Gorąco, oj gorąco zrobiło się ostatnio na kierowniczych stołkach jarosławskich instytucji publicznych. W ciągu kilku miesięcy dostało się dyrektorowi Centrum Kultury i Promocji Tomaszowi Wywrotowi. Czkawką odbiło mu się podawane na wernisażach wino. Pod pręgierzem stanęła też dyrektorka miejskiej oświaty Renata Chlebowska. Tej wytknięto niekompetencję, roztargnienie i kiepskiego nosa do zakupów. Ślepy los łaskawiej obszedł się z dyrektorem MZK.
Władysław Gruba po zmniejszeniu liczby kursów, wezwany na dywanik przez radnych, osłonił się obcięciem przez tychże środków. A uratowało go to, że chyba nikt do końca nie był pewien, kto i jakie fundusze mu obciął. Do grona kierowników, których stołki rozgrzały się do czerwoności, doszlusował ostatnio z hukiem szef jarosławskiej straży miejskiej Witold Ilič. Kierunek, z którego zaatakowano jego pozycję, jest szczególny. Jeśli dodać do tego ostatnie kłopoty Lucyny Paulo, naczelnik oświaty w starostwie, można dojść do przekonania, że w Jarosławiu obecna władza miała potwornego pecha do ludzi. Wychodziłoby na to, że lokalną specjalnością stało się zatrudnianie osób niekompetentnych, nieobliczalnych lub takich z tendencją do popełniania gaf. Nie wiem, czy to jednak nie nazbyt daleko idący wniosek. Trudno bowiem nie dostrzec, że że nieuchronnie zbliża się termin jesiennych wyborów samorządowych. Niby jeszcze za wcześnie, niby kampania oficjalnie się jeszcze nie rozpoczęła, ale ten masowy wysyp zarzutów różnej maści i kalibru musi budzić wątpliwości. Tym bardziej że ten rok wyborczy rządzi się swoimi prawami, o czym świadczy natłok wszelakich inwestycji. I oczywiście personalnych potyczek. Pytanie tylko, czy strony wystrzelały się już z amunicji, poświęciły pierwsze piony, a może po cichu szykują pociski na grubszego zwierza...Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze