– Strzelanie do dzików między blokami, gdzie chodzą setki ludzi, zwłaszcza dzieci, to skrajna nieodpowiedzialność. Wręcz skandal i ktoś, kto wykazał się taką kompletną ignorancją i głupotą, powinien zostać za to bardzo surowo ukarany – powiedział jeden z mieszkańców osiedla vis-á-vis byłego szpitala miejskiego przy ulicy Słowackiego w Przemyślu. Do tego bulwersującego zdarzenia, podczas którego zastrzelone zostały trzy dziki, doszło wieczorem, 27 stycznia br.
Dziki w mieście to problem i tego nikt nie podważy. Zwierzęta te czują się coraz swobodniej. Grasują na placach zabaw, w pobliżu dzieci, śpią pod balkonami i za bardzo nie chcą przejmować się obecnością człowieka.
Powodów jest kilka, by wspomnieć choćby o osiedlaniu się ludzi coraz bliżej lasów czy wyrzucaniu przez nich jedzenia i nieodpowiednim zabezpieczaniu kontenerów z odpadami. W niektórych miastach trwają spory, pojawiające się w związku z chęcią pozbycia się niechcianych gości.
Nie wszyscy zgadzają się na odstrzał zwierząt, a sprawa odłowu dzików do lasu jest skomplikowana. Samorządy lokalne mająpodpisane umowy z myśliwymi na odstrzał dzików w takich sytuacjach, ale cała akcja musi być zgłoszona do odpowiednich organów i wcześniej bardzo precyzyjnie przygotowana, a potem przeprowadzona.
Władze Przemyśla także mają takowe umowy podpisane. Niestety, czwartkowego (27 stycznia br.) wieczoru przy ul. Słowackiego wszelkie procedury zostały złamane[paywall] . Komuś najwyraźniej zabrakło rozsądku i wyobraźni.
W Przemyślu umowę na prowadzenie odstrzału dzików zawarł z myśliwymi Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Przemyślu. Myśliwych jest kilkunastu. Za każdym razem, kiedy są proszeni o interwencję, mają obowiązek to zgłosić m.in. do Straży Miejskiej w Przemyślu.
– To prawda. Podają imię, nazwisko oraz obszar, w którym będą prowadzić akcję. Każdy przypadek jest u nas ewidencjonowany i sprawdzany ze specjalnym wykazem. Obszar ulicy Słowackiego nie jest obszarem łowieckim i tam jest absolutny zakaz prowadzenia takich akcji. Tam są budynki mieszkalne. W zeszłym tygodniu odnotowaliśmy zgłoszenie o prowadzeniu akcji na ulicach Fabrycznej i Pikulickiej – wyjaśnił komendant Straży Miejskiej w Przemyślu Jan Geneja.
Te dwie ulice znajdują się w sporej odległości od ul. Słowackiego.
– Jak można być takim idiotą, aby w odległości około 25 metrów od bloków i kilkudziesięciu metrów od domków jednorodzinnych strzelać z broni? Siedziałem w kuchni. Była około 21.30. Usłyszałem trzy nieco przytłumione strzały. Za moment czwarty. Wcześniej widziałem te dziki, ale w dość sporej odległości. Myślałem, że ktoś rzucił jakieś petardy, aby je wypłoszyć – opowiada jeden z mieszkańców bloków na tym osiedlu.
– Wyszedłem na balkon, ale niczego nie zauważyłem. Za moment zadzwonił do mnie sąsiad i mówi, że ktoś zastrzelił dzika, który leży obok śmietnika. To znaczy, nie zastrzelił go akurat w tym miejscu. Zwierzę było ranne, dotarło w okolice śmietnika i tam padło obok tui. To była locha. Sąsiad poszedł jeszcze sprawdzić i kilkanaście metrów dalej znalazł dwa kolejne zastrzelone dziki. Prawdopodobnie ktoś musiał użyć tłumika, bo przy normalnym strzale reszta ucieka. Tymczasem strzały oddane zostały jeden po drugim – dodał.
O całym zdarzeniu zawiadomiona została policja. Dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu otrzymał zgłoszenie z Centrum Powiadamiania Ratunkowego dokładnie o g. 21.44.
– Z treści zgłoszenia wynikało, że na ulicy Słowackiego w Przemyślu jakieś osoby strzelają do dzików. Na miejsce zdarzenia udał się nasz patrol, który potwierdził to zgłoszenie. W tej sprawie trwają obecnie czynności sprawdzające. Te prowadzone są w kierunku naruszenia przepisów prawa łowieckiego. Osoba naruszająca przepisy artykułu 51. Ustawy prawo łowieckie, czyli strzelanie do zwierzyny w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do pięciu tysięcy złotych, natomiast jeśli narusza przepisy artykułu 52. tejże ustawy (chodzi w nim m.in. o posiadanie narzędzi i urządzeń do kłusownictwa – przyp. aut.), podlega karze grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do jednego roku – powiedziała oficer prasowy komendanta miejskiego policji asp. szt. Małgorzata Czechowska.
Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem łowieckim myśliwy może strzelać do zwierząt m.in. w odległości nie mniejszej niż 150 m od zabudowań mieszkalnych.
Udało się nam porozmawiać z osobą, mieszkańcem jednego z bloków na tym samym osiedlu, który jako pierwszy odnalazł dwa zastrzelone dziki. Okazuje się, że w przeszłości miał wiele wspólnego z myślistwem, więc jego opinia jest bardzo cenna. Skorzystali z niej już przemyscy policjanci.
– Ktoś strzelał z broni kulowej, pociskami o dużej energii. Na odstrzał dzika, a to przecież jest gruba zwierzyna, musi być spory pocisk o energii powyżej dwóch tysięcy dżuli. Wiem coś o tym, bo brałem udział w polowaniach, co nieco znam się na broni. Każdy myśliwy musi wiedzieć, że granica 150 metrów od zabudowań mieszkalnych jest świętością. Nigdy nie wolno jej złamać. A tu jakiś kretyn strzelał między blokami z takiej broni! To się w głowie nie mieści. Znam ten teren, więc poszedłem poszukać miejsca, z którego mógł strzelać. Jest tylko jedno takie. Z bardzo dużym prawdopodobieństwem strzelał stamtąd. Na linii strzału znalazł się cały blok i teren parkingu! Wówczas jeszcze był spory ruch. Dodatkowo na linii strzału było jeszcze kilka krzewów z niewielkimi gałązkami. To jest bardzo niebezpieczne, bo pocisk lecący z tak wielką energią bardzo łatwo się rykoszetuje. To przestępstwo! – stwierdził bez zastanowienia.
Wyjaśnił, jak można w ciągu kilku-, kilkunastu sekund zastrzelić trzy dziki.
– Ten człowiek z całą pewnością musiał mieć broń myśliwską półautomatyczną. Miał więcej załadowanych pocisków, niż pozwala na to prawo łowieckie. Prawo mówi o dwóch, a ten miał co najmniej trzy. Nie ma możliwości, aby w ciągu kilkunastu sekund przeładować czy załadować broń. Jeden strzał oddał w kierunku dzika, który był na szczycie skarpy. Gdyby nie trafił, pocisk poleciałby w kierunku dawnej mleczarni, w kierunku miasta. Taki pocisk leci minimum dwa kilometry. Musiał mieć także lunetę termowizyjną za co najmniej dwadzieścia tysięcy złotych. Tyle taka kosztuje. Z pewnością musiał mieć także tłumik – wyliczył.
– Bardzo mnie zdziwiła sytuacja, kiedy, gdy już była policja, przyjechał ktoś białym dostawczym samochodem, wyciągnął jakieś papiery i powiedział, że on ma tu pozwolenie na odstrzał. I zabrał te dziki! Nie rozumiem dlaczego – podsumował.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.LUDZIE PRZECIW MYŚLIWYM - FACEBOOK.COM
Skoro "pacjent"; z białego dostawczaka tuż po incydencie zabrał truchło i afiszował się uprawnieniami, to powinien być pierwszym podejrzanym. Jeżeli by się to potwierdziło powinien odpowiedzieć karnie i dożywotnio usunięty z PZŁ.
Ktoś ?!?
LUDZIE PRZECIW MYŚLIWYM - FACEBOOK.COM
Skoro "pacjent"; z białego dostawczaka tuż po incydencie zabrał truchło i afiszował się uprawnieniami, to powinien być pierwszym podejrzanym. Jeżeli by się to potwierdziło powinien odpowiedzieć karnie i dożywotnio usunięty z PZŁ.