Reklama

Dramatyczna sytuacja matki wychowującej 14-letnią córkę

10/12/2015 10:15

– Trudno sobie wyobrazić, że można żyć w takich warunkach, że chora na astmę dziewczyna zostaje sama w zimnym pokoju, a jej matka wraca z pracy i nawet nie ma się gdzie umyć – mówi Andrzej Salwa, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w jarosławskim oddziale Leara. Związkowcy i pracownicy ruszyli z pomocą, gdy tylko dowiedzieli się, w jakich warunkach żyje ich koleżanka. Liczą, że przy pomocy gminy i ludzi uda się zmienić dramatyczną sytuację matki wychowującej 14-letnią córkę.

Halina Iwaneczko ze Skołoszowa w gminie Radymno zaczęła pracować w Learze w sierpniu 2014 r. Nie zwierzała się nikomu ze swej sytuacji. Przychodziła do pracy, jak wszyscy. Na trzy zmiany. Czasem również w dni wolne. Nikt nie wiedział, jak żyje, co w firmie zatrudniającej ponad 2 tysiące pracowników nie jest czymś wyjątkowym. W końcu nie dała rady walczyć z przeciwnościami. Opowiedziała kierowniczce, że ma kłopoty ze zdrowiem i znalazła się w sytuacji, w której albo kupi lekarstwa albo jedzenie. Ta poinformowała związkowców i ruszyło. 

– Gdy zobaczyliśmy, w jakich warunkach żyje nasza koleżanka, bez zastanawiania wzięliśmy się za organizowanie pomocy. Udało się zaspokoić podstawowe potrzeby. Ze składek wśród pracowników kupiliśmy podstawowe artykuły, wyposażenie. Piecyk do ogrzania. Cały zakład się zmobilizował. Jednak sami nie możemy wszystkiego zorganizować. Potrzebny jest chociażby remont dachu, który przecieka, wymiana instalacji elektrycznej, a na to konieczne są nie tylko pieniądze, ale też załatwienie pewnych formalności – wyjaśnia A. Salwa. W pomoc zaangażowało się też kierownictwo firmy. Przekazali kobiecie drewno z palet na opał. Są gotowi wysłać swoich elektryków do wymiany instalacji. Samej kobiecie zmienili umowę o pracę z agencyjnej śmieciówki na stałą. Przekazali córce komputer. Chcą dalej pomagać, ale pojawiają się problemy. – Byliśmy wszędzie. Odwiedzaliśmy miejscowe firmy, pisaliśmy do parlamentarzystów. Udało nam się nawet skontaktować z  producentami programu „Nasz nowy dom”, który prowadzi Katarzyna Dowbor. Czekamy na odpowiedź. Jednak wszędzie występujemy jako nieformalna grupa, a to stwarza problemy – mówi Anna Wysocka, związkowiec z Leara.

 


fot.Roman Kijanka
Halina Iwaneczko nie jest w stanie poradzić sobie z przeciekającym dachem.

– Nikt mi w życiu tak nie pomógł, jak teraz w zakładzie. Nie spodziewałam się, że obcym ludziom może zależeć na kimś takim, jak my – mówi wzruszona kobieta. Mieszka z córką w rozsypującym się, drewnianym domu. Trójka starszych dzieci już się usamodzielniła. Mąż wyjechał za granicę i słuch po nim zaginął. Małżeństwo skończyło się rozwodem orzeczonym w 2012 r. Przez pewien czas korzystała z pomocy socjalnej. Gdy zaczęła pracować, jej zarobki wynoszące 1400 zł i 500 zł alimentów płaconych z funduszu przekroczyły dochód, który daje możliwość wsparcia z GOPS. Te pieniądze ledwie wystarczą na życie. Do tego dochodzą lekarstwa dla niej i córki. Żadnej pomocy nie szukała. Głównie z obawy, co powiedzą inni, czy nie będą jej i córce dokuczać. Po drugie jakoś udawało się przeżyć. Teraz stanęła przed problemem, z którym sama sobie nie poradzi. Stary dom wymaga pilnego remontu. Tymczasem zima kojarzy się z piecykiem, który ledwie ogrzewa pokój, a ma dać ciepło w całym domu, z przeciekającym dachem i wodą grzaną na gazie, by się umyć oraz rozsypującym się kominem. Jeśli dołoży do tego swoje problemy ze zdrowiem i astmę córki, odechciewa się żyć.

Reklama

– Jeśli ruszy koordynowana przez kogoś akcja, to cała firma pomoże. Mamy kasę zapomogowo-pożyczkową. Wykorzystamy inne formy. Sam porozmawiam z już usamodzielnionymi dziećmi. One też wesprą. Chociażby pracując przy remoncie. Nie można ich tak zostawić, to nie po ludzku – zapewnia A. Salwa.

– Pomagamy w miarę możliwości – mówi Bogdan Szylar, wójt Radymna. – To w ostatnim czasie już druga rodzina z tej miejscowości, która potrzebuje szybkiej pomocy – dodaje. 

W gminie już przygotowano kosztorys remontu. Opiewa na około 57 tys. zł. Dla kobiety jest to niebotyczna suma. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że większość prac zostanie wykonana za darmo, a sama właścicielka dostanie wsparcie w postaci pożyczki z zakładu, a także fakt, że formalnej pomocy w zebraniu dokumentów udzieliłaby gmina, koszty mogą znacznie się zmniejszyć. To, co jest nie do przeskoczenia dla kobiety i jej córki, może okazać się drobnostką przy wsparciu innych, którzy już nieraz pokazali, że na ich pomoc można liczyć. Wójt Radymna zadeklarował, że wyznaczy osobę koordynującą akcję.

Chętni do udzielenia pomocy Halinie Iwaneczko i jej córce mogą się kontaktować z redakcją Życia Podkarpackiego, tel. 16 670 22 00, e-mail: redakcja@zycie.pl lub bezpośrednio z autorem tekstu. Osoby lub firmy, które zadeklarują pomoc, wymienimy w informacji podsumowującej wsparcie dla rodziny. 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    aneta - niezalogowany 2015-12-10 12:44:57

    Wspolczuje ale ja akurat znam rodzine gdzie jest matka z corka i wnuczka nie maja laxienki tylko zimna wode na dodatek maja odciety gaz dziury w oknach a tam jest 16 miesieczna dziewczynka

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ana678 - niezalogowany 2015-12-10 13:10:08

    doskonale rozumiem trudna sytuacje ale gdzie sa starsze dzieci 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ana678 - niezalogowany 2015-12-10 13:13:58

    dzieci matka wychowala dala im wszystko co umiala ale dzieci widac nie wiele sie interesuja losem ich skoro jest tak zle ze az obcy ludzie musza pomoc i za to im chwala 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama