„Dobry szewc kolejowy” – głosi szyld przy wejściu do zakładu szewskiego przy ul. Sobieskiego w Jarosławiu. Dobiegająca z wnętrza muzyka zwraca uwagę. Popularne piosenki śpiewa właściciel, akompaniując sobie na organach. – Kolejowy dlatego, że główną siedzibę mam na dworcu. Tak na mnie mówiono i nazwa została. Czy dobry, o to należy pytać klientów. Mogę tylko powiedzieć, że nie narzekają – uśmiecha się Kazimierz Naspiński, szewc z Jarosławia.
Swój zakład ma w dwóch miejscach. – Na dworcu pracuję intensywnie od rana. Po godzinie 13 przenoszę się bliżej Rynku i tu odpoczywam, bardziej poświęcając się muzyce niż reperacji obuwia. Klientów mam dużo. Oprócz napraw butów zajmuję się ratowaniem toreb, torebek, plecaków i walizek. Inni tego nie robią, a do mnie przywożą nawet walizki i plecaki z Anglii. Podają przez kierowcę autokaru, a ja w taki sam sposób oddaję już naprawione. Świat stał się maleńki – opowiada.
– Klient przyniósł nowe buty, które córka przysłała mu z Francji. Wymagały drobnej poprawki. W jednym z nich znalazłem tysiąc euro. Oddałem razem z butami. Przyjemnie jest oddać, a jaki był zdziwiony – wspomina K. Naspiński. – Innym razem syn, wykorzystując okazję, że ojciec wyjechał na wczasy, przyniósł do poprawki jego buty. Chciał mu zrobić niespodziankę. Gdy zacząłem je naprawiać, znalazłem wewnątrz poupychaną rodzinną biżuterię. Byłoby potężne zaskoczenie, gdyby trafił na nieuczciwego szewca. Raz w bucie był schowany aparat fotograficzny. Zrobiłem kilka zdjęć i włożyłem z powrotem – uśmiecha się szewc.
By sprawdzić, czy szewc kolejowy jest już w punkcie przy Sobieskiego, nie trzeba przychodzić na miejsce. Wystarczy być w pobliżu. Przystanąć i posłuchać. Gdy przez miejski szum przebije się popularna melodia i mocny głos śpiewającego, znaczy, że zakład szewski czynny. – Teraz pracuję dla siebie i mogę sobie pozwolić na chwile oderwania, na muzykę, którą kocham od dziecka. Wcześniej pracowałem dla piątki dzieci. Wszystkie się usamodzielniły. Radzą już sobie bez pomocy rodziców. Po południu gram i przyjmuję klientów – mówi pan Kazimierz.

fot.Roman Kijanka
Szewcem zostałem, bo to lubię, ale muzykę kocham – mówi Kazimierz Naspiński.
– Szewcem jestem od ponad 20 lat. Muzykiem od dziecka. Swój zawód lubię. Muzykę kocham. W repertuarze mam ponad 2 tysiące piosenek. To głównie znane i popularne utwory ludowe, góralskie, wojskowe i piosenki warszawskie. Disco też zagram. Od nastroju zależy, co śpiewam. Dzisiaj będzie folklor podkarpacki – mówi pan Kazimierz.
„Dobry szewc kolejowy” jest doceniany nie tylko za naprawę obuwia. Wystąpił w programie „Masz talent” – jarosławskim odpowiedniku ogólnopolskiego programu promującego artystów amatorów i został wyróżniony nagrodą marszałka województwa podkarpackiego. – Grałem na jarosławskiej majówce. Kilka tysięcy ludzi mnie słuchało. To jest przeżycie – wspomina. Zapraszany jest na potkania towarzyskie, do znajomych, a nawet na poprawiny. Umila czas muzyką. – Pół roku temu poprosiły mnie siostry zakonne, bym zagrał dla przełożonej, która odchodziła do innego klasztoru. Zagrałem i chociaż było to spotkanie pożegnalne, widać było, że muzyka przyniosła trochę radości – mówi panTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.i tak trzymać dalej panie Kazimierzu-- wesoło musi być
i tak trzymać dalej panie Kazimierzu-- wesoło musi być