Jubileusz 35-lecia świętowało w minionym tygodniu Przedszkole nr 14 im. Czytelników Życia Przemyskiego przy ul. Borelowskiego w Przemyślu. Początki istnienia – jak nazwa wskazuje – łączą się niejako z historią naszej gazety, która powstała w 1967 r. jako „Życie Przemyskie”, a pod obecną nazwą funkcjonuje od stycznia 1999. Nie mogliśmy więc nie zauważyć tak sympatycznego święta i miejsca, w którym dzieciństwo upłynęło wielu mieszkańcom. Rozmowa z pełniącą obecnie obowiązki szefowej placówki Beatą Nehrebecką, która od września obejmie w niej funkcję dyrektora.
Historia tej placówki jest szczególna, bo powstała ona ze zbiórki społecznej...
– Tak, nasze przedszkole powstało w całości ze społecznych środków przekazanych przez zakłady pracy, instytucje, filatelistów i właśnie czytelników „Życie Przemyskiego”. Zostało oddane do użytku dokładnie w Dniu Matki, w 1986 roku. Pierwszą dyrektor naszego przedszkola była pani Aniela Skowronek, która swoją funkcję sprawowała do 1991 roku. Potem za sterami przedszkola stanęła pani Małgorzata Rusin, która szefowała placówce ponad 25 lat, do 2016 roku. A po niej pałeczkę przejęła pani Edyta Ladyca-Górska, moja poprzedniczka. Ja pełnię obowiązki szefowej placówki od 2 lat. W marcu tego roku wystartowałam w konkursie na dyrektora naszego przedszkola i od września będę już nim oficjalnie. A pracuję tutaj w sumie od 7 lat. Zaczynałam jako logopeda.
Jak trafiła Pani do tego przedszkola?
– Wcześniej przez 29 lat pracowałam w Szkole Podstawowej w Sierakoścach jako nauczyciel nauczania początkowego. Potem[paywall] uzupełniłam wykształcenie o specjalizację logopedyczną i pracowałam w różnych placówkach. Tak trafiłam między innymi do tutejszego przedszkola, gdzie już zostałam.
Praca w edukacji zawsze była pani marzeniem? Przemyślaną decyzją?
– W momencie wyboru szkoły, wiedziałam, że w przyszłości chcę pracować z dziećmi. Pierwotnie myślałam raczej o pracy w domu dziecka, a do tego potrzebne jest wykształcenie pedagogiczne. Potem tak się moje losy potoczyły, że zostałam w szkole, a następnie trafiłam do przedszkoli. Bardzo odpowiada mi to, co robię. Kocham tę pracę i kocham dzieci. Daje mi dużo satysfakcji.
Najprzyjemniejsze momenty pracy w przedszkolu to...
– Mam wiele miłych wspomnień i przeżyć związanych z pracą tutaj, ale chyba najbardziej wzruszająca chwila, która utkwiła mi w pamięci, to mój powrót do pracy po dłuższej nieobecności związanej z chorobą. Kiedy weszłam do sali, spotkałam się z ogromnie ciepłym przyjęciem stęsknionych maluchów. Przytulaniu i rozmowom nie było końca. Takie momenty sprawiają, że człowiekowi chce się codziennie przychodzić do pracy i dawać tym dzieciom od siebie, co najlepsze. One potem oddają to podwójnie. Nie każda praca dostarcza tak pozytywnych emocji.
Na stanowisku szefa przedszkola nie brakuje też jednak chyba wyzwań...
– Owszem, kiedy pracowałam jako nauczyciel, odpowiadałam tylko za swoją klasę. Teraz odpowiadam za całą placówkę: dzieci, pracowników, współpracę z rodzicami. I zadaniom z tym związanym, jak i oczekiwaniom wszystkich tych grup muszę sprostać.
Zdarza się Pani spotykać po latach swoich wychowanków?
– Jeszcze gdy pracowałam w szkole, spotykałam już dorosłych dziś swoich pierwszych uczniów, którzy przyprowadzali do niej swoje dzieci, a więc kolejne pokolenie. Również więź nawiązana w przedszkolu nie kończy się wraz z opuszczeniem murów placówki. Zdarza się, że dzieci, które kiedyś do nas chodziły, często zaczepiają mnie na ulicy, nawiązują rozmowę, rodzice również. To bardzo sympatyczne momenty.
Czego życzyć Pani i przedszkolu na dalsze lata?
– Zdrowia wszystkim pracownikom oraz sił i cierpliwości. Praca z małymi dziećmi wymaga od nas przede wszystkim dużo cierpliwości i spokoju. Trzeba mieć też w sobie trochę dziecka, czyli wewnętrzną radość. Ono siedzi w nas wszystkich, ale czasem jest głęboko schowane (śmiech).
Dziękuję za rozmowę.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze