Są młodymi, wykształconymi ludźmi. Mają niezłą i pewną pracę. Nie narzekają na zarobki. Weekendy mogliby spędzać zupełnie inaczej. Od ośmiu lat poświęcają je na wizyty w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach. Spędzają tam po kilkanaście godzin co sobotę i niedzielę. Co tydzień przyjeżdżają z Jarosławia. To ponad 30 km w jedną stronę. Dlaczego? – Wiele osób nas o to pyta. Odpowiedź jest bardzo prosta: bo kochamy zwierzęta – twierdzą zgodnie.
Pomaganie leży w naturze człowieka. Ci, którzy kochają zwierzęta, niejednokrotnie chcą dać coś od siebie tym w najgorszej sytuacji – bezdomnym.
Różne są motywy, dla których ktoś chce zostać wolontariuszem. To ciężka praca – na barkach wolontariuszy często spoczywa los zwierzaków. Bez nich wiele schronisk by nie przetrwało. Nikt o finansowych korzyściach nie myśli, bo i zwykle nie ma o tym mowy. Większość schronisk dla bezdomnych zwierząt ledwo wiąże koniec z końcem.
Czy więc warto się poświęcać?[paywall] Według ludzi, którzy są wrażliwi na dobro zwierząt, na pewno! Są wartości, których nie można przeliczyć na pieniądze – czas, zaangażowanie i energia są często najpiękniejszym darem.
W zamian można otrzymać coś więcej niż pieniądze – poczucie spełnienia, pomocy, dobrego uczynku. A jeśli do tego dodać przekonanie, że dobro wraca ze zdwojoną siłą, wolontariat staje się idealnym narzędziem do osiągnięcia szczęśliwego życia.
Impulsem do pierwszego przyjazdu do orzechowieckiego schroniska była śmierć byłego kierownika tej placówki Artura Bąka. To wydarzenie wpłynęło na Monikę bardzo mocno i zmotywowało, aby przyjechać razem z Maćkiem do schroniska jako kandydaci na wolontariuszy.
– Przyjechaliśmy następny raz i kolejny, i jeszcze kolejny. I tak już zostało. Wolontariat uzależnia i to bardzo mocno. Szczerze mówiąc to, że mogę o tym mówić, zawdzięczam Monice, bo jak mówi stare porzekadło, kobieta jest jak zwykle największym motorem zmian w życiu mężczyzny. Także to wszystko przez nią, a raczej dzięki niej – tłumaczy Maciej.
Wolontariat w schronisku jest dla nich odskocznią od życia zawodowego. Maciej na co dzień pracuje w biurze, Monika jest nauczycielem angielskiego. Przyjazd do Orzechowiec i kontakt ze zwierzętami jest dla nich nagrodą za cały tydzień pracy. Najbardziej lubią przebywać z kotami. Nie kryją tego, choć odwiedzanie, karmienie i zabawa z psami również ich pozytywnie nakręca.
Obecna kierownik schroniska Joanna Puchalska-Tracz powiedziała, że wolontariat jest swego rodzaju obietnicą daną zwierzętom. Obietnicą, że będzie się je odwiedzać, spędzać z nimi czas. Opiekować się nimi, cieszyć się z tego, gdy któryś z podopiecznych znajdzie dom. Przeżywać smutek z ich odejścia za tęczowy most...
– Każdy weekend to inne doświadczenie. W schronisku jest zawsze coś do zrobienia. Czasem jest bardziej radośnie, a czasem mniej. Zwłaszcza wtedy, kiedy zwierzęta chorują i mamy świadomość, że trzeba będzie się pożegnać na zawsze – wyjaśniają.
– To są najbardziej skromni ludzie, jakich znam. To, co robią, robią tylko i wyłącznie dla zwierząt. Jest im niezręcznie, kiedy im dziękuję, a robię to na każdym kroku, bo są wspaniali. W schronisku mamy wielu wspaniałych wolontariuszy, z dłuższym stażem od Moniki i Maćka. Każda taka osoba jest dla nas, ale przede wszystkim dla zwierząt, bezcenna. Ale ci młodzi ludzie mogliby tak naprawdę spędzać soboty i niedziele w zupełnie innymi stylu – opowiada J. Puchalska-Tracz.
– Przyjeżdżają tuż przed godziną ósmą rano i są tutaj aż do zmroku. W naszym schronisku nie ma osoby bez powołania, której nie można by mianować kociarzem czy kociarą. Oni uwielbiają spędzać z nimi czas. Sprzątają, karmią, bawią się z nimi. Wkładają w to własne pieniądze, bo co rusz przywożą im jakieś zabawki. Po każdym weekendzie informują mnie, co któremu kotu dolega. A kotów mamy kilkadziesiąt, każdego znają. Ale zajmują się nie tylko nimi. Kiedy trzeba, znakomicie opiekują się psami. Wyprowadzają je na spacer. Monika potrafi zrobić zastrzyk. Czasami przyłapałam ich na sprzątaniu magazynów. To czarna robota. Kiedyś nawet sobie pomyślałem, że znajdę sposób, aby ich jakoś za to wynagrodzić. Kiedy im o tym powiedziałam, omal się nie obrazili. Dla nich jedynym wynagrodzeniem jest możliwość bycia tu – powiedziała J. Puchalska-Tracz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.BRAWO, BRAWO - WY!!!Takie postawy należy promować.
BRAWO, BRAWO - WY!!!Takie postawy należy promować.