! Miejsca, ciepła i jedzenia jest pod dostatkiem, opieki weterynaryjnej również. Tam zwierzęta naprawdę się adoptują! Psy szczekają, koty miauczą- bo są szczęśliwe. Taki urok, gdy się mieszka w pobliżu dużego skupiska zwierząt- są hałasy, mieszkając w centrum miasta, hałasują samochody.
Psiaki w schronisku u Pani Agnieszki maja bardzo dobra opiekę. Sa zadbane, maja co jesc, pod stałą opieka weterynaryjna. Nie mozna jej niczego zarzucić i nie rozumiem ludzi którzy takie glupoty wypisuja. Niech napisza szczerze ze przeszkadza im skomlenie i szczekanie psiaków, ale trudno się dziwic przeciez to pies. I jeżeli komus to przeszkadza niech przeprowadzi sie w bardziej spokojniejsza okolicę. A Pani Agnieszka to super osoba kocha te psiaki i daje im dom gdzie inni ich porzucają i moze warto napisac to tych co nie szanuja te biedne istotki.
Wiekszosc mieszkancow tych ulic to prosci ludzie,czasem patologie wiec nie ma o czym mowic :) inteligencji sie nie da nauczyc
Adoptowałam psiaka z tego miejsca .W porównaniu do schroniska zwierzaki są zadbane a opiekunka interesuje się ich losem wie o każdym wszystko i zawsze można liczyć na jej pomoc .Zwierzaki które tam są nie znalazły się tam same a może właśnie dlatego że z sercem się do nich podchodzi komuś to przeszkadza .
Popieram pania ponizej moj pies jyz ma rok z tego osrodka zawsze gdy dzwonie zzapytaniem dostaje pomoc a psiaki sa tak tam kochane ze wszystkie by chcialo sie wycalowac mam rowniez psiaka ze schroniska i mogli by sie duzo nauczyc od Arka vet
hahahah co za ludzie....