Reklama

Grzech zaniechania, czyli polityczna naiwność

24/08/2025 07:35

Przełom XX i XXI wieku, a zwłaszcza pierwsze dekady nowego stulecia, były okresem europejskiej stabilizacji. Politycy nie dostrzegali potrzeby dalszego inwestowania w przemysł, rolnictwo czy naukę. Wydawało się, że możemy „spać spokojnie”. Chińczycy za przysłowiową „miskę ryżu” będą produkować potrzebne nam niemal wszystkie towary przemysłowe, Rosja będzie tanio sprzedawała gaz i ropę, a Stany Zjednoczone, stanowiące trzon NATO, będzie nas bronić.


W Europie i niemal wszystkich państwach Unii Europejskiej panowało poczucie, że stabilizacja i dobrobyt zostały nam dane, i to na zawsze. To udzielało się nawet politykom polskim, kiedy to w 2004 r. – po 10 latach oczekiwania – Polska stała się członkiem Unii Europejskiej.

Owszem, nie brakowało w niektórych krajach państwowego egoizmu, mimo to nawet w Niemczech, mających najbardziej rozwinięty przemysł w Europie, zaczęły powstawać także inwestycje chińskie. Budowa Nord Stream 1, a później 2 miała zapewnić Europie tanią energię, a otwarcie granic dla imigrantów z Afryki i Azji przez Angelę Merkel miało być rezerwuarem taniej siły roboczej, również w zakresie kadry inżynierskiej. Politykom, zwłaszcza francuskim i niemieckim, wydawało się, że istniejącą stabilizację i dobrobyt ugruntuje odejście w UE od zasady jednomyślności na rzecz podejmowania decyzji większością głosów.

Reklama

Niespodziewanie nastąpił krach. W 2019 r. nie tylko Europę, ale niemal cały świat dotknęła epidemia zakaźna wywołana wirusem SARS-CoV-2. W 2020 r. Unię Europejską opuściła Wielka Brytania. Wreszcie w 2022 r. trwająca od 2014 rosyjska agresja wobec Ukrainy przekształciła się w pełnoskalową wojnę.

Bronić musimy się przede wszystkim sami

Nie jestem całkowicie pewien, czy politycy europejscy naprawdę zrozumieli, że Chińczycy nie będą tanio dla nas produkować potrzebnych towarów, a zwłaszcza elementów niezbędnych do rozwoju elektroniki, Rosja nie będzie nam sprzedawać tanich źródeł energii, a ostatnio nowy prezydent USA Donald Trump stanowczo stwierdził, że NATO nie będzie dłużej finansowane głównie przez Stany Zjednoczone, a więc nie będzie Europy bronić.

Reklama

Notabene, naiwni są także ci Polacy, którzy sądzą, że 10 tys. żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Polsce, czy nawet –  gdyby do tego doszło – tzw. Fort Trump będzie gwarancją naszej niepodległości. Stany Zjednoczone chcą przede wszystkim sprzedawać zalegający w magazynach sprzęt wojskowy, a Rosja – gdyby zechciała zaatakować nasz kraj – to wcześniej doprowadzi do godzącego w Amerykę konfliktu, np. na Pacyfiku, a wówczas stacjonujący w Polsce amerykańscy żołnierze zostaną szybko wycofali na zagrożony odcinek frontu, bo interesy USA nie leżą w Polsce, czy nawet w Europie, ale na Dalekim Wschodzie. My zaś bronić musimy się przede wszystkim sami, we współdziałaniu z europejskimi państwami będącymi członkami NATO. W tej gwarancji polskiej niepodległości znaczącą rolę może odegrać niepodległa Ukraina, bo gdyby została zwasalowana przez Rosję, mielibyśmy z nią taki sam kłopot, jaki mamy dziś z Białorusią.

Patrząc więc z dzisiejszej perspektywy, widać jak na dłoni, że w ostatnich dziesięcioleciach historia dała Europie niebagatelną nauczkę, a właściwie można nawet powiedzieć „pstryczka w nos”. Czy po raz ostatni? To już zależy od tego, czy politycy europejscy, w tym również polscy, zamiast trwać w błogim nastroju, zaczną działać konstruktywnie, w imieniu reprezentowanych narodów, a nie swych partii politycznych.

Reklama

Stanisław Stępień

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/08/2025 07:35
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama