Większość z nas zapewne będzie świętować w rodzinnym gronie, ale ilu spędza ten czas samotnie, na emigracji, z dala od bliskich. Praktycznie w każdej rodzinie znajdzie się takie „puste miejsce przy stole”. Niektórzy wyjechali z kraju niedawno, inni zdążyli się już zadomowić w nowej ojczyźnie. Oto 3 krótkie historie przybliżające realia świąt polskich emigrantów na Wyspach Brytyjskich.
Łukasz i Agata przyjechali tu 9 lat temu. Zaczynali jak każdy, nie było łatwo, ciężka praca i ciągłe przeprowadzki. Choć nieraz z pewnością mieli dość, zdecydowali się przetrwać… i zostali. Agata skończyła tutaj studia, Łukasz otworzył własną firmę. Dziś wynajmują ładny, przestronny dom w spokojnym miejscu, niczego im nie brakuje. Czy chcą wracać? Nie, nie mają do czego, nie wyobrażają sobie siebie w Polsce. Nie chcą pracować za 1200 zł. Tam, jeśli się pracuje, wystarcza na wszystko. Gdy tylko się ustatkowali, zaczęli[paywall] ściągać swoich bliskich. Na ich świątecznym stole nie zabraknie tradycyjnych potraw, przecież wszystkie produkty są tu dostępne. Choć mogą sobie pozwolić, żeby na święta zjechać do domu, wolą świętować tam, ściągają na tę okazję pozostałych członków rodziny. Agata jest z rodziny wielodzietnej, troje z pięciorga rodzeństwa mieszka już w Londynie, najmłodszy brat też się tutaj wybiera po skończeniu szkoły.. Święta u Kanieckich są pełne i bogate, ale to dlatego, że zdążyli już zbudować tutaj swój świat. Angielska rzeczywistość nie zawsze bywa tak bajkowa.

Piotrek i Marcin przyjechali kilka miesięcy temu. Najpierw mieszkali w Luton, później Marcin znalazł pracę w Londynie, niedługo potem ściągnął tu Piotrka. Pracowali na zmywaku we włoskiej restauracji. Praca była ciężka i nieprzyjemna, co dzień sterty brudnych naczyń, do tego sprzątanie, zamiatanie i mycie podłogi, 10 – 12 godzin dziennie. Jednak przynajmniej o jedzenie nie musieli się martwić, dla każdego z załogi przewidziany był jeden posiłek. Jeśli miało się dobre układy z kucharzami, zawsze można było dodatkowo podjeść. Po zakończonym dniu pracy wszystkie niezużyte produkty należało wyrzucić do śmieci. A były tam wielkie brytfanny świeżej foccacii, kalmary, doskonała lasagne, desery tiramisu i wiele innych smakołyków. Kiedy szef kuchni wychodził, pakowali, co się dało do plecaków. – To grzech wyrzucać dobre jedzenie – twierdzili zgodnie. Gdyby ktoś ich na tym przyłapał, straciliby pracę.
W dzień wigilii pracowali do wieczora. Kiedy wrócili do domu, ich współlokatorzy byli już po „niejednym świątecznym toaście”. Tu nie było ani choinki, ani 12 potraw, a kolędy zastąpiła mocna elektroniczna muzyka. Przebrali się i wyszli na ulicę. Było ciemno, zimno i pusto, rzadko kiedy przejeżdżał jakiś samochód. Zza rozświetlonych okien jednakowych londyńskich szeregówek dobiegały ich odgłosy ożywionych rozmów i wybuchów radości. Długo im zajęło, zanim znaleźli otwarty sklep. Wypełniwszy plecaki pośledniej klasy winem i tanim angielskim cydrem, skierowali się do najbliższej stacji metra „Peckham Rye”, wsiedli do pierwszego pociągu w stronę centrum. Hyde Park, Waterloo, Buckingham Palace, London Bridge, korzystając z nadzwyczajnej (świątecznej) tolerancji angielskiej policji, opili większość newralgicznych punktów miasta. Włócząc się tak bez celu, nie czuli, że są święta, te wszystkie ozdoby, świecidełka były nie dla nich sztuczne, obce i bez sensu. Nie czuli się z tym dobrze, ich święta były gdzieś daleko,. Swoją wycieczkę zakończyli na ogrodzonym i opatrzonym zakazem wstępu wzgórzu obok Nunhead Cemetery. Pili tani cydr i przegryzali kradzioną focaccią. Z tego wzgórza rozciąga się bodajże najpiękniejszy nocny widok na londyńskie city… Wtedy podjęli decyzję, że chcą wracać do kraju.
Święta na emigracji potrafią mieć różne oblicza . W końcu ilu ludzi, tyle historii…

fot.Robert Jankowiak
W Wielkiej Brytanii treści świąt nie stanowi religia, ale spotkania z rodziną i przyjaciółmi, ozdoby, prezenty i odpoczynek od pracy. Tam nikogo nie dziwią wypełnione po brzegi puby w wigilijny wieczór.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Ci z nas co nigdy nie byli w Anglii, nie poznali tu życia i mentalności ludzi - nie są w stanie i nigdy nie zrozumieją jak ogromna przepaść dzieli Polaków w Polsce - z tą swoją zaściankowatością pseudoreligijną i średniowiecznym prymitywizmem - od normalnego, cywilizowanego świata.
OHOHO POZNAL KAWALEK SWIATA I ZAPOMNIAL JUZ O POLSCE SMIECHU WARTE TA CALA EMIGRACJA JESZCZE TU WROCA:)
Spotkałem się z tym zjawiskiem , już wielokrotnie. Co , którzy wracają uważają się za kogoś lepszego , bo - jak mówią - mieli "żywy kontakt z językiem". I to już ich czyni kimś " lepszym" , mają "doświadczenie" , tylko do " doświadczenie " , to praca w nocy na zmywaku lub na nocnej zmianie na taśmie . I starając się o lepszą , np. biurową pracę w Polsce , często posługują się tymi " argumentami" , jakby praca na zmywaku była panaceum na wszelkie braki w doświadczeniu. I nie są to tylko moje spostrzeżenia . Kiedyś czytałem cv pewnego człowieka , który starał się o pracę w firmie logistycznej . W ogłoszeniu wyrażnie napisano ,że ma być doświadczenie na stanowisku związanym z logistyką , a on napisał o swoim doświadczeniu w magazynie w Anglii . Bo jak sam twierdził . to też logistyka . Owszem , każdy wie - ja również - , że logistyka jak mówi definicja to " planowanie , a następnie nadzór nad przepływem i realizacją dóbr " , ale tu chodziło o planowanie przewozów , ustalanie stawek , dobór właściwego przwożnika itp, a nie przepakowywanie , towaru w magazynie . Ale jemu wydawało się, że wystarczy pracować w Anglii i już nawet nie mając koniecznych certyfikatów kompetencji zawodowych czy dyplomu logistyka , wszystko mu się należy i o głowę przewyższa wszystkich i wszystko. Po prostu powywracało się chłopu.pod czaszką .
nic fajnego... Ale zycie na poziomie godnym nawet za najniższą angielską stawkę...
Dlatego nigdy nie chciałbym się przeprowadzić na dłużej. Nie dość, że daleko od rodziny i znajomych, to jeszcze problemy z firmami przeprowadzkowymi - w Krakowie może by się coś znalazło, ale ja mieszkam dalej. To zwiększa koszta :/Znajomi polecali mi https://megaprzeprowadzki.pl/
Ci z nas co nigdy nie byli w Anglii, nie poznali tu życia i mentalności ludzi - nie są w stanie i nigdy nie zrozumieją jak ogromna przepaść dzieli Polaków w Polsce - z tą swoją zaściankowatością pseudoreligijną i średniowiecznym prymitywizmem - od normalnego, cywilizowanego świata.
OHOHO POZNAL KAWALEK SWIATA I ZAPOMNIAL JUZ O POLSCE SMIECHU WARTE TA CALA EMIGRACJA JESZCZE TU WROCA:)
Spotkałem się z tym zjawiskiem , już wielokrotnie. Co , którzy wracają uważają się za kogoś lepszego , bo - jak mówią - mieli "żywy kontakt z językiem". I to już ich czyni kimś " lepszym" , mają "doświadczenie" , tylko do " doświadczenie " , to praca w nocy na zmywaku lub na nocnej zmianie na taśmie . I starając się o lepszą , np. biurową pracę w Polsce , często posługują się tymi " argumentami" , jakby praca na zmywaku była panaceum na wszelkie braki w doświadczeniu. I nie są to tylko moje spostrzeżenia . Kiedyś czytałem cv pewnego człowieka , który starał się o pracę w firmie logistycznej . W ogłoszeniu wyrażnie napisano ,że ma być doświadczenie na stanowisku związanym z logistyką , a on napisał o swoim doświadczeniu w magazynie w Anglii . Bo jak sam twierdził . to też logistyka . Owszem , każdy wie - ja również - , że logistyka jak mówi definicja to " planowanie , a następnie nadzór nad przepływem i realizacją dóbr " , ale tu chodziło o planowanie przewozów , ustalanie stawek , dobór właściwego przwożnika itp, a nie przepakowywanie , towaru w magazynie . Ale jemu wydawało się, że wystarczy pracować w Anglii i już nawet nie mając koniecznych certyfikatów kompetencji zawodowych czy dyplomu logistyka , wszystko mu się należy i o głowę przewyższa wszystkich i wszystko. Po prostu powywracało się chłopu.pod czaszką .