W 1831 r. powstała Legia Cudzoziemska (najemna elitarna armia), przeznaczona do walki poza terytorium francuskim. Mógł do niej wstąpić każdy młody człowiek – niezależnie od narodowości, a nawet ścigany sądownie, który podpisał kontrakt na 5 lat. Rekruci zmieniali swoją tożsamość (nazwisko, narodowość, datę urodzenia). Wielu Polaków od samego początku było obecnych w formacji, bo emigrowali po powstaniu listopadowym.

Elitarna formacja wojskowa gromadziła najbardziej zdesperowanych ludzi, tj. przymierających głodem emigrantów z różnych zaborów polskich, kryminalistów, szaleńców z różnych krajów. Do tych ostatnich zaliczał się m.in Kamil Rembisz – uczeń ostatniej klasy C.K. Gimnazjum, którego siedziba mieściła się wówczas przy placu Czackiego w Przemyślu, tj. u podnóża kościoła Karmelitów. Zapewne był pierwszym przemyślaninem w Legii Cudzoziemskiej. W październiku 1881 roku został zwerbowany do służby w Afryce. Zanim tam pojechał, przeszedł zimą jako rekrut dwumiesięczne szkolenie we Francji.
3 marca 1892 roku[paywall] Gazeta Przemyska zamieściła niecodzienny list z Port Saidu. Tam Kamil odbywał służbę w Legii Cudzoziemskiej. Pisał do dr. Leonarda Tarnawskiego (prowadził kancelarię adwokacką) tak: „Zdziwi Pana Dobrodzieja list z głębi Afryki po polsku pisany. Lat temu 11 jak wyjechałem z kraju, a raczej z Przemyśla jako uczeń gimnazjalny i losy zapędziły mnie do Afryki – do legionów francuskich.
Opowiadano nam wtedy, że w legii przy pilności i dobrem prowadzeniu można się dosłużyć epoletów oficerskich. Dającym się zwerbować obiecywano złote góry. Po przybyciu jednak na miejsce smutne nastąpiło rozczarowanie. Prowadzimy żywot nędzny i wyczekujemy z trwogą chwili, gdy nas wyślą do Tonkinu, gdzie na 100 legionistów – 90 ginie, już to w walkach z piratami, już od klimatu. Przypadkiem dostałem kilka dzienników polskich i tam wyczytałem nazwisko Pana już z czasów pobytu mego w Przemyślu mi znanego”.
Francuzi posiadali w różnych krajach świata własne kolonie. Były to czasy ciągłych walk z Arabami, a potem francuskich zmagań w Indochinach i innych regionach świata. Życie w pustynnych fortach, bitwy przeciw wojownikom pustyni, brak wody, palące afrykańskie słońce, zimne noce – tak wyglądało życie legionisty drugiej połowy XIX wieku. Skuteczność i mobilność bojowa Legii zależała głównie od wielodniowych i morderczych marszów na Saharze (rozciąga się na terytoriach wielu krajów), by być tam, gdzie potem walczono.

Kamil wielokrotnie przemierzał pustynię 50-kilometrowym, jednodniowym marszem bojowym. By dotrzeć na miejsce przeznaczenia, należało pokonywać z ciężkim plecakiem i karabinem w kilka dni nawet 300 lub 400 kilometrów. Powrót do fortu zbierał największe ofiary. Kiedy niektórzy legioniści opadali z sił, najbardziej zajadliwi kaprale krzyczeli, by nie opóźniali marszu. Wielu umierało. Nikt się tym nie przyjmował – zmarłych grzebano na pustyni, a oddział dalej brnął przez piaski do celu.
Często życie legionisty kończyło się też od kuli lub arabskiego, zakrzywionego noża, odwodnienia podczas strasznych marszów, od chorób wenerycznych lub malarii na zawszonych lazaretach, od zapicia się na śmierć lub w wyniku odniesionych ran w knajpianych bójkach. Żołd wystarczał tylko na pijaństwo i śniade dziwki. Niewielu przeżywało nawet 5-letni kontrakt. Za dezercję groziła kara, z której nikt żywy nie wracał. Wtedy narodziła się legenda – najtwardszej armii świata.
W lipcu 1881 roku Kamil cudem przeżył kolejny długi marsz śmierci do Naama. Niedaleko tej miejscowości zaniemógł. Usiadł i nie mógł wstać. Spuchnięte nogi i rany na odparzonych stopach odmawiały posłuszeństwa. Wtedy podbiegł do niego kapral i trzasnął go w łeb, a na dodatek dał mu kopa na zachętę, krzycząc: „maszeruj albo zdychaj”. Groziła mu pewna śmierć na pustyni, gdyby nie pomoc dwóch galicyjskich legionistów. Za uszy podnieśli go do pionu – i na kopach kaprala dokończył ostatnie kilometry.
Pod koniec września legioniści ruszyli do stolicy Dahomeju (Afryka Zachodnia). Około 15 tys. wojowników starało się powstrzymać legionistów. Przez cały październik niemal codziennie dochodziło do walki, w tym z amazonkami. Z lasu na polanę wysypało się kilkaset wojowniczek. Zaatakowały nieregularnym frontem, strzelając dorywczo do legionistów. Widać było, że przygotowywały się do starcia na broń białą. Po kilku salwach polana pokryła się trupami amazonek. Dahomej stał się protektoratem Francji w 1892 roku.
Kamil nie chciał już walczyć i... zdychać, tym razem w Tonkinie (Wietnam). Był młody, pragnął żyć i wrócić do Przemyśla. Oto dalsza część jego listu do Tarnawskiego: „Znając zacność
WPana ośmielam się udać z następującą prośbą. Mając za 7 tygodni opuścić Afrykę, a nie posiadając środków na sprawienie sobie ubrania cywilnego i jakiegoś zasiłku na drogę, proszę WPana o zaaranżowanie na ten cel składki w Przemyślu wśród znajomych i wspomożenie mnie sumą 50 franków (...). Złóżcie się Szanowni panowie po kilka centów i dopomóżcie rodakowi (...), który tylko marzy, by dostać się raz jeszcze do kraju. Może WPan zechce zakomunikować Redakcyi Gazety Przemyskiej treść mego listu jako ostrzeżenie dla Polaków, by się do legii nie dali się werbować, bo tu szczęścia nie znajdą, mimo że w przeciągu ostatnich trzech miesięcy sześciu z Galicyi zwerbowanych przybyło. Błagam jeszcze raz o zajęcie się mą prośbą i może znajdzie się serce zacne, które biednego żołnierza zrozumie. Łączę wyrazy szacunku, zostaję uniżonym sługą. Kamil Rembisz”.
Zakończenie
Dzięki Tarnawskiemu zainicjowano zbiórkę pieniędzy dla Kamila. Udało się szybko zebrać nawet 110 franków, które wysłano na wskazany przez niego adres. Przemyski legionista zjawił się w Przemyślu pod koniec 1882 roku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Raczej zdychaj, ale jeżeli uchylałeś się od odpowiedzialności karnej - to właściwa kara, nauczy cię prawidłowego podejścia do życia... Są tacy.którzy przedłużają kontrakt na następne 5 lat, ale to ci, co nie mogą wracać i lepiej niech nie próbują...
Raczej zdychaj, ale jeżeli uchylałeś się od odpowiedzialności karnej - to właściwa kara, nauczy cię prawidłowego podejścia do życia... Są tacy.którzy przedłużają kontrakt na następne 5 lat, ale to ci, co nie mogą wracać i lepiej niech nie próbują...