W tym roku branża pracowała „normalnie” zaledwie kilka miesięcy. Przewoźnicy ograniczają kursy, na szczęście o zwolnieniach, przynajmniej na razie, nie myślą.
Ciężkie chwile przeżywa ostatni publiczny autobusowy przewoźnik w regionie. Kondycja jarosławskiego PKS-u była trudna jeszcze przed pandemią, skomplikowała się podczas pierwszego lockdownu, a i teraz nie bardzo widać szanse na wygrzebanie się z problemów.
– Trzeba to powiedzieć wprost: sytuacja jest trudna, przede wszystkim dlatego, że mimo wcześniejszych zapowiedzi[paywall] stacjonarna praca szkół jest wstrzymana i wygląda, że stan ten potrwa przynajmniej do końca stycznia – mówi Witold Duszyński, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej Jarosław Spółka Akcyjna.
Jak wylicza, przedsiębiorstwo pracowało w kończącym się roku na normalnych obrotach tylko przez 4 miesiące: w styczniu i lutym przed pandemią i we wrześniu i październiku przed drugą falą zachorowań.
– Podratował nas uruchomiony w ubiegłym roku Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych, o charakterze użyteczności publicznej. To nie jest program, który miałby przynosić profity, zyski, na co innego jest nastawiony, ale pomógł nam dotrwać do tego momentu – tłumaczy W. Duszyński.
Co gorsza obostrzenia pandemiczne wiążą się z wydatkami infrastrukturalnym. – Oprócz bieżącej eksploatacji doszły nam kwestie związane z wymogami sanitariami, czyli używanie płynów do dezynfekcji, maseczek, rękawiczek, kupiliśmy urządzenia do ozonowania, z tego tytułu pojawiły się dodatkowe koszty – uzupełnia nasz rozmówca.
Spółka znów zmuszona była okroić listę kursów, realizuje dowóz pracowników do zakładów pracy i okazjonalnie funkcjonuje tam, gdzie szkoły w klasach 0 – 3 prowadzą zajęcia opiekuńcze. Pod znakiem zapytania stoi sytuacja kadrowa.
– Po tej drugiej fali obostrzeń nie mieliśmy redukcji zatrudnienia – informuje W. Duszyński, dodając, że pracownikom z placówki w Ustrzykach, którym skończyły się umowy wraz z rokiem szkolnym, odnowiono je wraz ze startem obecnego.
– Nie można jednak wykluczyć, że cięcia kadrowe będą konieczne. Na razie jednak tego nie robimy – akcentuje prezes. Obecnie trudno przewidzieć, jaka będzie przyszłość ostatniego PKS w regionie. Wiele będzie zależeć nie tylko od władz powiatu, ale także stopnia ochrony, jakie zaproponuje rząd w kolejnych wersjach tarczy antykryzysowej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Nie ma czego żałować!... Tyle się walczy z zanieczyszczeniem miasta, ze smogiem, a te "trupy" samochodowe nadal jeżdżą i kopcą niemiłosiernie... Tak PKS jak i inne "Magdy" miejscowe...Nie ma czym oddychać i...... jeździć...
A mówili że wystarczy nie kraść ! Pieniędzy starczy na wszystko! I co ? Kasa pusta ,złodziej krzyczy łapać złodzieja . Kasa pusta i jak żyć panie premierze?! Ha ha ha
Nie ma czego żałować!... Tyle się walczy z zanieczyszczeniem miasta, ze smogiem, a te "trupy" samochodowe nadal jeżdżą i kopcą niemiłosiernie... Tak PKS jak i inne "Magdy" miejscowe...Nie ma czym oddychać i...... jeździć...
A mówili że wystarczy nie kraść ! Pieniędzy starczy na wszystko! I co ? Kasa pusta ,złodziej krzyczy łapać złodzieja . Kasa pusta i jak żyć panie premierze?! Ha ha ha