Choć liczba uchodźców z Ukrainy maleje, wojewoda podkarpacki Ewa Leniart zdecydowała, że wciąż mają działać cztery punkty recepcyjne w naszym regionie. – Sytuacja za naszą wschodnią granicą jest dynamiczna i nie ma pewności, czy nie będzie kolejnej fali uciekinierów – powiedziała. Ile wynoszą koszty funkcjonowania takich miejsc?
Tzw. punkty recepcyjne powstały w kilkunastu miejscach na wschodniej granicy, w województwach podkarpackim i lubelskim, tuż po wybuchu wojny w Ukrainie. Punkty nie zostały ulokowane bezpośrednio w miejscu przejścia granicznego. Często są położone kilka kilometrów dalej.
Uchodźcy nie musieli i nie muszą się martwić o transport. Mają zapewniony przejazd do odpowiedniego punktu. Rejestrowanie się w nich przez uciekających przed wojną znacznie ułatwiało i ułatwia im odnalezienie się w nowej rzeczywistości.
Taka osoba miała i ma prawo do[paywall] bezpłatnej pomocy państwa polskiego. W każdym punkcie przekraczający granicę otrzymują pomoc w zakresie: podstawowej opieki medycznej, ciepłego posiłku czy miejsca do odpoczynku.
Uzyskują także wszystkie informacje dotyczące dalszego pobytu w Polsce. Ale mogą skorzystać także z mniej ważnych przywilejów, by wspomnieć choćby o naładowaniu telefonu, wybraniu niezbędnych produktów żywnościowych czy potrzebnych ubrań. Na miejscu dostępne były i są również karty SIM do polskiej sieci komórkowej.
Wszystko w ramach pomocy – bezpłatnie.
W pierwszych dniach wojny w Ukrainie koordynacją przepływu uchodźców z tego kraju zajęło się osiem dyżurujących całodobowo punktów recepcyjnych na granicy wschodniej. W województwie lubelskim utworzono je w: Dorohusku, Dołhobyczowie, Zosinie i Hrebennem, a w województwie podkarpackim w: Przemyślu, Medyce, Młynach, Korczowej, Budomierzu i Krościenku.
W marcu br., ze względu na największy napływ uchodźców wojennych, w obu regionach utworzono jeszcze kilka takich miejsc. Od kilku tygodni liczba obywateli Ukrainy maleje, ale wojewodowie podkarpacki i lubelski zdecydowali się wygasić tylko trzy punkty, w tym jeden w naszym regionie.
Obecnie na Podkarpaciu działa pięć punktów recepcyjnych: w Przemyślu (dworzec PKP), Medyce (hala sportowa przy szkole podstawowej), w Młynach (Hala Kijowska), w Budomierzu (GOK w Krowicy Samej) i Krościenku (była szkoła podstawowa w Łodynie). Działalność szóstego – w świetlicy wiejskiej w Korczowej – wojewoda E. Leniart zawiesiła 14 kwietnia br.
– Przez pierwsze dwa tygodnie od wybuchu wojny w naszych punktach przyjmowano tysiące osób dziennie. Od końca marca widać wyraźny spadek. A że punkt w świetlicy w Korczowej mieścił się blisko Hali Kijowskiej, wojewoda uznała, że można go zlikwidować – powiedział rzecznik prasowy Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie Michał Mielniczuk.
Dodaje, że służby wojewody na bieżąco analizują sytuację, ale dopóki trwa wojna, punkty te muszą funkcjonować.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze