Reklama

Fatalna pomyłka na cmentarzu – pozamieniane trumny

02/05/2021 13:30

HISTORIE DAWNE ŻP: W życiu zdarzają się różne pomyłki. Jedne mają wymiar niskiej rangi, inne zaś bardzo duży ciężar gatunkowy, a nawet format niewybaczalny. Zdarzało się, że w szpitalu zamieniano przez nieuwagę niemowlaki po narodzinach, a potem nie były wychowywane przez biologicznych rodziców. Podobnie było z nieboszczykami, kiedy żałobnicy odkrywali w trumnie innego zmarłego. Wtedy przeżywali szok. Bywały też inne sytuacje. Oto jedna z nich.

Rano, 20 września 1877 roku mieszkańcy Przemyśla, wychodząc do swych zwykłych zajęć, przystawali przed ścianami niektórych kamienic. Stanął jeden, przy nim drugi, przy tamtym trzeci, wnet był już tłum, wszyscy patrzyli i coś tam czytali. Po chwili rozeszli się i tylko urwane słowa słyszeć się dało w tłumie. Okazało się, że ciekawscy patrzyli na dwa nekrologi.

Pierwsza klepsydra

Pierwsza z nich, duża i pięknie drukowana głosiła: „W dniu 19 września bm. zakończył życie w kwiecie wieku Bartłomiej Tuz wskutek spadnięcia z dachu podczas pożaru, człowiek i trębacz Straży Ogniowej Ochotniczej i towarzysz sztuki szewskiej. Obrzęd pogrzebowy odbędzie się 21 września, o godzinie 10 rano, na który tutejsza straż pobożnych chrześcijan uprzejmie zaprasza”.

Reklama

Druga klepsydra

Drugie ogłoszenie – małe, skromne i pisane ręcznie – informowało przechodniów[paywall]: „Andrzej Bąk, towarzysz sztuki krawieckiej, po długich a ciężkich cierpieniach zgasł w dniu 19 września bm. Pogrzeb odbędzie się o godzinie dziewiątej przed południem”.

Kostnica

Zmarli leżeli obok siebie w kostnicy szpitalnej przy ul. Władycze. Wcześniej zrobił im stolarz jednakowe czarne trumny. Różniły się one tylko numerami. Trumna Bąka miała na wieku wypisany kredą numer 23, Tuza –  24. Włożono ich do skrzynek, przykryto wiekiem, wieko przybito gwoździami – mocno – na wieki. 

Reklama

Pole dla biednych

Tymczasem grabarz zrobił miejsce nowym przybyszom w swoim królestwie. Lecz i tam nie było równości, jak nigdzie na ziemi. Jedna część cmentarza – okryta skromnymi drewnianymi krzyżami – przeznaczona była dla tych, którzy tylko 10 centów opłacić byli w stanie – jako przepustkę do lepszego świata. Tam grabarz wykopał grób dla biednego Bąka, który nie posiadał żony, dzieci ani żadnych krewnych, którzy by chcieli opłacić za niego droższe i lepsze miejsce wiecznego spoczynku.

Pole dla wybranych

Drugie pole wiecznego spoczynku – zdobne we wspaniałe pomniki, kamienie, krzyże złote i kwiaty – przeznaczone było dla tych, którzy zapłacili 10 guldenów czynszu za swe ostatnie mieszkanie. Tam grabarz wykopał grób dla trębacza Bartłomieja. Choć był on także biedny i nie pozostawił nikogo po sobie, to jednak miał zasługi dla miasta, więc społeczeństwo opłaciło mu lepszy pochówek. Tymczasem zbliżał się dzień dwóch pogrzebów.

Reklama

Kondukt Tuza

Rano stanęła w Rynku przed magistratem straż ogniowa w pełnych i odświętnych strojach i zbrojach. Naczelnik straży w srebrnym kasku z czerwonym piórem, z błyszczącą szpadą u boku, na białym koniu rozpoczął pochód. Za nim szedł chorąży, dzierżąc w dłoni powiewający jedwabny sztandar, dalej kroczyła orkiestra strażacka, grając smutny marsz pogrzebowy. Za nią jechała czterokonna sikawka z rozłożystym kirem, następnie wóz z beczką i olbrzymia drabina na kołach, mająca w tym dniu przeznaczenie służenia za karawan dla zmarłego Tuza. Za drabiną postępował oddział straży ogniowej w błyszczących kaskach i mundurach. Po drodze przyłączyły się różne bractwa, cechy, księża i zakonnicy oraz zwykli mieszkańcy. Pochód zatrzymał się u wylotu ulicy Franciszkańskiej – opodal szpitala.  

Kondukt Bąka

W tym czasie ośmiu towarzyszy biednego Andrzeja Bąka wychodziło naprędce z kostnicy szpitalnej przy ul. Władycze. Nieśli na barach trumnę ze zwłokami swego druha, ponieważ jego pochówek przewidziano o godzinę wcześniej niż Tuza. Jednak wszyscy oczekiwali z  zainteresowaniem tego dnia przede wszystkim pogrzebu trębacza. Odezwały się dzwony w pobliskim kościele.

Reklama

Pochówek

Na ten znak towarzysze ruszyli z Bąkiem ku cmentarzowi. Śpieszno im było, bo chcieli czym prędzej uporać się z robotą, by zdążyć jeszcze na czas na wspaniały pogrzeb Tuza. Kiedy przybyli już na miejsce przeznaczenia, zakonnik szybko odprawił modlitwę, pokropił trumnę i spoczęła w dołku. Grabarz przysypał ją pulchną ziemią. I tak się skończyło najważniejsze zdarzenie w życiu Andrzeja… Już go nie było. 

Przerwane pożegnanie Tuza

Tymczasem drugi orszak pogrzebowy stanął już przy wykopanym grobie, a następnie rozpoczął się dość długi obrzęd. Po śpiewach i  modlitwach trzy strzały moździerzowe dały znać, że trumna stacza się do dołu wieczności. Naczelnik straży ogniowej stanął na sąsiedniej mogile, odchrząknął, krawat poprawił i tak zaczął z patosem mówić: „Panie i panowie!... oOddaliśmy dziś ostatnią przysługę dobrze zasłużonemu, bo oto…”.

Reklama

Dziwne wołanie

Ale nie mógł dalej głosić swej pięknej mowy zacny naczelnik straży, bo w tej chwili wszyscy usłyszeli od wejścia cmentarza wołanie: Czekajcie!… stójcie!... nie chowajcie!”. Przybysz szybko zbliżył się, zajrzał do dołu i zaczął głośno jęczeć, że jest już za późno. Głuchy szmer powstał wśród zgromadzonych. Wszyscy rozstąpili się, tworząc przejście przybyłemu. Ktoś rozpoznał w tej dziwnej osobie sługę ze szpitala. Tenże rzekł drżącym głosem, że w grobie za 10 srebrnych guldenów, w tym grobie dla zasłużonych, nie leży trębacz Bartłomiej Tuz, lecz… Andrzej Bąk.

Fatalna pomyłka

Spojrzano w dół… na trumnie widniał numer 23. Nie było wątpliwości – nastąpiła fatalna pomyłka. Najbardziej dotknęła ta wiadomość zacnego naczelnika straży ogniowej. Pomyślał wówczas ze złością, że to on kazał grać orkiestrze, strzelać i bić w dzwony. I to wszystko dla kogo? Dla jakiegoś tam biednego Andrzeja Bąka, który nawet nie należał do straży ogniowej! Kazał natychmiast wyciągnąć trumnę. Było już za późno. Na dodatek sprzeciwił się temu proboszcz, mówiąc, że co matka ziemia przyjęła w swe łono, tego dobywać się nie godzi i zsunął kolejną łopatą garść ziemi do dołu. Reszty dokonał grabarz.

Reklama

Zakończenie

Rozeszli się żałobnicy. Po drodze rozmawiali o tym dziwnym zdarzeniu, że Bąkowi wyprawiono pogrzeb, o jakim nawet nie marzył za życia. Naczelnik zaś, wracająć na białym koniu, wstydził się okropnie i żal mu było tej ślicznej mowy, której się uczył całą dobę. Opowiadał później grabarz ludziom, że widział wtedy nad mogiłą, gdzieś w obłokach, Tuza i Bąka, jak trzymając się za ręce, śmiali się, że ludziska pozmieniali im groby (źródło: „San” 1879, nr 3).


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    xx - niezalogowany 2021-05-03 07:18:30

    Po co o tym pisać?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    y - niezalogowany 2021-05-03 11:56:12

    bo nie mają o czym pisać napiszcie o marchewce...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama