Reklama

Ktoś truje koty na działkach w Przemyślu?

Pod koniec września na terenie Rodzinnych Ogrodów Działkowych „Malwa” w Przemyślu znaleziono martwego kota. – Mam przypuszczenia, graniczące z pewnością, że ktoś go otruł – powiedziała jedna z działkowiczek, która o sprawie powiadomiła straż miejską i naszą redakcję. Problem dokarmiania dzikich kotów na terenie działek, od którego sprawa wzięła swój początek, doprowadził do konfliktu. Stanowisko w tej sprawie zajął również zarząd, powołując się na zapisy regulaminu ROD.

W sprawie dokarmiania dzikich kotów, bo od niego się zaczęło, każdy ma swoje racje.

Jedna z użytkowniczek działek na terenie przemyskich ogródków „Malwa” przy ulicy Okopowej, która zaalarmowała redakcję o uśmierceniu – jej zdaniem celowym – jednego ze zwierząt, widzi sprawę następująco:

– Na ogródkach jest kilka osób, które dokarmiają koty. Jedną z nich jestem ja. Przychodzą, zjedzą i sobie idą. Staram się bywać na działce systematycznie, żeby miały co zjeść, a jak nie ma mnie, jest kto inny, kto też stara się im pomagać. Wspiera nasz jedna z fundacji, przekazując karmę. Z miasta otrzymałam też „sterylki”.

Jakiś czas temu zauważyłam, że jeden z tych kotów kulał, drugi też wyglądał na pobitego. Podawałam mu przez tydzień leki i karmiłam. W końcu wydobrzał i zaczął chodzić. To było tydzień przed tym, jak znalazłam na działce innego martwego kota (25.09). Jak tak można?

Myślę, że ktoś celowo podał temu kotu jakąś trutkę, bo padł od razu. Dzień wcześniej wieczorem zrywałam na działce jabłka i widziałam, jak ten i inne koty tam biegały. Wcześniej słyszałam od kilku osób, że koty były już trute i że to nie pierwsza taka sytuacja. Dlaczego tak się dzieje? Podobno niektórzy skarżą się, że robią szkody. Ale jakie szkody może zrobić takie zwierzę? – pyta.

Reklama

Strażnikom miejskim problem nie jest obcy[paywall]

Przemyślanka o sprawie powiadomiła straż miejską.

– Rzeczywiście, otrzymaliśmy takie zgłoszenie. Jeżeli faktycznie ktoś truje koty, jest to przestępstwo. Kot dziko żyjący jest pod ochroną, ma prawo żyć w ekosystemie. Nie podlega odłowieniu ani innym restrykcjom. Ewentualnie takie koty są odławiane przez Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami i sterylizowane w ramach funduszy z Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska. Jeżeli chcielibyśmy w jakikolwiek sposób zredukować ich populację, to automatycznie wzrosłaby liczba gryzoni w mieście – słyszymy od szefa Straży Miejskiej w Przemyślu Jana Genei. – W przypadku odebrania takiego zgłoszenia jako straż miejska nie możemy jednak prowadzić postępowania, wykraczałoby to poza nasze kompetencje. Osobę zgłaszającą przekierowaliśmy na policję. W grę wchodzi tutaj Ustawa o ochronie zwierząt. Policja może zlecić sprawdzenie, czy w tym konkretnym przypadku została użyta jakaś trucizna, czy zwierzę padło ze względu na chorobę – mówi.

Reklama


Podobne przypadki znane są strażnikom miejskim. Niemal identyczna sytuacja miała miejsce na ogródkach działkowych „Tulipan”.

Co mówi ustawa

Tu warto przytoczyć fragment Ustawy o ochronie zwierząt, która mówi, że:

„Koty wolno żyjące to zwierzęta dzikie, które (..) powinny mieć zapewnione warunki rozwoju i swobodnego bytu. Stanowią stały element ekosystemu miejskiego. Koty wolno żyjące nie są zwierzętami bezdomnymi, w związku z tym, nie wolno ich wyłapywać, wywozić, ani utrudniać im bytowania w danym miejscu. Nie należy takich kotów oswajać na siłę i zamykać w celu ich udomowienia. Również wyłapywanie ich z ekosystemu i umieszczanie na siłę w schroniskach jest łamaniem prawa”.

Reklama

Dokarmianie tak, ale poza terenem ogrodu

Prezes zarządu ROD „Malwa” w Przemyślu Lucyna Kaluga o problemie usłyszała od nas, chętnie godząc się na spotkanie. O ile o przypadku znalezienia martwego kota nie miała pojęcia, to już o konflikcie na linii miłośnicy zwierząt – przeciwnicy dokarmiania ich na terenie ogrodu – z racji sprawowanej funkcji – wie całkiem sporo.

– Wiem o przypadku dokarmiania kotów na jednej z działek. Odebrałam wiele skarg odnośnie osoby, która to robi. Gdyby ta pani nie wystawiała misek dla tych kotów i nie karmiła ich na swojej działce regularnie, to one by stale nie przychodziły i nie czekały na jedzenie. Regulamin ROD „Malwa” czy w ogóle Polskiego Związku Działkowców reguluje te kwestie bardzo jasno. Te koty mogą i powinny być karmione, ale poza terenem ogrodu działkowego, choćby kawałek dalej, za ogrodzeniem. Nie brakuje tu nieużytków, które też należą do ogrodu, ale są poza ogrodzeniami. Odbieram skargi od właścicieli sąsiednich działek, graniczących z tą, na którą przychodzą koty. Te koty na jednej działce się karmią, a na sąsiednich załatwiają. To podłoże konfliktu. Na sąsiednich działkach działkowcy mają maliny czy inne niskie grządki, dokarmiane koty załatwiają tam potem swoje potrzeby. Kiedy przychodzą dzieci i zrywają je z krzaków, wiadomo, czym to się może skończyć. Próbowaliśmy już łagodzić sytuację, były prowadzone rozmowy, ale bez efektu. Być może zostaną wyciągnięte dalsze konsekwencje. Nie chcielibyśmy się posuwać do drastycznych rozwiązań, mamy nadzieję, że uda się znaleźć jakiś kompromis. Musimy się trzymać regulaminu obowiązującego wszystkich działkowców – mówi L. Kaluga.

Reklama

Stanowisko ROD jest jasne

W gablocie przy wejściu na teren ogrodu wisi kartka, na której napisano m.in.:

„Problem kotów ciągle powraca na teren rodzinnych ogródków działkowych. (...) Dokarmianie zwierząt jest działaniem humanitarnym, pytanie tylko, czy to jest właściwy kierunek dla rozwoju ogrodnictwa działkowego?

(...) Przyczyną osiedlania się kotów tzw. wolno żyjących na terenie ogrodów działkowych jest systematyczne ich dokarmianie. Zwierzęta wabione przez swoich pseudoopiekunów stałą dostawą pożywienia bytują na działkach tych osób, które nie chcą nazywać się ich właścicielami, zapewnić schronienia i wziąć za nie odpowiedzialności”.

Reklama

We fragmencie czytamy też, że dokarmianie kotów na działkach to zachęta do korzystania z tzw. działkowej jadłodajni również szczurów czy lisów, których w miastach jest coraz więcej.

– Nikt nie jest za tym, żeby robić krzywdę kotom, ale jeśli czegoś nie wolno, to nie wolno. Regulamin obowiązuje wszystkich działkowców bez wyjątku i należy się do niego stosować. Jeśli miski z pożywieniem wystawiane byłyby poza ogrodzeniem, koty odzwyczaiłyby się od wchodzenia na teren ogródków. Myślę, że takie rozwiązanie jest do zaakceptowania – ucina L. Kaluga.

Reklama


fot.Urszula Gielo
– Odbieram skargi od właścicieli sąsiednich działek, graniczących z tą, na którą przychodzą koty. Te koty na jednej działce się karmią, a na sąsiednich załatwiają. To podłoże konfliktu – mówi prezes zarządu ROD „Malwa” w Przemyślu Lucyna Kaluga.


fot.Urszula Gielo
W gablocie przy wejściu na teren ogrodu wisi kartka, na której znajduje się fragment regulaminu ROD, odnoszący się do kwestii dokarmiania wolno żyjących kotów.


ug
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama