Matematyka jest zaiste niezwykłym i paradoksalnym zjawiskiem. Z jednej strony na przykład maturzyści bardzo chętnie wybierają egzamin z niej na poziomie rozszerzonym (jest trzecia co do popularności), a z drugiej: to przedmiot, na którym w ostatnich latach poległo najwięcej abiturientów. Z kolei kiedy kilka lat temu mówiło się o pomyśle włączenia obowiązkowego egzaminu z matematyki do programu matury, pozytywnie wypowiadali się o nim ci, którym nie dane było jej zdawać na egzaminie dojrzałości. Tak więc matematyka jawi się powszechnie jako – może nieco mityczne – trudne, ale konieczne narzędzie do rozumienia świata. Potwierdzają to fakty z ostatnich dni.
Ot chociażby nieszczęsny los pewnego profesora z Włoch, który podczas podróży samolotem nad USA został oskarżony o terroryzm. Stało się tak, ponieważ siedząca obok niego dama z przerażaniem zauważyła jego notatnik pokryty dziwnymi znakami. Samolot zawrócił, profesor został przesłuchany i okazało się, że biedny naukowiec rozwiązywał właśnie jakiś problem matematyczny, zaś ani podróżni, ani obsługa samolotu nie byli w stanie tego rozpoznać. Można powiedzieć, że gdyby dobrze znali matematykę, od razu zorientowaliby się, że Włoch ślęczał nie nad planami zamachu, ale nad równaniem różniczkowym. Inna sprawa: ciekawe, jak ktoś sobie wyobrażał dokonanie zamachu za pomocą równań? Być może w tym zdarzeniu przejawił się ów mityczny lęk przed mocą królowej nauk.
Toteż z pewną zazdrością myślę o tegorocznych maturzystach i to nie dlatego, że łza mi się w oku kręci na słodkie wspomnienie młodości. Zazdroszczę im możliwości poważnego uczenia się matematyki. Ja, niestety, miałem w liceum taką wersję matematyki dla mało wymagających i gdy na przykład teraz patrzę na arkusze maturalne, nawet te z poziomu podstawowego, nie bardzo rozumiem co w nich jest napisane. Nie to, żebym matematyki w ogóle nie rozumiał, ale humanistów uczono jej w tak wąskim zakresie, że dziś odczuwam pewien wstyd i zażenowanie na myśl o zmarnowanych możliwościach.
Zresztą nie tylko mnie brakuje tych matematycznych umiejętności. Na przykład w naszym życiu publicznym tyle dorosłych osób nie potrafi wykonać poprawnie prostych – wydawałoby się – działań, by policzyć uczestników takiej czy innej demonstracji. Gdyby dobrze znali matematykę, wiedzieliby, jak to zrobić. Wiedzieliby też, że w obiektywnym świecie liczb nie ma miejsca na polityczny serwilizm, koniunkturalizm i kłamstwo. No ale w tym akurat wypadku to nie sama matematyka jest kluczem do rozwiązania tego zadania.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze