Reklama

Duchowny dążył do prawdziwej świętości, a potem zamordował księdza

01/01/2020 18:33

W 1907 roku Andrzej Kopacz wstąpił do Seminarium Duchownego przy ul. Katedralnej w Przemyślu. Od pierwszych dni pobytu tam dał się poznać jako człowiek pobożny, żyjący w ascezie, pilny w nauce i solidny w pracy fizycznej. Jednak rzeczywistość wokół niego była pozbawiona radości, dlatego stronił od kolegów, a myślami bywał w innym świecie.

Izolacja

Kopacz z oburzeniem opowiadał współlokatorom, że lekarz podczas badania podejrzewał jego i rodziców o chorobę weneryczną. Z naciskiem podkreślił, że to właśnie matka ofiarowała go na służbę Bogu jeszcze przed jego urodzeniem. Alumni zaczęli go unikać. Przy końcu 1908 roku chory kleryk wyjechał do domu w Jodłowej z myślą, by już w Dębicy poddać się operacji nosa. Jednak do zabiegu nie doszło. Pod wpływem matki i ojca (cieśla) powrócił do seminarium, a przełożeni z kolei nie stawiali przeszkód ze względu na jego wyjątkową pobożność, która – jak często mawiał – miała go zbliżyć do Boga i prawdziwej świętości. Dziedzicząc zdolności stolarskie po ojcu, wykonywał współbraciom kufry, stoliki, krzesła itp. Z powodu braku w seminarium fortepianu zbudował z drzewa, drutów i blaszek klawikord (instrument klawiszowy), na którym grywał godzinami.

Symptomy psychozy

W 1912 roku Andrzej Kopacz uzyskał święcenia kapłańskie. W Przemyślu w jednym z kościołów został wikarym. Wtedy zaczęła się u niego objawiać choroba psychiczna. Kiedy miał wygłaszać na ambonie kazanie, nie mógł skupić myśli. Wtedy zastępował go ktoś inny. Cierpiał też na manię prześladowczą, czuł się nieszczęśliwy i napastowały go myśli samobójcze (Gazeta Poranna 1925 nr 7548). Dlatego w 1920 roku wysłano go na leczenie psychiatryczne do Krakowa. W czasie pobytu w szpitalu pisał listy, oskarżając w nich lekarza o dosypywanie mu trucizny do posiłków.

Reklama

Nocował w kostnicy

Kopacz przebywał na różnych parafiach. Wszędzie podejrzewał proboszczów, że chcą go pozbawić życia. Z tego względu skarżył się nawet do swoich kolegów i władz kościelnych, że jego przełożeni na plebanii podtruwali go i nie pozwalali mu dążyć do prawdziwej świętości. Po tych obsesjach pojechał znowu do rodzinnej Jodłowej. Miejscowy proboszcz zaproponował mu gościnę. Odrzucił ją, by nocować w kostnicy na stole sekcyjnym, by być bliżej Boga. W końcu wylądował w klasztorze oo. Karmelitów we Lwowie.

Morderstwo

22 września 1925 roku Gazeta Poranna (nr 7548) zaalarmowała, że w godzinach nocnych Kopacz dokonał potwornej zbrodnii na duchownym. Zabił go siekierą, a potem zgłosił się na policję. Wydarzenie to obiegło całą Polskę. Przesłuchujący zabójcę nadkomisarz odniósł wrażenie, że ma do czynienia z psychopatą. Policjanci natychmiast udali się do klasztoru. Kiedy otwarto tam pokój zbrodni, ujrzano podłogę zalaną kałużami krwi i trupa księdza Jana Ideca – dziekana i kapelana wojskowego z Lublina. Z szerokiej krwawej rany, zadanej siekierą w skroń, wydobywała się galareta mózgu. Śledczy dokonali rewizji w celi zabójcy. Na stoliku stała flaszka wódki, opróżniona w 1/3 części, na podłodze wiadro z zakrwawioną wodą, a wokół panował duży bałagan. Brakowało narzędzia zbrodni.

Reklama

Zeznania zbrodniarza

38-letni morderca zeznał, że od wielu lat cierpiał z powodu licznych prześladowań od współwyznawców. Przyznał się też, że po maturze uzewnętrzniła się u niego ciężka choroba weneryczna. Jako homoseksualista cierpiał na urojenia erotyczne. „Był bowiem bardzo nieśmiały w ogóle i na tym tle padał ofiarą drwin, które go ogromnie irytowały. Poza tym czuł się bardzo nieszczęśliwy. Ostatecznie te drwiny tak go dojadły, że postanowił się zemścić. Nienawiść jego skierowała się (...) przeciwko ks. dziekanowi Idecowi, który – będąc od kilku dni gościem w klasztorze – stale sobie z niego podrwiwał”. Wyznał, że od dawna miał zamiar zamordować któregoś ze swoich dręczycieli. Przed zbrodnią wypił trochę wódki, by dodać sobie animuszu.

Kulparków

Kiedy obłąkany zakonnik siedział w areszcie, całymi dniami okazywał skruchę, płacząc i prosząc o wybaczenie. Ostatecznie umieszczono go w zakładzie psychiatrycznym w Kulparkowie (dzielnica Lwowa). Personel pielęgniarski miał z nim kłopoty, ponieważ obłąkany nie mógł się pogodzić z tym, że został tam umieszczony. Tak oto niedoszły święty został zwykłym mordercą.


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    tsa - niezalogowany 2020-01-01 23:04:48

    YOUTUBE.COM - ZAKON ŻEBRZĄCYCH - SYF

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mk - niezalogowany 2020-01-12 23:25:48

     Dziwne obyczaje panują w Redakcji . Rozumiem  powiązania finansowe , ale Redakcja jest NIEKONSEKWENTNA.Jeśli - i to mnie się podoba, przedstawia  w całości przedruk przeróżnych wydarzeń opisanych  w starych  gazetach   w całości , to niech się zdecyduje , jaką przyjmuje strategię . Wszystkie  w całości , albo wszystkie  w skrótach.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości