Z listu do redakcji: „Jesteśmy mieszkańcami wieżowców przy ulicach Popielów oraz Lelewela. Pomiędzy wieżowcami znajduje się duży, niewykorzystany sensownie plac. Wszyscy okoliczni i nie tylko okoliczni posiadacze psów zrobili z tego miejsca kuwetę dla swoich pupili. Żeby było jeszcze ciekawiej, to miejsce upodobali sobie smakosze trunków wysokoprocentowych oraz kibole, którzy organizują tam swoje spotkania”.
W dalszej części przesłanej korespondencji czytamy: „Teren położony w centrum miasta wygląda jak wysypisko śmieci z mnóstwem porozbijanego szkła, tekturowych opakowań, pudełek po papierosach i[paywall] butelek po alkoholu. Przesiadujący tam najczęściej ludzie pod wpływem alkoholu zachowują się głośno i ordynarnie. Przeklinają, wykrzykują, śpiewają, ale co najgorsze zaczepiają wracające ze szkoły dzieci i młodzież. Miejsce to stało się latryną dla tych ludzi, a na placu zaczynają się piętrzyć odchody zwierzęce, ludzkie i tony śmieci”.
Spory kawałek terenu pomiędzy wieżowcami przy ulicy Popielów, kamienicami przy 3 Maja i wieżowcami przy Lelewela porasta sięgająca do ramion trawa. Pośrodku smętnie sterczy betonowy słup z latarnią, która już dawno przestała świecić i wygląda tak, jakby za chwilę miała spaść.
Gdzieniegdzie kawałki betonu, pozostałości po jakiejś infrastrukturze. Faktycznie dookoła wieżowce, cywilizacja, a tu zarośnięte, zapomniane odludzie, na którym niczym na sienkiewiczowskich „dzikich polach” znajdują schronienie rozmaite „elementy”.
Brodząc w wysokiej trawie, tu i ówdzie można spotkać ślady po nich i po pozostałościach zorientować się, jakie najczęściej preferują browary i jakie palą papierosy. Cały teren przecięty jest trzema ścieżkami, które wydeptali okoliczni mieszkańcy, skracając sobie drogę i trudno się im dziwić, że kiedy tamtędy przechodzą, czują lęk, a w najlepszym razie dyskomfort.

fot.Jacek Szwic
Ślady po stałych bywalcach tego zakątka.
Kiedyś ten teren należał do wojska, a obecnie właścicielem jest prywatna osoba. Nie od dziś jest problem z uporządkowanie tego miejsca. Straż Miejska kilkakrotnie prowadziła postępowanie w sprawie uprzątnięcia terenu i kilkakrotnie występowała do sądu z wnioskiem o ukaranie właściciela i na tym się kończyło. Kłopot jest z interpretacją przepisów.
Na przykład nie ma przepisu nakazującego właścicielowi prywatnego terenu koszenia trawy, o ile nie stanowi ona zagrożenia dla zdrowia czy bezpieczeństwa. Podobnie jest ze spożywaniem alkoholu. Zakaz spożywania obejmuje tylko miejsca publiczne, a na terenie prywatnym już można pić.
Jedynym wyjściem w tej sytuacji jest oznaczenie granic terenu i postawienie tablicy informującej, że jest to teren prywatny i wstęp jest zabroniony. Wtedy osoby postronne wchodziłyby tam na własne ryzyko i nie mogłyby zgłaszać żadnych pretensji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Same zarośla w porządku, psie łajno i inne śmiecie już nie bardzo...
Jakoś nie widać na zdjęciu żadnych psich klocków.
Tyle pasożytów w zakladzie karnym a zagonić ich do sprzątania miasta niech choć trochę odrobinę swoje utrzymanie !
Zapraszam na ul. Rakoczego.. tu dopiero jest zgniły gaj!
Stepy akermańskie
kopuluja tam homoseksy i lesby
Same zarośla w porządku, psie łajno i inne śmiecie już nie bardzo...