Reklama

Czy to nagonka na „Arkę-Vet”?

22/10/2015 14:03

W czerwcu mieszkańcy ulic Sybiraków, Wiśniowskiego i Szańcowej wystosowali do Straży Miejskiej w Przemyślu pismo, w którym wnoszą o likwidację nielegalnie prowadzonego schroniska-pensjonatu dla zwierząt „Usługi Techniczno-Weterynaryjne Arka-Vet”, które funkcjonuje przy ulicy Sybiraków.

W uzasadnieniu autorzy pisma argumentują:„Zwierzęta w schronisku trzymane są w niehumanitarnych warunkach, okolica jest brudna, panuje swąd nie do zniesienia. Psy i koty ze schroniska są wymęczone, zaniedbane i niedożywione. Ponadto ciągłe wycie, skomlenie i szczekanie głodnych psów doprowadza mieszkańców do wycieńczenia psychicznego. Pismo podpisało 25 mieszkańców trzech ulic, z których kilku ma posesje dość oddalone od siedziby „Arki-Vet”. – W pełni popieram mieszkańców, bo rozumiem, jaką niedogodnością jest dla nich to schronisko – mówi Krzysztof Krasnowski, przewodniczący Zarządu Osiedla nr 11 „Lwowskie”.

W lipcu przeprowadzono kontrolę działalności „Arki-Vet” i powiatowy lekarz weterynarii w piśmie do prezydenta Przemyśla wyjaśnia, że firma jest wpisana w rejestr nadzorowanych przez niego podmiotów i prowadzona zgodnie z wymaganiami. Ponadto w trakcie kontroli[paywall] przeprowadzonej 15 lipca nie potwierdzono zgłaszanych przez mieszkańców złych warunków utrzymywania zwierząt.

Reklama

„Zwierzęta miały zapewnione pomieszczenia chroniące je przed zimnem, upałami i opadami atmosferycznymi, z dostępem do światła dziennego” – czytamy w piśmie. Psy miały stały dostęp do wody i karmy. Były odrobaczone i zaszczepione. Również poprzednie kontrole przeprowadzane w ciągu ostatnich dwóch lat nie stwierdziły żadnych zaniedbań. 

To nie jest schronisko

Od 2012 roku gminy mają obowiązek realizowania programu walki z bezdomnością zwierząt. Mówiąc prościej, muszą się zająć wałęsającymi się psami, bezdomnymi kotami i wszelkimi innymi zwierzakami, które nie mają właścicieli. Jeżeli gmina nie ma własnego schroniska, musi korzystać z firmy zewnętrznej, która odłowi zwierzę i zapewni mu dalszą fachową opiekę. Taką firmą jest działająca od czterech lat „Arka-Vet”, która – co trzeba zaznaczyć – nie prowadzi schroniska dla zwierząt, a jedynie ośrodek adopcyjny. – Mamy umowę zawartą z trzydziestoma siedmioma gminami. Gminy zawiadamiają nas o bezpańskim psie, do zgłoszenia dołączają fotografię, wtedy jedziemy i odławiamy go. Następnie lekarz weterynarii, z którym mamy umowę, zajmuje się nim od strony medycznej. Potem dla odrobaczonego, zaszczepionego psa szukamy nowego właściciela. Jeżeli się znajdzie, zawiadamiamy gminę, z której terenu zwierzę zabraliśmy, żeby mogła sobie sprawdzić, co stało się z psem – mówi Agnieszka Narożnowska, właścicielka „Arki-Vet”. Na dowód szefowa „Arki-Vet” pokazuje korespondencję Urzędu Gminy Czarna. Z pism wynika, że gmina sprawdziła losy psa, który trafił do podprzemyskich Dobkowic i ma się dobrze u nowego właściciela. – Rocznie załatwiamy adopcję dla około stu psów. Na każdą jest odpowiednia dokumentacja z fotografią psa. Czasem nowy właściciel po kilku dniach rezygnuje, wtedy odbieramy psa i szukamy kolejnego właściciela. – Zdarza się też, że ludzie, myśląc, że prowadzimy schronisko, podrzucają nam psy, podobnie jak to robią w Orzechowcach – dodaje ojciec Agnieszki, który pomaga jej prowadzić „Arkę-Vet”.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Obszerne wybiegi, solidne budy, dużo zieleni – psy tutaj nie mają krzywdy.

Nagonka

Skarga mieszkańców na „Arkę-Vet” nie jest pierwszą. W tamtym roku Sąd Rejonowy w Przemyślu, rozpatrując sprawę o wykroczenie przeciwko Agnieszce Narożnowskiej, obwinianej przez jednego z sąsiadów o zakłócanie spoczynku nocnego przez psy, uniewinnił ją od zarzutu (sygn. akt. II 4220/14).  W jednej z gazet ukazał się niedawno tendencyjny artykuł zawierający szereg trudnych do zweryfikowania insynuacji, którego autor nawet nie pofatygował się na miejsce. Artykuł podparty był zdjęciami, na których była m.in. rozwalająca się szopa, która nie należy do „Arki-Vet” i nie służy za schronienie dla psów. Wszystko to wygląda na regularną nagonkę. Agnieszka Narożnowska i jej ojciec uważają, że to robota konkurencji, ponieważ „Arka-Vet” zaproponowała gminom niższe ceny za usługi i wiele z nich zrezygnowało z dotychczasowych firm weterynaryjnych i podpisało z nią umowy.

Reklama

Na własne oczy

W ubiegły piątek, po południu, trafiłem na ulicę Sybiraków, żeby zobaczyć przytulisko, w którym psy czekają na adopcję. Zdziwiłem się, że nie przywitało mnie ich ujadanie. Żaden z ośmiu psiaków nie wydawał mi się zestresowany. Podbiegały do ogrodzenia, łasiły się i merdały ogonami, licząc, że się nimi zainteresuję. Każdy miał solidną budę i obszerny wybieg. Wokół dużo zieleni. Nie poczułem też smrodu charakterystycznego dla miejsc, w których przebywa większa ilość psów. Jedną z bud zajmował stary owczarek, którego los opisałem rok temu. Wtedy Agnieszka Narożnowska wraz z ojcem zabrali zabiedzone i pozostawione bez opieki zwierzę z jednej z posesji w Pruchniku. – Dawno już mógł pójść do adopcji, ale toczy się sprawa sądowa przeciw jego byłej właścicielce i na razie musi zostać u nas – tłumaczy Agnieszka. Choćby przykład tego psa dowodzi, że nikt po cichu nie pozbywa się zwierząt, za które dostał pieniądze od gminy, co sugerował wyżej wymieniony artykuł. Nie jestem kynologiem, ale wiem, że wiele psów trzymanych w blokach czy gospodarstwach nie ma takich warunków, jak podopieczni „Arki-Vet”. Być może czasem szczekanie psów może być uciążliwe, ale tylko dla najbliższych sąsiadów, natomiast zarzuty jakoby psom się działa krzywda, są bezpodstawne.


fot.Jacek Szwic
Pruchnik. Wycieńczonego psa, którego właścicielka pozostawiła bez opieki, trzeba było zabrać.


fot.Jacek Szwic
Uratowany owczarek z Pruchnika dzisiaj ma się dobrze.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    przemyślanka - niezalogowany 2015-10-23 13:01:55

    Adoptowałam psiaka z tego miejsca .W porównaniu do schroniska zwierzaki są zadbane a opiekunka interesuje się ich losem wie o każdym wszystko i zawsze można liczyć na jej pomoc .Zwierzaki które tam są nie znalazły się tam same a może właśnie dlatego że z sercem się do nich podchodzi komuś to przeszkadza .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Wlascicielka Maxa - niezalogowany 2015-10-24 11:58:21

    Popieram pania ponizej moj pies jyz ma rok z tego osrodka  zawsze gdy dzwonie zzapytaniem dostaje pomoc a psiaki sa tak tam kochane ze wszystkie by chcialo sie wycalowac mam rowniez psiaka ze schroniska i mogli by sie duzo nauczyc od Arka vet

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    aesdeef - niezalogowany 2015-10-24 12:02:41

    hahahah co za ludzie....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama