– Już nie mam siły. Ileż razy można sadzić, plewić, doglądać wszystkiego, by następnego dnia zastać zupełnie zrytych kilkadziesiąt arów ziemi? Tak jest systematycznie od trzech lat – narzeka Marta Koprowska, mieszkanka ulicy Przybyszewskiego w Przemyślu. To boczna ruchliwej ulicy Grunwaldzkiej.
Problem dzików w mieście trwa od dawna. Dzięki wysokiej inteligencji znakomicie radzą sobie z rozmaitymi przeszkodami oraz łatwo dostosowują swój tryb życia do ludzi. Spacerują po osiedlach, nie przeszkadza im obecność człowieka. Człowiekowi jednak nie pasuje obecność dzików. Przede wszystkim przez ogrom szkód, jakich się dopuszczają, ale także z obawy o bezpieczeństwo najmłodszych[paywall].
Ulica Przybyszewskiego znajduje się nieopodal bardzo ruchliwej ulicy Grunwaldzkiej. Tuż za ostatnim blokiem osiedla Warneńczyka. Wydawałoby się, że gwar, harmider, mnogość samochodów są dla dzików barierą nie do przejścia. Pudło! Od trzech lat bez jakiegokolwiek problemu nawiedzają ok. 40-arową działkę państwa Koprowskich. Osób nie pierwszej młodości, a co się z tym wiąże, niemających siły, aby skutecznie z nimi walczyć.
– Od trzech lat już się tutaj z dzikami męczymy. Mąż ma problemy z biodrem, to niewiele może pomóc. Przychodzą ciągle. Najczęściej jednak wiosną i jesienią. Idą całe stada i niszczą wszystko. Zaczynają od cebulek kwiatów. Lilie, tulipany, hiacynty... Wszystko wywalone – opowiada pani Marta. – Potem ryją resztę. Straty są nie do oszacowania. Taka syzyfowa praca. Kilka dni temu weszła locha z kilkunastoma młodymi. Musieliśmy zostać w domu. Chciały zejść do Grunwaldzkiej, ale brama była zamknięta. Zgłaszam to do straży, ale i działam prywatnie. Rozmawiałam z myśliwym, który dwa już ustrzelił – zdradziła M. Koprowska. – Ale trudno kogoś werbować tak non stop.
W zeszłym roku mąż pani Marty, pan Jerzy, stanął oko w oko z odyńcem. – Była chyba piąta rano. U sąsiada krzyk, bo dwa dziki sobie chodziły pod oknami. Zawiadomili straż miejską. Przyjechali z jakimś kijem i paralizatorem. Po chwili jeden z odyńców znalazł się na naszej działce. Nie zauważyłem, jak zaczął pędzić prosto na mnie. Metrów brakowało. Uciekłem – opowiada.
W ostatnich latach doszło do znacznego przyrostu liczebności dzików. I populacja wciąż rośnie. Jej redukcja jest na pewno rozwiązaniem najskuteczniejszym. Nie jest to jednak łatwe zadanie w przypadku terenów miejskich. Regulamin Polowań wyraźnie określa dozwolone odległości od zabudowań mieszkalnych: minimum 150 m lub 500 m od miejsca zebrań publicznych. Odstrzał dzików na terenach miejskich jest po prostu niebezpieczny. Wiele miast decyduje się jednak na kontrolowany odstrzał.
– Dziki w mieście to dla nas żadna nowość. Powiem nieco humorystycznie: ludzie do nas dzwonią, a my dysponujemy solą. Nie ma jednak złotego środka, bo dziki tak się rozpanoszyły na terenach zurbanizowanych, że walczyć z nimi jest bardzo trudno. Zgłoszenia przekazujemy dalej. Przede wszystkim do kół łowieckich, z którymi miasto ma podpisane umowy na odstrzał. Od pewnego czasu jest to dość skuteczne. Prosimy więc wszystkich przemyślan o zgłaszanie takich problemów – powiedział komendant Straży Miejskiej w Przemyślu Jan Geneja.
Prawdą jest, że plany kół łowieckich obejmują coraz większy odstrzał dzików, pytanie tylko, czy myśliwi są w stanie je zrealizować? Pojawia się bowiem inny problem. Według danych Polskiego Związku Łowieckiego ledwie 8 procent myśliwych to osoby poniżej 30 roku życia, a 15 procent ma między 31 a 40 lat. Może spora część myśliwych nie ma już sił na takie liczne zadania?
– Mamy podpisane z myśliwym umowy na odstrzał dzików. Ale w mieście jest problem z odstrzałem, bo muszą być spełnione pewne warunki. Teraz, jesienią, pojawiają się lochy z młodymi. Są pod ochroną – powiedział naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska UM w Przemyślu Karol Wilk.
Miasto łącznie ma podpisane umowy z 31 myśliwymi na odstrzał. Korzysta z usług ok. 10. W br. odstrzelone zostały 22 dziki.
Gdy spotkasz dzika:
*w momencie, gdy zauważymy dzika (a on nas nie), najlepiej się oddalmy, nie wykonując gwałtownych ruchów;
*nie należy uciekać, ponieważ może to sprowokować zwierzę do ataku;
*nie wolno głaskać, karmić, podchodzić do dzika, który sprawia wrażenie zwierzęcia oswojonego, ale w dalszym ciągu może być niebezpieczny;
*przebywając z psem w miejscach, gdzie może dojść do spotkania z dzikiem, należy bezwzględnie trzymać swoje zwierzę na smyczy – obecność psa oraz sprowokowanie dzika może poskutkować śmiertelnym atakiem na psa;
*należy zachować szczególną ostrożność w miejscach bytowania dzików – poznamy je po zrytym terenie.
Skąd się wzięły dziki w miastach?
Dziki cechują się bardzo wysoką tolerancją wobec czynników środowiskowych. Oznacza to, że są w stanie żyć w bardzo zróżnicowanych warunkach. Unikają tylko terenów otwartych i górskich. Najbardziej kojarzą się z lasem, a przynajmniej tak właśnie powinno być. W lasach dziki mogą znaleźć pokarm i schronienie. Jednak zaczynają się czuć coraz bardziej komfortowo w miastach, obserwuje się nawet lochy z warchlakami. Warzywa na ogródkach działkowych i wyrzucane przez mieszkańców jedzenie zwabiają zwierzęta, które żerują w śmietnikach i na wysypiskach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze