– Nie jesteśmy właścicielem placu przy Piekarskiej i wobec tego nie możemy nawet tam wejść i posprzątać. Upomnienia nic nie dają, a kary nakładane za niedotrzymanie umowy i zwlekanie z rozpoczęciem budowy są nieściągalne – wyjaśnia Waldemar Paluch, burmistrz Jarosławia. – Wieczysty dzierżawca płaci podatek i dzierżawę, więc nie mamy podstaw, by umowę wypowiedzieć – dodaje.
W samym centrum Jarosławia, zamiast planowanej galerii handlowej, multikina i centrum rozrywkowego, mieszkańcy mają prawie 3,5 hektara chaszczy, ruin i nielegalne wysypisko śmieci oraz miejsce do spotkań towarzystwa, które nie chce się rzucać w oczy. Tak dzisiaj wygląda powojskowy teren przy ulicy Piekarskiej. Ponad 10 lat władze miasta wychodziły z różnymi koncepcjami. Wszystkie spaliły na panewce, pociągając tylko koszty opracowań, projektów i wizualizacji. W końcu zapadła decyzja[paywall] o sprzedaży. Wyceniono teren na około 50 mln zł i brakło chętnych. Plac niszczał. Mieszkańcy domagali się działania, więc poprzedni burmistrz za przyzwoleniem rady obniżał cenę, byle tylko pokazać, że sukces z zagospodarowaniem już się rodzi. W końcu cena spadła do 10 mln zł i znalazł się jeden kupiec. Miasto oddało plac w wieczyste użytkowanie, zastrzegając w umowie, że firma rozpocznie tam inwestycję. Dzisiaj okazuje się, że miasto nie ma ani placu, ani zapowiadanej inwestycji. Nawet kar nie może wyegzekwować.
– To bardzo ciężki temat – mówi W. Paluch. – Umowy wypowiedzieć nie możemy. Naliczane są kary, ponad 20 tysięcy złotych miesięcznie, ale właściciel ich nie płaci. Wystąpiliśmy do sądu z wnioskiem o nakaz zapłaty. Sąd uznał nasze roszczenia. Jednak komornik ściągnął tylko 300 złotych. Tyle właściciel miał na koncie, a jednocześnie odwołał się od postanowienia, uzasadniając to tym, że starostwo nie wydało wszystkich pozwoleń, więc budować nie może – dodaje burmistrz. Sprawa się toczy, a mieszkańcy narzekają na bałagan w centrum miasta. Burmistrz upomina właściciela, a ten nie ma zamiaru posprzątać.
– Przygotowuję taki projekt. Myślę, że takie „nowe miasto” jest potrzebne w Jarosławiu, a sam pomysł zostanie przyjęty przez mieszkańców. Jego realizacja może przynieść dochody dla miasta na poziomie pierwszej wyceny wartości działki, czyli około 50 milionów złotych – uważa P. Kozak.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.A może targowisko miejskie ,z prawdziwego zdarzenia?Jarosław takowego nie posiada,a inne mniejsze nawet miasta budują i pozyskują na to unijne środki.
Coś mi tu nie gra. Pamiętam jak p. Paluch informował, że skierował sprawę do sadu w celu unieważnienia umowy dzierżawnej w związku z nie wykonaniem określonych w umowie robót. Co się od tego czasu zmieniło? Czyżby wyjazd do Warszawy zmienił stanowisko ?
A ja jestem ciekawy kto ma ochotę na ten plac? Misiąg, Zające, czy inny Stinki? Ile płacą panie Kijanka tobie i twojemu dziecku pseudo-dziennikarzynie za pisanie o tym placu? Jeden pisze w Życiu, drugi w Jarosławskiej o tym placu jak na zamówienie. Napisz o mieszkańcach miasta, brudasach mających za nic cudzą własność, którzy to właśnie tam wywożą swoje śmieci. Każdemu przeszkadza ten plac ale wywieść tam śmieci to nie przeszkadza. I najważniejsze panie (przyszła żabo) Kijanka, nie kłam parówo w swoich artykułach, że plac nie jest sprzątany bo ci pokarzę faktury za kontenery śmieci jakie zostały stamtąd wywiezione. Śmieci, które być może i ty albo twój synalek tam wywieźliście i wysypaliście. Na koniec weź kup sobie żyletki i ogol ten zarost bo wyglądasz jak śmierdzący rumun.
Ale, jaja!
A może targowisko miejskie ,z prawdziwego zdarzenia?Jarosław takowego nie posiada,a inne mniejsze nawet miasta budują i pozyskują na to unijne środki.
Coś mi tu nie gra. Pamiętam jak p. Paluch informował, że skierował sprawę do sadu w celu unieważnienia umowy dzierżawnej w związku z nie wykonaniem określonych w umowie robót. Co się od tego czasu zmieniło? Czyżby wyjazd do Warszawy zmienił stanowisko ?