Reklama

Historie z dreszczykiem: Przemyski dzwon

06/10/2024 17:52

W dawnych czasach w królewskim mieście Przemyślu, na Wzgórzu Zamkowym, wznosił się Zamek Kazimierzowski, a w jego sercu ukryty był dzwon, owiany legendami. Złoty, majestatyczny dzwon, którego spiżowozłote brzmienie unosiło się nad miastem, zwiastując wyjątkowe wydarzenia – koronacje królów, narodziny potomków królewskich, wielkie triumfy nad wrogami. Jego głos nie tylko rozbrzmiewał mocą, lecz zdawał się być żywym świadkiem przeszłości – jakby w jego głębinach czaiły się cienie minionych wieków, pamiętające tryumfy i tragedie. Jednak podczas jednego z oblężeń, gdy armia najeźdźców otoczyła zamek, kula armatnia trafiła w dzwon, pozostawiając na nim niewielkie, lecz złowrogie pęknięcie.

autor opowiadania: Ryszard Hop

Od tej chwili jego dźwięk się zmienił. Już nie było to czyste, dumnie brzmiące echo wielkich chwil. W jego tonach zaczęto słyszeć coś jeszcze – dziwne, żałosne szepty, głosy zrozpaczone, jakby pochodzące z innego świata. Głosy te niosły się daleko, przenikając dusze tych, którzy mieli nieszczęście je usłyszeć. Mówiono, że to ofiary krzywd i nieszczęść, którym los odmówił sprawiedliwości, przemawiały poprzez dzwon.


Z czasem zaczęto opowiadać, że dzwon ten ostrzegał wybranych przed niebezpieczeństwami, które miały ich dosięgnąć. Ludzie szeptali, że słyszeli go nad wodami Sanu, podczas snu, kiedy różowy brzask wschodzącego słońca zabarwiał niebo. Gdy się budzili, byli przerażeni – w ich duszach pozostało poczucie nadchodzącego zagrożenia, którego nie mogli uniknąć. Dzwon, choć milczący, w ich snach wciąż siał niepokój i grozę.

Reklama


Dzwon ten również daje znać o sobie w dzisiejszych czasach. Jednym z ludzi, którzy usłyszeli jego niepokojący dźwięk, był Borys Niwiński – emerytowany nauczyciel elektrotechniki, człowiek stateczny i rozsądny, nie skłonny do wierzeń w przesądy. Był to dzień jak każdy inny. Wracał z zakupów na zielonym rynku, myśląc tylko o planowanej partii szachów. Jednak w pewnym momencie, gdy przekroczył ulicę, poczuł dziwną wibrację, jakby czas zwolnił, a wokół niego świat zamarł. Z głębi jego umysłu wyłonił się dźwięk – niepokojące, przenikliwe dzwonienie[paywall]. Borys zatrzymał się, zdezorientowany. To nie mogła być komórka, przecież nie miał takiego urządzenia. Rozejrzał się, lecz nikogo nie było. A jednak dzwonienie trwało, wypełniając jego umysł jak echo z odległych czasów.
Ogarnął go niepokój, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył. Zastanawiał się, skąd pochodzi ten dźwięk – czy to możliwe, że coś złego czai się tuż za rogiem? Drżącymi rękami sprawdził kieszenie i... przerażenie zalało jego ciało. Portfel! Zniknął bez śladu. Wszystkie pieniądze, cały jego miesięczny dochód – przepadły.


Borys ruszył dalej, przygnębiony, z ciężkim sercem. Dzwonienie wciąż nie ustawało, a on miał wrażenie, że z każdym krokiem staje się coraz bardziej wyraźne. Wydawało mu się, że ktoś lub coś podąża za nim – niewidzialna, nieuchwytna postać, która wywołuje ten złowrogi dźwięk. Przyśpieszył kroku, serce waliło mu jak młot, a zimny pot spływał po plecach. Czy to możliwe, że było to ostrzeżenie? Ostrzeżenie z innego świata?

Reklama


Z trudem dotarł do dworca autobusowego, gdzie jego umysł spowiła kolejna niepokojąca wiadomość. Głos z megafonu, niosący się przez zamarłe powietrze, wypowiedział jego imię. Borys Niwiński, proszony do dyspozytora... Jak to możliwe? Nigdy tu nie był, jak więc mogli go znać?


Z bijącym sercem wszedł do budynku. Dyspozytor – dawny uczeń, którego twarz zdawała się wykrzywiona dziwnym, nieodgadnionym uśmiechem – wręczył mu portfel. Wszystko było na swoim miejscu, pieniądze i dokumenty. A jednak Borys czuł, że nie powinien był tego mieć. Widocznie ktoś znalazł i jemu przyniósł. Ale kto? Wydawało mu się, że dzwon, który brzmiał w jego umyśle, nie ostrzegał go tylko przed kradzieżą, lecz przed czymś znacznie gorszym. Czymś, co wciąż na niego czekało.
Gdy opuszczał dworzec, uniesiony dziwnym poczuciem ulgi i euforii, zaczął podśpiewywać i tańczyć. Ulice zdawały się drgać w niepokojącym rytmie, a każdy krok odbijał się echem w jego głowie. Nagle dostrzegł dwóch uczniów, którzy patrzyli na niego ze zdziwieniem. „To tylko mucha wleciała mi za koszulę” – skłamał, starając się nie dopuścić do tego, by rozeszły się plotki, że dostał „kuku na muniu” i pląsał po ulicy. Ale w głębi duszy wiedział, że nie była to mucha. To coś innego, niewidzialnego, wciąż podążało za nim, a złowieszcze dzwonienie jeszcze nie opuściło jego umysłu.
 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/10/2024 17:52
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama