Ponad 3 mln 380 tys. zł utargu (w całości przeznaczonych na pomoc dla przemyskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem), ponad 70 TIR-ów załadowanych ok. 12 tonami towarów, czyli łącznie ponad 800 ton towarów. To bilans sklepu „Z drugiej ręki”, funkcjonującego na osiedlu Kazanów, który po prawie 19 latach przestaje istnieć. Dlaczego? Kryzys dopadł także szwedzkich ofiarodawców.
Współpraca szwedzkiej Fundacji Reningsborg („Pomocne Dłonie”) z Goeteborga z przemyskim oddziałem TWzK, któremu szefuje Andrzej Berestecki, zaczęła się 13 listopada 2004 r. i przez lata trwała w najlepsze. Pomoc nie polegała na przekazywaniu pieniędzy. W Szwecji wolontariusze zbierali dary, używaną odzież, meble, artykuły gospodarstwa domowego, zabawki itp. Fundacja wysyłała je do Przemyśla. – Wystarczyło, że zadzwoniliśmy, że coś nam potrzeba. Wyładowana po brzegi ciężarówka wyjeżdżała wtedy ze Szwecji i szybko trafiała do nas. Średnio co dwa miesiące. Szwedzi wszystko opłacali[paywall]. Towar rozładowywany był między innymi przez skazanych z Zakładu Karnego w Medyce, którego dyrekcji byliśmy i jesteśmy za to niezmiernie wdzięczni. Pomagali w tym również uczestnicy i terapeuci Warsztatów Terapii Zajęciowej z Korytnik i Przemyśla – wyjaśnił szef przemyskiego oddziału TWzK Andrzej Berestecki.
Tony towaru lądowały w sklepie „Z drugiej ręki”, który funkcjonował na osiedlu Kazanów. Czynny był we wtorki, czwartki (od g. 13 do g. 17) oraz soboty (od g. 9 do g. 13) i w najlepszym okresie prowadzony był przez sześcioro osób niepełnosprawnych, uczestników warsztatów terapii zajęciowej oraz siedmiu wolontariuszy.
W kwietniu 2018 r. czterej członkowie szwedzkiej Fundacji Reningsborg odwiedzili przemyski oddział Towarzystwa Walki z Kalectwem. Wówczas Stefen Wing, Aaron Gustavsson, Thomas Johansson i Henrik Orrbäck odwiedzili także sklep „Z drugiej ręki” i... byli zachwyceni. – Wszystko działa znakomicie, znacznie lepiej, niż sobie wyobrażaliśmy. Podobne sklepy mamy w Goeteborgu, ale tam jakby entuzjazm nieco mniejszy – powiedział nam wówczas H. Orrbäck. – Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem tego, jak znakomicie sprzedający radzą sobie na tak małej przestrzeni. Motywuje nas to do pracy w Goeteborgu. Ludzie wciąż chcą pomagać, wciąż przynoszą nam różne przedmioty codziennego użytku. Szwedzi są naprawdę bardzo otwarci i życzliwi. Oczywiście, że będziemy nadal utrzymywać współpracę z towarzystwem i Przemyślem – zapewnił S. Wing.
Niestety, światowy kryzys, a wcześniej pandemia Covid-19 sprawiły, że problemy dotknęły i Szwedów. – Z przykrością informujemy, że musimy sklep zamknąć. Powstał w innej rzeczywistości. W okresie prosperity. Dostawaliśmy tony towarów ze Szwecji. Po pandemii było coraz gorzej. Od marca Szwedzi nie byli w stanie już nam niczego wysłać. Dostaliśmy od nich specjalny list. Staraliśmy się przez dwa miesiące pozyskiwać towary z Polski. Niestety, koszty nas przerosły. Mamy jeszcze ostatki towaru, który chcemy sprzedać za niewielkie kwoty. I wówczas sklep zamkniemy. Wielka szkoda, ale nie mamy wyjścia – wyjaśnił A. Berestecki.
We wspomnianym liście jeden z przedstawicieli fundacji z Goeteborga wytłumaczył, że nie są w stanie wysłać już ani jednego transportu, bo... nie mają towarów. „(...) Sytuacja w Szwecji jest taka, że ludzie coraz częściej kupują rzeczy właśnie z drugiej ręki, więc darów było i jest coraz mniej. Szwecja jest w ogóle w trudnej sytuacji gospodarczej, waluta jest niestabilna (...)” – napisał.
W ciągu prawie 19 lat przez sklep na Kazanowie przewinęły się tysiące osób. W dobrym czasie zatrudnionych na umowę o pracę było aż 10 osób. Pomagali wolontariusze, pomagały osoby niepełnosprawne. W ostatnich latach pracę na etacie miały dwie osoby. O tym, że rzeczywiście Szwedzi mają problemy, świadczy fakt, że niemal identyczne sklepy Fundacji Reningsborg z Goeteborga zostały już zamknięte w Mołdawii i Rumunii.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze