Z pochodzenia jest zamościanką, sercem przemyślanką. To w Przemyślu od 30 lat krzewi taneczną kulturę, realizując prywatne i zawodowe mniejsze i większe marzenia. Z Aleksandrą Sołgą, założycielką i szefową Szkoły Tańca „A-Z” i fundatorką Przemyskiej Fundacji Rozwoju Tańca rozmawiamy o początkach w tanecznym biznesie, najpiękniejszych momentach na parkiecie oraz o tym, czy podążając za swoją pasją, musiała coś w życiu poświęcić.
Z wykształcenia jest Pani prawnikiem, ale od 30 już lat uczy Pani tańca – jednej z najpiękniejszych pasji. Czy to Pani wybrała taniec, czy raczej taniec wybrał Panią?
– Na to, że poszłam w tym kierunku, złożyło się kilka rzeczy. Ruszać lubiłam się od małego, pewnie jak większość dzieci. Mając 7 lat, sama zapisałam się na rytmikę. Przykład czerpałam z domu, bo brat mojego taty, Witold Zapała, był przez lata tancerzem, dyrektorem i choreografem Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze. Od początku więc interesowałam się tańcem, tyle że wtedy nie było dziecięcego ruchu tanecznego, tańczyli głównie dorośli. Moja droga do realizacji się na parkiecie trochę się więc przeciągnęła. W szkole średniej udało mi się dostać do klubu tanecznego w Zamościu, skąd pochodzę, i tak zaczęłam swoją przygodę. Z czasem rozwijałam się, zdobywając kolejne klasy taneczne. Wokół tańca zaczęło się kręcić moje życie i tak już zostało. W międzyczasie ukończyłam studium taneczne, zyskując uprawnienia instruktora. Nie tylko więc tańczyłam, ale zaczęłam uczyć tańca innych...
Pamięta Pani swoje początki, jeśli chodzi o taneczny biznes w Przemyślu?
– Do Przemyśla przyjechałam w 1994 roku. Nie miałam zamiaru tworzenia szkoły tańca, tak się po prostu potoczyło. Zaczynałam od magnetofonu kasetowego i wynajętych sal gimnastycznych, w których prowadziłam kursy. Wędrowałam po nich długo, ale z roku na rok liczba kursantów rosła, aż w końcu wyklarowała się grupa zapalonych miłośników. Zaczęliśmy jeździć na konkursy i pokazy taneczne. Przyszedł więc czas na znalezienie sobie stałego miejsca spotkań i tak powstała Szkoła Tańca „A-Z”. Od 2011 roku mamy własne zaplecze do nauki tańca. Udało się stworzyć miejsce, w którym wielu młodszych i starszych przemyślan realizuje się w tanecznej pasji.
Można powiedzieć, że wstrzeliła się Pani w moment, kiedy w całym kraju panowała moda na taniec. Przypadek czy zrządzenie losu...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 75% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze