Reklama

Dopytują babć, jak kiedyś gotowały. Gospodynie z Nowych Sadów o wyższości kuchni kaflowej

21/11/2021 12:00

W ubiegłym tygodniu w wiejskiej świetlicy zapachniało jadłem i wypiekami. Właśnie skończyły się trwające cztery dni warsztaty kulinarne zorganizowane przez miejscowe koło gospodyń wiejskich i panie szykowały poczęstunek z przygotowanych przez siebie potraw i wypieków.

– Nasze koło formalnie, czyli od zarejestrowania, istnieje od trzech lat. Wcześniej też działało, ale spotkania były tylko sporadyczne, od czasu do czasu – opowiada Agata Czyżowska, przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich „Kwiat jabłoni” w Nowych Sadach.

W tej chwili w kole jest czterdzieści osiem pań, no i jeden pan, sołtys Józef Kajser, ale on raczej tylko z racji funkcji, bo się rzadko pojawia.

Chcemy ocalić od zapomnienia

– Byłyśmy już ze swoim stoiskiem w[paywall] Bolestraszycach na święcie jabłoni i derenia i w Huwnikach na święcie smaków. Prezentowałyśmy i sprzedawałyśmy nasze regionalne wyroby. Na przykład: proziaki z serem na słono albo bez sera na słodko, kapuśniaki, kaszaki, kwasówkę z kiszonej kapusty z ziemniakami, barszcz. No i różne ciasta, kruche albo drożdżowe, ale koniecznie z jabłkami, bo Nowe Sady słyną ze starych sadów, w których jeszcze są dawne odmiany jabłoni. Niestety tych drzew powoli ubywa, tak jak starych ludzi. Dlatego staramy się od najstarszych pań odzyskiwać oryginalne przepisy – mówi.

– Dopytujemy babć, jak one kiedyś gotowały, jak piekły i potem staramy się zrobić coś według ich przepisów. Chcemy zachować tę kulinarną historię. Temu między innymi służyły warsztaty kulinarne, które niedawno zorganizowałyśmy w ramach projektu Lokalnej Grupy Działania „Ziemia przemyska”. Chodziło o to, żeby poznać potrawy, te najbardziej regionalne, które sto lat temu były podstawą wyżywienia mieszkańców ciężko pracujących w polu. Panie przez cztery dni urzędowały na zmianę w kuchni, którą mamy nieźle wyposażoną w naszej świetlicy. Oj, działo się tutaj, działo – uśmiecha się pani Agata.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Panie z KGW „Kwiat jabłoni” opanowały kuchnię.

Kompromis bigosowy

– Problemy zaczęły się od kuchni. Czy używać gazowej, czy kaflowej opalanej drewnem? Wyszło na to, że oczywiście kaflowej, bo, co potwierdziła większość pań, tylko na niej można przyrządzić potrawę tak, żeby nie straciła właściwości i miała prawdziwy smak. Potem się okazało, że nawet patelnia patelni nierówna. Jedna pani stwierdziła, że na naszej patelni nie potrafi smażyć i pobiegła do domu po swoją. Inna przyniosła swoją mąkę, bo mówiła, że z innej wypieki będą miały inny smak, nie taki, jak powinny mieć – opowiada A. Czyżowska.

– Podobnie było z innymi artykułami, na przykład czy do proziaków dodawać wodę mineralną czy swojskie mleko. Przy bigosie o mało nie doszło do kłótni, bo jedne panie twierdziły, że bigos bez grzybów to nie bigos. Inne mówiły, że robią też bardzo dobry bigos bez grzybów, bo domownicy ich nie lubią. Trzeba było to jakoś rozstrzygnąć, bo nie będziemy robiły dwóch bigosów. Po burzliwej dyskusji doszłyśmy do kompromisu i bigos był bez grzybów, żeby nikogo nie wykluczać i mogli go jeść wszyscy. Podobnie jest też z innymi sprawami. Często ścierają się różne zdania i poglądy, ale w końcu zawsze się dogadujemy – kończy.

Reklama

Potrzebny Makłowicz

Istnieje przysłowie „gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. Jednak w Nowych Sadach to się nie sprawdza, bo choć kucharek jest o wiele więcej, nie tylko było co jeść, ale na dodatek jeszcze było smacznie.

Żeby w pełni docenić wyroby kulinarne pań z „Kwiatu jabłoni”, pewnie potrzebny byłby Robert Makłowicz.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama