Nie tworzył portretów, pejzaży obrazów historycznych, religijnych, a mimo to zdobył – jako wybitny malarz i współtwórca op-artu (sztuka optyczna, kierunek abstrakcyjny) – międzynarodowe uznanie. Jego prace znajdują się w ok. 60 muzeach, m.in. w Metropolitan Museum of Art (największym w USA), Museum of Modern Art i National Gallery of Art w Nowym Jorku, Corcoran Gallery of Art i Hirshhorn Museum and Sculpture Garden i Smithsonian American Art Museum w Waszyngtonie, Wictoria and Albert Museum w Londynie oraz licznych kolekcjach prywatnych w Europie (w tym w Polsce) i Japonii.
Julian Stańczak urodził się 5 listopada 1928 roku na skraju przysiółka Borownica (gm. Bircza). Ochrzczony został w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Posiadał młodszego brata i starszą siostrę. Rodzina mieszkała u dziadków. Ojciec budował domy z drewna i cegły, a także zajmował się z żoną uprawą ziemi.
W 1930 roku Stańczykowie sprowadzili się do Przemyśla i zamieszkali na Zielonce (dzielnica miasta). Tam wybudowali dom (brakowało elektryczności). Mieli też sad. By utrzymać rodzinę, ojciec pracował na budowach. W latach 1935 – 1939 jego syn, Julian uczęszczał do Szkoły Podstawowej przy ul. Sienkiewicza 3. Edukację zakończył na czterech klasach, ponieważ 1 września 1939 roku wybuchła wojna. Jeszcze we wrześniu San stał się granicą między III Rzeszą a ZSRR. Wtedy do prawobrzeżnego Przemyśla wkroczyły wojska sowieckie.
W lutym 1940 roku Rosjanie wywieźli Stańczaków do łagru na Syberię. Straszna podróż trwała sześć tygodni (w wagonie ponad 80 osób). Do picia dostawali śnieg, trochę wody i głodowy chleb. Kiedy pociąg stanął w szczerym polu, dostali narzędzia i w temperaturze minus 50 st. C kazali im budować baraki. Rodzice i 16-letnia córka wycinali las. Juliana zaś zagoniono do gułagowej szkoły. W wolnych chwilach rąbał ścięte drzewa. Potem doznał udaru mózgu. Jego prawa ręka stała się trwale niewładna.
Po ogłoszeniu częściowej amnestii Stańczakowie – poza ojcem (został w gułagu) – opuścili to piekło. Musieli podjąć decyzję, czy chcą jechać do Libanu, czy do Afryki. Stańczakowa wybrała Afrykę. Wyjechali do obozu polskich uchodźców wojennych w Ugandzie (głównie kobiet i dzieci), gdzie wszyscy spędzili 7 lat. Mieszkali w szałasie.
Julian był pod wielkim wrażeniem afrykańskiego światła, intensywnie kolorowych zachodów słońca i tego, co nazwał potem „ogromną wizualną energią” tamtejszej przyrody, tj. roślin, drzew i zwierząt, zwłaszcza zebr. Był oczarowany geometrycznymi wzorami tkanin, z których ugandyjskie kobiety szyły swoje ubrania. Tam też Julek nauczył się pisać i malować lewą ręką. Czynił to węglem, ołówkiem, atramentem, akwarelami, gliną, sokiem z drzewa, owocami i miodem. Świat bogactwa kolorów Afryki wywarł na niego olbrzymi wpływ i skłonił do tworzenia własnych wizji optycznych w późniejszym okresie.
W 1949 Julian wyjechał z rodziną z Ugandy do Londynu. Tam odnaleźli ojca. W tym mieście zdał egzamin do Slade School of Fine Arts. Jednak zrezygnował z tej edukacji, bo nie spodobała się mu brytyjska tradycja rysowania. Potem zdał egzamin do Borough Polytechnic Institute (dziś London South Bank University). Po drugim roku nauki ambasada amerykańska zaoferowała całej rodzinie wyjazd do Stanów.
W 1950 roku wszyscy zamieszkali w mieście Cleveland. Jego rodzice i siostra dostali podrzędną pracę, lecz inwalidy nikt nie chciał zatrudnić. Zaledwie rok po przyjeździe do nowego kraju za obraz „Roofs” otrzymał na wystawie nagrodę. Artysta dostał się do Cleveland Institute of Art (zajmował się sztuką i projektowaniem), którą ukończył w 1954 roku. Następnie podjął studia magisterskie na Uniwersytecie Yale (prestiżowa uczelnia na świecie), gdzie uzyskał tytuł Master of Art. Sciences. W 1957 roku przyjął obywatelstwo tego kraju.
W 1964 roku został profesorem malarstwa w Cleveland Institute Art. Oprócz twórczości artystycznej, poświęcił się karierze akademickiej. Przez siedem lat wykładał i tworzył w Art Academy of Cincinnati, a następnie przez 38 lat w Cleveland Institute of Art. Zajmował na światowej scenie artystycznej wysoką pozycję – miał ponad sto wystaw indywidualnych. Jego niektóre obrazy na aukcjach sprzedają się po 300 tys. dol. i są w zbiorach muzealnych i kolekcjach prywatnych w różnych krajach. Za całokształt pracy akademickiej i twórczej Case Western Reserve University w Cleveland w 2013 roku uhonorował Juliana Stańczaka tytułem honoris causa. Wyróżniono go też nagrodą Cleveland Arts Prize.
Abstrakcyjna, optyczna, pracochłonna i skomplikowana technicznie sztuka op-art Stańczyka to styl artystyczny wykorzystujący geometryczne wzory, kontrasty kolorów i kształty, aby stworzyć iluzję ruchu, głębi i wibracji. Kunszt ten miał i ma na celu oddziaływanie na zmysł odbiorcy i wywołanie u niego wizualnych złudzeń, a także stworzenie efektu poruszającego się i pulsującego obrazu, chociaż w rzeczywistości jest statyczny.
Na początku lat 60. XX wieku malarz poślubił z amerykańską rzeźbiarkę Barbarę Meerpohl i zamieszkał w domu w Seven Hills. Tam urządził pracownię malarską. Pod koniec dekady urodziły mu się dzieci – Danuta i Christopher. Doczekał się wnucząt i prawnuka.
Polskę odwiedził w 1986 roku. Pojechał do Borownicy. Tam zobaczył dawny strumyk oraz kościół, gdzie był chrzczony, a także grób krewnych. Po chacie ani śladu. Potem pojechał do Przemyśla, gdzie odnalazł na Zniesieniu (dzielnica miasta) ruiny przedwojennego rodzinnego domu oraz zdziczały sad. Poznał starą jabłonkę. Zerwał z niej jabłko i wziął go do Clevelend.
Był skromnym człowiekiem. Mówił niesamowitą, zakonserwowaną przez lata polszczyzną. Malowanie było jego życiową pasją i zawodem. Artysta zawsze tęsknił za ojczyzną. Kiedyś powiedział:. „Cleveland to nie moja ziemia. Ja należę do Polski”. Zmarł 25 marca 217 roku w swoim domu w Seven Hills w stanie Ohio, na przedmieściach Cleveland. Miał 88 lat.
We wrześniu 2022 r. w siedzibie Cleveland Institute of Art odbyła się światowa premiera dokumentu „Stańczak – złapać światło” w reżyserii Tomasza Magierskiego. Film zdobył pierwszą nagrodę podczas 17. Festiwalu Polonijnego „Losy Polaków 2022”. Film o sybiraku Julianie Stańczaku otworzył uroczystości jubileuszowe Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku.
Józef Frankiewicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze