Tragedia od lat rozgrywa się w jednej z maleńkich wiosek powiatu jarosławskiego. Mężczyzna jest agresywny wobec swojej rodziny, ale to niejedyne zło, jakie wyrządza najbliższym. Jarosławska prokuratura prowadzi przeciwko niemu postępowanie o molestowanie seksualne i obcowanie płciowe z psami.
O sprawie nikt nie chce mówić. Policjanci, prokuratura, sąsiedzi dawkują informacje lub milczą. Organy ścigania mają na uwadze przede wszystkim dobro ofiar. Choć sprawa wstrząsnęła lokalną społecznością i ten, kto ma wiedzieć, ten wie, to prokuratura prosi o niepodawanie nazwy miejscowości, w której rozegrał się dramat. Zasłania się też dobrem śledztwa[paywall]. To też nie powinno dziwić.
Sprawa jest delikatna, postępowanie musi być trudne. Zresztą przekonaliśmy się o tym sami. We wsi o bestialskim zachowaniu mężczyzny nie chciał otwarcie rozmawiać nikt. Nawet proste pytania o to, z czego żył, jak się zachowywał, czy miał skłonność do alkoholu, czy bywał agresywny, ludzie zbywają milczeniem. Odsyłają jeden do drugiego. Albo udają, że nie znają nazwiska. Ci, którzy decydują się na pojedyncze zdania, starają się dystansować, mówią, że nie wchodził im w drogę albo że nie bywał agresywny poza domem. Trudno to zweryfikować. Nie wiadomo, czy sąsiedzi rzeczywiście nie wiedzą, wstydzą się, czy po prostu boją, zwłaszcza że opinia o nieobliczalności mężczyzny, także w rozmowach przeprowadzonych na potrzeby tego artykułu, padła.
O dalszych losach postępowania w tej sprawie zadecydują najpewniej lekarze. – Charakter i okoliczności, w jakich podejrzany dopuszczał się zarzucanych mu czynów, wskazują na konieczność poddania go stosownemu badaniu psychiatryczno-psychologicznemu – wyjaśnia prokurator A. Kaczorowska.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze