Listonoszy jest coraz mniej. Obsługiwany przez jednego teren naturalnie się więc zwiększa. Zwiększa się także liczba klientów, którzy czekają na wizytę pana z dużą torbą. Ale nie przez to listonosze są bardzo rozgoryczeni. Szefostwo każde im się zamienić także w skutecznych akwizytorów, z dobrą gadką i umiejętnościami komiwojażerów. Zamiast tylko i aż roznosić listy, przynosić renty i emerytury, muszą sprzedawać klientom produkty oferowane przez Pocztę Polską SA.
„W związku z niskim wykonaniem przez Pana nałożonego planu sprzedażowego w okresie od 2 listopada do 12 listopada br. na miesiąc listopad 2021 r., który wynosi ... (tu pada konkretna kwota – przyp. aut.). Cel pośredni niezrealizowany wynosi ... (tu pada kolejna konkretna kwota – przyp. aut.). Proszę o wskazanie działań zmierzających do osiągnięcia nałożonego celu w terminie odwrotnym” – takiej treści pisma otrzymują co rusz listonosze z różnych rejonów w naszym regionie, których nadawcą jest Region Sieci Poczty Polskiej SA w Rzeszowie.
To trwa już wiele miesięcy. Listonosze otrzymali dodatkowe obowiązki, kiedy w[paywall] Poczcie Polskiej SA zaczęło się źle dziać. Kiedy – jak mówią ci, z którymi rozmawialiśmy – ocknęli się, że ten statek zaczyna tonąć.
– Tak naprawdę zaczęło się od momentu kampanii prezydenckiej w zeszłym roku. Mieliśmy ludziom roznosić jakieś dokumenty, druki. Wówczas ktoś wpadł na pomysł, abyśmy zaczęli być także sprzedawcami. Polecenie w tej kwestii, jeśli chodzi o nasz rejon, wydał dyrektor sprzedaży Regionu Sieci Poczty Polskiej SA w Rzeszowie. Koordynator ds. sprzedaży w każdym urzędzie pocztowym musiał to zrealizować. On zleca to naczelnikowi poczty. Jak to wygląda w praktyce? Dostaje pan plan – jednego dnia musi pan sprzedać pięć gazet, dwie paczki baterii, sześć sztuk zniczy, siedem długopisów. Założyli nam specjalne konta, z rubrykami na każdy dzień. Jeśli pan to wykonał, otrzymywał dajmy na to 65 złotych premii – tłumaczy jeden z naszych rozmówców.
A co oznacza niewywiązanie się z planu sprzedażowego?
– Jeśli nie sprzedało się choćby dwóch długopisów, nie było premii. Wie pan do czego dochodziło i dochodzi? Ano do tego, że sami to kupujemy, żeby wyrobić plan! Po przeliczeniu zysków i strat jakoś się opłaca. To są grosze, ale przecież i tak nie mamy nawet najniższej krajowej – dodał inny z naszych rozmówców. Listonosz ze stażem pracy ok. 30 lat zarabia obecnie na rękę ok. 2 tys. 400 zł.
– Przełożony sobie niedawno wymyślił segregację produktów. Poniedziałek jest na przykład dniem cukierków. Wtedy musimy sprzedać cukierki, wtorek jest dniem długopisu, środa – gazet i książek, czwartek – baterii, piątek – sztucznych kwiatków. Każdego dnia musimy zapychać torby tymi produktami. Było święto zmarłych, musieliśmy chodzić ze zniczami, był 11 listopada, kazali nam sprzedawać flagi. A ludzie tego nie chcą! Bo najczęściej mogą to samo kupić gdzieś taniej. Po prostu – wyjaśnili.
Nie chcą nazwać tego po imieniu. Ale wreszcie się przełamali i mówią wprost, że to rodzaj mobbingu.
– A jak inaczej? Naszym głównym zadaniem do tej pory było jak najszybsze dostarczenie korespondencji, awizo, listów, kartek, roznoszenie emerytur czy rent. Pracy było po pachy. To nasz zakres obowiązków, który widnieje w umowie o pracę. Nie wiem, ile tak wytrzymamy. Nie próbujemy nawet z tym walczyć, u nikogo interweniować, bo nasze środowisko wewnątrz jest pożarte – podsumowali.
Skierowaliśmy do rzecznika prasowego Poczty Polskiej SA Justyny Siwek kilka pytań. Przede wszystkim, od kiedy w firmie funkcjonuje „Program zwiększenia efektywności Poczty Polskiej SA.”, jakie są jego teoretyczne założenia, dlaczego listonosze zmuszani są do sprzedaży produktów, których nie mają szans sprzedać, jakie – według teorii – konsekwencje mają ponosić, jeśli nie zrealizują planów sprzedażowych, przygotowywanych dla każdego z nich z osobna.
Na początku pani rzecznik wyjaśniła, że Poczta Polska sprzedaje usługi i towary zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz standardami – zarówno w placówkach pocztowych, jak i za pośrednictwem listonoszy. W głównej mierze realizują oni zapotrzebowanie na prasę. Sprzedaż pozostałych produktów handlowych z założenia jest dokonywana przy okazji wizyt u klientów, m.in. podczas doręczania rent czy emerytur.
– Od maja 2017 do lipca 2021 roku liczba przesyłek listowych i reklamowych obsługiwanych przez Pocztę Polską spadła o 31,1 procent, czyli o ponad 534 milionów sztuk, co ma szczególne znaczenie wobec faktu, że 70 procent placówek pocztowych jest obecnie nierentownych. Wobec spadku tradycyjnych przesyłek, operatorzy pocztowi poszukują innych źródeł przychodów. Poczta Polska od dawna oferuje w swoich placówkach, poza usługami pocztowymi, usługi bankowe, finansowe, prowadzona jest również sprzedaż różnorodnych produktów – powiedziała.
– W związku z powyższym nasi listonosze od dawna mają w zakresie obowiązków zadania sprzedaży nie tylko usług, ale i towarów. Nieustannie dostosowujemy do oczekiwań klientów ofertę usług pocztowych i asortymentu handlowego. Mamy specjalny asortyment towarów o wysokiej jakości i zróżnicowanej cenie oraz na różne okazje. A listonosze są ważnym kanałem sprzedaży, szczególnie przy obsłudze seniorów, co ma duże znaczenie w obliczu trwającej pandemii. Ze względu na zagrożenie zdrowia wielu z nich rezygnuje z wizyt w placówkach pocztowych, wychodzą z domu tylko w sytuacjach koniecznych – stwierdziła J. Siwek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze