Reklama

Jak zniszczą licznik, zapłaci… odbiorca! [ZDJĘCIA]

Na największym przemyskim osiedlu Kazanów jest co najmniej kilkadziesiąt liczników energii elektrycznej, do których dostęp może mieć… każdy. Znajdują się na kilku ścianach ciągu garaży przy ulicy Opalińskiego. Od kilku lat o ich zabezpieczenie walczy pan Józef Hojnicki. Wydaje się, że to walka z wiatrakami.

Skrzynki z licznikami są stare i zaniedbane. Z powybijanymi szybkami, przeciętymi kłódkami. Dostęp do nich może mieć każdy. Nie każdy oczywiście byłby w stanie go przestawić, ale z łatwością może zerwać plombę, zdewastować go czy rozkręcić. – Takich garażowych liczników, które są ogólnodostępne jest co najmniej kilkadziesiąt. Zważywszy, że łącznie garaży w tym ciągu jest grubo ponad dwieście, to sporo. Skrzynki przedstawiają obraz nędzy i rozpaczy. Nie ma kompletnie żadnych zabezpieczeń[paywall]. Każdy może mieć dostęp. Liczniki są spisywane, otrzymujemy rachunki za zużycie, ale skąd mam mieć pewność, że nikt przy nich nie grzebał czy nie kombinował? – zastanawia się J. Hojnicki.

– Tutaj kręci się wielu bezdomnych czy amatorów mocnych trunków. Często dochodzi do różnych scysji. Powybijane szybki najlepiej o tym świadczą. Kto je powybijał? Właściciele? Przecież to kompletna bzdura. Od kilku lat próbowałem interweniować w zakładzie energetycznym. Byłem osobiście, dzwoniłem kilkanaście razy. Zbywali mnie, cały czas mówili na okrągło. Sam więc spróbowałem swój licznik zabezpieczyć, zakładając kłódkę. Dwa razy ktoś mi przepiłował. Być może ktoś, kto chciał odczytać licznik, być może jakiś chuligan – dopowiada pan Józef.

Jego zdaniem, zakład energetyczny powinien to zabezpieczyć. Tym bardziej, że przy innych garażach, tych nowszych, liczniki są znakomicie zabezpieczone, a teren wokół nich ogrodzony. – Nie wiem, czym tamte garaże różnią się od naszych, ale widocznie czymś się różnią. Nikt nie ma tam dostępu. Można? Można, jak się tylko chce – podsumował J. Hojnicki.

Reklama

To nie obowiązek zakładu energetycznego

Zapytaliśmy w oddziale PGE SA w Zamościu, jaka jest szansa, aby wreszcie ktoś solidnie zabezpieczył liczniki, by nie doszło do większej dewastacji. Telefon tam był naturalnym odruchem, bo gdzie indziej szukać odpowiedzi jak nie w instytucji, która na podstawie tychże liczników zarabia pieniądze? Fakt, że pan Józef chodził od Annasza do Kajfasza ma jednak swoje uzasadnienie. Okazuje się, że zabezpieczenie skrzynek nie należy do obowiązków zakładu energetycznego!

– Na tym przemyskim osiedlu garaże powstawały latami. Te młodsze musiały zostać wyposażone w nowsze liczniki, zgodnie z tak zwanymi technicznymi warunkami zasilania, które spełniają normy PGE. Natomiast w tych starszych garażach licznik rzeczywiście są znacznie bardziej narażone na dewastacje. W latach 70. ubiegłego wieku takie były standardy. Ich zabezpieczenie nie należy do naszych zadań. To zadanie ich właścicieli. Jeśli licznik zostanie zniszczony, kosztami obciążony zostanie odbiorca – usłyszeliśmy. – Być może niech mieszkańcy zwrócą się z prośbą do spółdzielni mieszkaniowej, bo ktoś musi na to wyłożyć pieniądze. Oczywiście nie jest tak, że nie sprawdzamy jak one wyglądają. Systematycznie przeprowadzane są kontrole stanu liczników, a robi to inkasent, spisujący je – poinformowano nas w Zamościu.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama