Już od dwóch, a nawet trzech tygodni pojawiają się na piknikach, festynach, mniej lub bardziej oficjalnych spotkaniach, wszędzie tam, gdzie jest więcej niż kilka osób.
Wypachnieni, uśmiechnięci, na luzie, ubrani według aktualnych trendów albo na wpół wizytowo brylują wśród potencjalnych wyborców. Witają się ze znajomymi, których jeszcze miesiąc temu nie poznawali na ulicy. Uścisk dłoni, uśmiech, krótka rozmowa – co słychać? Żeby tylko być rozpoznanym i zapamiętanym. Nigdy nie mówią wprost – głosuj na mnie. Natomiast chętnie używają liczby mnogiej. – My już to zrobiliśmy dla miasta. My to chcemy zrobić. Tylko my wykazujemy troskę o każdego mieszkańca. Jeżeli po takim wstępie rozmówca nie wykazuje większego zainteresowania, można dorzucić, że jest źle, ale będzie jeszcze gorzej, kiedy wybory wygrają oni, czyli ci z konkurencyjnego ugrupowania. Niektórzy na zakończenie spotkania dyskretnie wręczają ulotki ze swoim zdjęciem i numerem listy, z której startują. Potem pędzą dalej, bo na innym osiedlu jest jakiś piknik i podobno będzie lokalna telewizja, więc też trzeba się pokazać. Uaktywnili się również w mediach, zwłaszcza społecznościowych. Tu wrzucą na Facebooka zdjęcie z rodziną, gdzie indziej włączą się do dyskusji na którymś z forów. Wiedzą już, że zasada public relations jest prosta i zakłada, że wyznaczone cele znacznie łatwiej osiąga się przy społecznym zrozumieniu i wsparciu niż przy sprzeciwie lub obojętności. Tak więc męczą się kandydaci w pocie czoła, żeby uzyskać jak największe poparcie, czego im wszystkim życzę.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Ja to wiem i Ty to wiesz i redaktor wie i co z tym robimy ? ano nic jesteśmy frajerami , którym można obiecać wszystko jak małym dzieciom .
Bardzo trafna opinia !
Ja to wiem i Ty to wiesz i redaktor wie i co z tym robimy ? ano nic jesteśmy frajerami , którym można obiecać wszystko jak małym dzieciom .