Nie podpierając się żadnymi sondażami albo innymi badaniami socjologów, śmiem twierdzić, że jako społeczeństwu coraz trudniej udaje się nam współpraca między sobą. Taka codzienna, na podstawowym poziomie.
Abstrahuję tu od polityki, bo współpraca i polityka wzajemnie się wykluczają, co możemy oglądać w dziennikach telewizyjnych. Mam na myśli współpracę między ludźmi, jakiej brak odczuwam na ulicy, w sklepie czy urzędzie.
Jako przykład posłużę się sceną, którą widziałem wiele razy. Przejście dla pieszych na jednej z ulic o dużym natężeniu ruchu. Auta jadą jedno za drugim, a piesi, mając za nic obowiązujące odstępy, tłoczą się przy krawężniku, czekając na zielone światło. Każdy chce być jak najbliżej jezdni, żeby jak najszybciej przez nią przejść. Tutaj światła nie zmieniają się często, więc po obu stronach czeka już mały tłumek.
Wreszcie auta się zatrzymują się i ci najbardziej niecierpliwi, nie czekając na zielone, rzucają się do przodu. Sekundę później z obu stron rusza reszta. Ławą, wprost na siebie, niczym dwie drużyny na meczu rugby. Są też tacy, którzy pędzą na ukos przecinając drogę innym i ryzykując przy tym czołówkę. Ktoś krzyczy: Gdzie masz oczy frajerze?
Matka rozgląda się za dzieckiem, które się zgubiło w tym zamieszaniu. Mija pięćdziesiąt sekund, a kierowcy już trąbią na tych, którzy nie zdążyli się przebić w odpowiednim czasie i drepczą nieporadnie dwa metry od chodnika.
Kolejny przykład to wielkopowierzchniowe sklepy, gdzie wąskie uliczki między stoiskami z towarem często blokowane są przez trzyosobowe rodziny zaaferowane zakupami. Nie wspominam już o znajomych, którzy spotykają się na środku mostu i muszą sobie wszystko opowiedzieć.
Przykładów takich można mnożyć, a ja zadaję sobie pytanie – dlaczego zachowujemy się tak, jakby oprócz nas nie było nikogo innego? Dlaczego nie potrafimy współpracować?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Pamiętam jak ze 60 lat wstecz pewna staruszka co pamiętała dobrze XIX wiek mówiła że jak chińska rasa zaleje świat a ludzie się tak znienawidzą że będą mogli na siebie patrzeć to wybuchnie III wojna światowa. Oby się myliła.Ilu ma Pan przyjaciół na których można polegać, są Panu życzliwi ,nie obgadują czy nie zazdroszczą Panu? Ilu zna Pan osób którzy powiedzmy są obojętni? A ile zna pan osób zawistnych, którzy się do Pana uśmiechają, w rozmowie są mili , a przekonał się Pan że nie raz i nie dwa obmawiali Pana do osób trzecich?Poruszył Pan redaktor ważny temat, powinni się nim zająć socjolodzy i poszukać lekarstwa w celu naprawienia społeczeństwa.Winą można obarczyć to że za komuny poziom życia był wyrównany, trochę przesadzając, można było wejść do innego mieszkania i poczuć się jak u siebie bo widok mebli: Bieszczady, Krasiczyn , San i nawet telewizor podobny. Nie tolerujemy jeśli komuś się powodzi lepiej, może dlatego że najczęściej ci zamożni dochodzili do pieniędzy metodami nie specjalnie uczciwymi. Ostatnio czytałem że Polacy szczególnie nie darzą sympatia polityków. Uczciwie należy przyznać że zasłużyli sobie. Co ważne nastąpił kompletny zanik autorytetu. Chyba jesteśmy skazani na porażkę jako społeczeństwo, obym się mylił.
A moja śp. Mama mówiła, że w czasach Jej młodości po okolicy biegała mało rozgarnięta dziewczyna i wolała po " rusku": Warszawa z Polską się bje". Czy nie brzmiała "proroczo"? A tak już serio; cóż, "takie mamy Rzezypospolite, jakie ich młodzieży chowanie..." Resztę sobie "dośpiewajmy".
Moim zdaniem brakuje dialogu pomiędzy ludźmi. A jeśli chodzi o autorytet, to trzeba na niego zapracować, a mało kto to potrafi. Młodzi potrafią myśleć krytycznie, co się starszym nie podoba. Nie zliczę, ile razy usłyszałam, że powinnam kogoś szanować, bo jest starszy. Ja wychodzę z założenia, że szacunek należy się każdemu, tak samo starszej osobie, jak i dziecku. A autorytet to coś, co zdobywa się latami i wymaga nieposzlakowanej opinii. Trudno się czymś takim poszczycić w dzisiejszych czasach, gdy nie jest łatwo ukryć swoje grzeszki.
Pamiętam jak ze 60 lat wstecz pewna staruszka co pamiętała dobrze XIX wiek mówiła że jak chińska rasa zaleje świat a ludzie się tak znienawidzą że będą mogli na siebie patrzeć to wybuchnie III wojna światowa. Oby się myliła.Ilu ma Pan przyjaciół na których można polegać, są Panu życzliwi ,nie obgadują czy nie zazdroszczą Panu? Ilu zna Pan osób którzy powiedzmy są obojętni? A ile zna pan osób zawistnych, którzy się do Pana uśmiechają, w rozmowie są mili , a przekonał się Pan że nie raz i nie dwa obmawiali Pana do osób trzecich?Poruszył Pan redaktor ważny temat, powinni się nim zająć socjolodzy i poszukać lekarstwa w celu naprawienia społeczeństwa.Winą można obarczyć to że za komuny poziom życia był wyrównany, trochę przesadzając, można było wejść do innego mieszkania i poczuć się jak u siebie bo widok mebli: Bieszczady, Krasiczyn , San i nawet telewizor podobny. Nie tolerujemy jeśli komuś się powodzi lepiej, może dlatego że najczęściej ci zamożni dochodzili do pieniędzy metodami nie specjalnie uczciwymi. Ostatnio czytałem że Polacy szczególnie nie darzą sympatia polityków. Uczciwie należy przyznać że zasłużyli sobie. Co ważne nastąpił kompletny zanik autorytetu. Chyba jesteśmy skazani na porażkę jako społeczeństwo, obym się mylił.
A moja śp. Mama mówiła, że w czasach Jej młodości po okolicy biegała mało rozgarnięta dziewczyna i wolała po " rusku": Warszawa z Polską się bje". Czy nie brzmiała "proroczo"? A tak już serio; cóż, "takie mamy Rzezypospolite, jakie ich młodzieży chowanie..." Resztę sobie "dośpiewajmy".
Moim zdaniem brakuje dialogu pomiędzy ludźmi. A jeśli chodzi o autorytet, to trzeba na niego zapracować, a mało kto to potrafi. Młodzi potrafią myśleć krytycznie, co się starszym nie podoba. Nie zliczę, ile razy usłyszałam, że powinnam kogoś szanować, bo jest starszy. Ja wychodzę z założenia, że szacunek należy się każdemu, tak samo starszej osobie, jak i dziecku. A autorytet to coś, co zdobywa się latami i wymaga nieposzlakowanej opinii. Trudno się czymś takim poszczycić w dzisiejszych czasach, gdy nie jest łatwo ukryć swoje grzeszki.