Od kilku dni Przemyśl, a konkretnie przemyski Dworzec Główny, przewija się w relacjach wielu światowych mediów i trudno się dziwić, gdyż właśnie tutaj działa jeden z większych punktów przerzutowych uchodźców wojennych z Ukrainy.
Czwartek, 24 lutego.
O czwartej rano rosyjskie rakiety spadły na Ukrainę, a osiem godzin później do Przemyśla dotarli już pierwsi uchodźcy. Wieczorem dworzec zapełnił się ludźmi, którzy, bojąc się rosyjskich bomb i rakiet, zostawili wszystko i uciekali w jedynym możliwym kierunku, do Polski.
Przyjeżdżali pociągami albo przygodnym transportem prosto z granicy w Medyce. Jedni pytali o pociągi w głąb kraju, inni – zszokowani, zdezorientowani, bez konkretnych planów – chcieli uciec byle dalej od wojny. W tych pierwszych chwilach dużą pomocą służyli im miejscowi Ukraińcy i Polacy.
Bardzo szybko do akcji pomocowej włączyły się służby. Dla uchodźców przygotowano[paywall] łóżka polowe, koce, posiłki, napoje. Kierowani byli do Domu Ukraińskiego i Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2 im. Markiana Szaszkewicza w Przemyślu, gdzie przygotowane były miejsca noclegowe.
Piątek, 25 lutego.
Dworzec był już szczelnie zapełniony uchodźcami i bez przerwy docierali następni. Działał już punk informacyjny zorganizowany przez Podkarpacki Urząd Wojewódzki, w którym ludzie dowiadywali się, jak mogą postępować, jak załatwić dokumenty dla dzieci, które przyjechały bez paszportów, gdzie dalej się udać, czy zostać w Polsce albo czy mogą poprosić o azyl, ewentualnie status uchodźcy.
Tu też otrzymywali informację o działających miejscach noclegowych i innych formach zorganizowanej pomocy. W działalności punktu bardzo pomocni byli wolontariusze, uczniowie ze szkoły ukraińskiej, którzy byli tłumaczami. W pełni działały już służby: ratownicy medyczni, straż miejska, policja, Straż Ochrony Kolei, WOT, Państwowa Straż Pożarna oraz służby prezydenta miasta.
Bez przerwy mieszkańcy dostarczali pomoc rzeczową: produkty spożywcze, koce, a nawet zabawki dla dzieci. Wśród uchodźców największym problemem było – co dalej? Ci, którzy byli już kiedyś w Polsce albo mieli tu rodziny czy znajomych, lepiej znosili stres, inni byli zszokowani.
W sobotę, 26 lutego, plac Legionów przed dworcem wypełniały auta z obcymi rejestracjami.
Na dworcu można było spotkać ludzi, którzy stali z powypisywanymi na kartonach nazwami miejscowości. Przyjechali własnymi autami z całego kraju, żeby zaoferować uchodźcom bezpłatny transport, a nierzadko również mieszkanie. Byli wśród nich Ukraińcy mieszkający w Polsce.
– Od pięciu lat mieszkam i pracuję w Rzeszowie – mówił pochodzący spod Tarnopola Kostia.
– Przyjechałem tu po siedemdziesięciopięcioletnią matkę, która ma tu dotrzeć i mogę zabrać jeszcze dwie osoby. Trochę się martwię, bo przyjechały już dwa pociągi, a matki nie było. Nie tylko Ukraińcy przyjeżdżali, żeby zabrać swoich. Małżeństwo z Warszawy zabrało dwoje zupełnie obcych ludzi, a mieszkaniec Wrocławia rodzinę z dwójką małych dzieci. Takich budujących przykładów było więcej. Wśród oferujących pomoc byli też Czesi, którzy podstawili pociąg do Bohumina. Warto też dodać, że dla uchodźców przejazdy wszystkimi pociągami były bezpłatne.
W niedzielę ukraiński serwis BBC poinformował, że od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę kraj ten opuściło ponad 200 tysięcy uchodźców, którzy udali się głównie do Polski. Według ostrożnych szacunków przez Przemyśl przewinęło się ich kilkadziesiąt tysięcy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze