– Dokarmiam, ratuję, leczę przede wszystkim wolno żyjące koty od ponad dwudziestu lat. I to nie tylko w Przemyślu, ale i w Bieszczadach. W myśl programu opieki nad takimi zwierzętami jestem tak zwanym opiekunem społecznym. To, co się jednak teraz dzieje, woła o pomstę do nieba. W ciągu kilku miesięcy otrutych lub zabitych zostało kilkadziesiąt kotów. Nie wiem, jakim trzeba być zwyrodnialcem, żeby zrobić to, rzucając zwierzęciem w betonowy słup. A czegoś takiego również byłam świadkiem – niemal ze łzami w oczach stwierdziła pani Maria, mieszkanka Przemyśla.
Od 26 marca ub.r. w Przemyślu, uchwałą rady miejskiej, obowiązuje (i jest realizowany) „Program opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobieganiu bezdomności zwierząt na terenie gminy miejskiej Przemyśl”.
Najważniejszymi zadaniami są m.in.: zapewnienie bezdomnym zwierzętom miejsca w schronisku, odławianie ich, obligatoryjna sterylizacja albo kastracja, poszukiwanie właścicieli dla bezdomnych zwierząt, zapewnienie całodobowej opieki weterynaryjnej w przypadkach zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt oraz opieka nad wolno żyjącymi kotami, w tym ich dokarmianie.
Społeczni opiekunowi wolno żyjących kotów, zrzeszeni w organizacjach społecznych lub niezrzeszeni, działający indywidualnie, z własnej potrzeby pełnią trudną misję. Instytucja społecznego opiekuna jest zatwierdzona prawem i nikt nie ma prawa np. przepędzać lub deprecjonować takich osób.
A tym bardziej mścić się na bezdomnych zwierzętach. Jeśli komuś udowodni się, że celowo znęca się nad nimi czy uśmierca je, grozi za to[paywall] spora grzywna, a w ostateczności kara pozbawienia wolności.
Bezdomne zwierzęta spotkać można wszędzie – na ulicach, w parkach, na śmietnikach i w piwnicach. Bezdomność kotów w większości przypadków nie jest ich wyborem, a miasto to nie jest ich naturalne środowisko. Wie o tym przemyślanka pani Maria.
Wie też, że dokarmianie dzikich kotów nie jest najlepszym pomysłem. Dlaczego?
Ponieważ w ten sposób bardzo szybko przyzwyczaja się je, że jedzenie dostarcza człowiek i nie trzeba się o nie martwić we własnym zakresie. W efekcie stępiony zostaje koci instynkt.
– I jeśli się na to decydujesz, musisz być przede wszystkim konsekwentny w działaniu. Dokarmiać trzeba regularnie, bez względu na pogodę, swój nastrój czy dyspozycyjność. Robię to od lat – zapewnia.
Pani Maria działa na Zasaniu. Jest osiem miejsc, w których dokarmia bezdomne koty. Jest tam dwa razy dziennie. Karmę kupuje za swoje pieniądze, ale pozostaje w stałym kontakcie ze Stowarzyszeniem Ochrony Zwierząt „Nadzieja” w Przemyślu.
– Bezdomnych kotów jest bardzo dużo. Dokarmiam je, organizuję zabiegi sterylizacji czy kastracji, szukam nowych domów. Dobrych, sprawdzonych, co do których mam pewność, że nie stanie się im żadna krzywda. Na jednym z ogródków działkowych koty dokarmiam od lat. Jeszcze kilka miesięcy temu było ich kilkanaście, obecnie są trzy, może cztery. Reszta znikła. Została albo otruta, albo zabita. Wiele razy na pozostawionym jedzeniu znajdowałam truciznę. Miarka się przebrała w styczniu. Co rusz znajdowałam w śniegu martwe koty. Zadzwoniłam na policję. Przyjechali, zrobili zdjęcia. Zawiadomili ekipę dochodzeniowo-śledczą – opowiada pani Maria.
– Nie wiedziałem, że na ogródkach działkowych dochodzi do takich sytuacji. Jestem w zarządzie jednego z nich i padł pomysł, by zrobić dużą budę dla tych biednych zwierząt. Sam też dokarmiam koty i skala bestialstwa, którą zobaczyłem na tych ogródkach działkowych, po prostu mnie przeraziła – dodał Paweł Dyjak.
– Martwi nas znieczulica. Niektórzy się odgrażają, że wytrują wszystkie koty, bo te polują na ptaki. Były sytuacje, że paniom z „Nadziei” grożono. Teraz boją się tam chodzić, kiedy się ściemnia. Wolno żyjące koty są pod ochroną dzięki programowi opieki nad bezdomnymi zwierzętami. W miejskim ekosystemie są niezbędne. Wiem również, że musimy złapać kogoś na gorącym uczynku. I do tego dążymy. Niebawem w kilku miejscach zainstalujemy monitoring – dodał P. Dyjak.
– Nie jest tak, że wszyscy są źli, wiele osób pomaga, ale znieczulica jest coraz większa. Apelujemy: nie pomagasz, to przynajmniej nie przeszkadzaj! – podsumowała pani Maria.
Nad sprawną realizacją „Programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobieganiu bezdomności zwierząt na terenie gminy miejskiej Przemyśl” czuwać ma przede wszystkim Straż Miejska w Przemyślu.
– Wiemy, że wolno żyjące koty są trute. Prawdą jest, że często trucizna podkładana jest na ogródkach działkowych. To przestępstwo, bo wolno żyjące koty są dobrem narodowym wedle ustawy. Mają w swoim ekosystemie trwać i w żaden sposób nie wolno ich tępić ani im przeszkadzać. Ale dopóki nie będziemy mieć czarno na białym, nie możemy podjąć żadnych kroków. Nie słyszałem także, aby te tematy podejmowała policja. Powiem tak: zawsze będzie konflikt między osobami, które nie kochają zwierząt i ich miłośnikami. Tak, niestety, było, jest i będzie. Ci, którzy jednak celowo je uśmiercają, muszą mieć świadomość, że popełniają przestępstwo, które jest ścigane i karane – stwierdził komendant Straży Miejskiej w Przemyślu Jan Geneja.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze