Reklama

Dziki stratowały podwórko. Przyszły pod same okna [ZDJĘCIA]

22/12/2015 09:18

– Dziki pod osłoną nocy terroryzują zagrody – denerwuje się Andrzej Karpecki z Nowosiółek Dydyńskich w gminie Fredropol. Przed kilkoma dniami jego podwórze zostało stratowane przez watahę dzików. Zwierzęta przyszły pod same okna jego domu.

Andrzej Karpecki obok domu ma posianą trawę i posadzone jabłonie. – Dbałem, żeby to jakoś wyglądało, kosiłem trawę, równałem kretowiska. Tyle lat ciężkiej pracy zostało zniweczonych – opowiada.
Na jego posesję dziki przyszły dwa razy. Zawsze w nocy. Za drugim razem podeszły pod same okna domu. – Zryły prawie całe podwórze. Co ciekawe, na ziemi leżały jabłka i ich nie ruszyły, tylko ziemię poprzewracały[paywall]. Teraz czeka mnie mnóstwo pracy. Wszystko muszę ręcznie równać, bo ciągnikiem między drzewka nie wjadę – mówi A. Karpecki.

Państwo jest bierne

– Tak nie może być. Człowiek nie ma żadnych praw! – nie ukrywa zdenerwowania. – Państwo jest bierne. Mówią o konstytucji, o prawach, które przysługują człowiekowi, a gdy przyjdzie się po pomoc, lekceważą obywatela. Niech odstrzeliwują dziki albo je dokarmiają w lasach – apeluje.
– To tak jak bym wziął sobie sto psów i nie dawał im jeść. Wiadomo, że pójdą i będą się rzucać na ludzi. Wiem, że dziki są skarbu państwa, ale niech państwo nie żeruje na obywatelach – dodaje.
W ostatnich dniach dziki weszły także na podwórze Heleny Majer, sąsiadki A. Karpeckiego. Okoliczne pola odwiedzają regularnie. – Stworzyli tu rezerwat, a my mamy żyć jak Indianie – denerwują się mieszkańcy Nowosiółek.
Ponieważ szkoda jest spowodowana w pobliżu domu, pan Andrzej wniosek o odszkodowanie musi złożyć do urzędu marszałkowskiego. Wysokość rekompensaty, jaką ma szansę otrzymać, nie pokryje strat. Mieszkający w sąsiedztwie Kazimierz Bardziński miał podobną sytuację. Za 27 arów powierzchni zniszczeń dostał zaledwie 270 złotych. – Na oszacowanie strat za zniszczone maliny czekam od wiosny – mówi.

Czekamy na nową ustawę

– Wymuszamy na kołach łowieckich, żeby odstrzałów dzików było jak najwięcej. Uzgodniłem z nadleśniczym Nadleśnictwa Bircza, że rolnicy mogą otrzymywać siatki do ogrodzenia pól. W praktyce tylko tyle możemy zrobić – mówi wójt gminy Fredropol Mariusz Śnieżek.
Zgodnie z przepisami, urzędy gmin mogą co najwyżej pełnić rolę mediatora w sporze o wysokość odszkodowania. Same szacować nie mogą.
– Nie tylko działki prywatne, ale również gminne są niszczone przez dziki – zauważa M. Śnieżek. Wójt przyznaje, że wysokość odszkodowań jest nieadekwatna do ponoszonych zniszczeń, ale dopóki nie zmieni się ustawa o prawie łowieckim, ani urząd, ani rolnicy nie są w stanie nic zrobić.
– Jeśli chodzi o odstrzał dzików, nie ma prawie żadnych limitów. Większość kół z naszego okręgu, realizuje go w stu procentach, a niektóre nawet go przekraczają – mówi łowczy okręgowy Tomasz Kulesza.
Twierdzi, że myśliwi robią tzw. poletka zaporowe, aby zatrzymać dzika w lesie. – Nie jesteśmy w stanie upilnować wszystkich pól. Zachęcamy rolników do współpracy. Wygląda ona tak, że kupujemy elektryczne pastuchy i pomagamy w ich założeniu. To jest jedyna skuteczna ochrona przed dziką zwierzyną. Środki chemiczne odstraszają tylko na jakiś czas, a poza tym są trujące dla środowiska – mówi.
Łowczy zapewnia, że każdy, kto się zgłosi do okręgowej rady łowieckiej, otrzyma pomoc. T. Kulesza ma nadzieję, że wkrótce zostanie przyjęta nowa ustawa łowiecka, której projekt jest już przygotowany. Jak twierdzi, jest ona rozsądna i rozwiąże wiele problemów.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama