Po dwóch bardzo dobrych domowych spotkaniach, można było po cichu liczyć, że SPR Orzeł pójdzie za ciosem i równie dobrą, zdyscyplinowaną, harmonijną i konsekwentną dyspozycję zaprezentuje na parkiecie pięknej hali widowiskowo-sportowej przy ul. Świętokrzyskiej 11 w Ostrowcu Świętokrzyskim.
Z przeworszczan chyba już zeszła presja walki o najwyższe lokaty w tym sezonie, które mogły dać realizację przedsezonowych celów. A to mogło przyczynić się do swobody i radości z gry. Takie właśnie przymioty zaprezentowali w dwóch poprzednich spotkaniach z Zagłębiem Handball Sosnowiec i Moto-Jelczem Oława. Spotkaniach wygranych bardzo pewnie, po skutecznej i rozważnej grze.
I długimi fragmentami meczu w Ostrowcu Świętokrzyskim kopiowali te zachowania. Tomasz Kulka otworzył bramką ten mecz i przez większość I połowy to goście byli zespołem konkretniejszym. Finalne minuty KSZO wygrał jednak 6:3, a prym wiódł były gracz SRS Przemyśl Sebastian Świat, który rzucił 4 bramki. Na antrakt gospodarze zeszli przy minimalnym prowadzeniu 19:18.
To jednak nie zadziałało na przyjezdnych jakoś deprymująco. Od początku drugich 30 minut wrócili na właściwe tory. Przewagę SPR Orzeł potrafił utrzymywać do 47. min. Było wówczas 28:29, kiedy nie pomylił się M. Wajda. I to… byłoby na tyle, co tego dnia mieli do zaoferowania goście. Co się stało w ostatnich 13 minutach tej potyczki, nie wiadomo. Być może wiedzą to sami zawodnicy, ale faktem jest, że „Armia Leliwa” przestała zupełnie funkcjonować. Do końca meczu przyjezdni ledwie trzy razy trafili do siatki. To dla takiego rywala, jakim jest KSZO, było wodą na młyn. Gospodarze z każdą minutą się rozkręcali i nie dali przeciwnikowi żadnych szans. Na trzy bramki przeworszczan odpowiedzieli aż dziesięcioma.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze