Rozmowa z Magdą Anioł i Adamem Szewczykiem, liderami zespołu Magda Anioł, rodzicami piątki dzieci.
Od ponad 20 lat wraz z mężem Adamem Szewczykiem ewangelizujecie, głównie poprzez muzykę utrzymaną w tak zwanym nurcie chrześcijańskim. Łatwiej jest śpiewać o Bogu czy o nim mówić? I czy ewangelizowanie w ogóle jest łatwe?
Magda: – Ja lubię i mówić o Bogu, i śpiewać. Unikam słowa „ewangelizowanie”. Brzmi tak poważnie. Ja po prostu dzielę się Dobrą Nowiną, wiarą w to, co Jezus zrobił z moim życiem.
Nigdy nie macie emocjonalnego dołka, zwątpień?
Adam: – Gdy wychodzę na scenę, to zawsze jestem pełen tremy i niepewności. Co do ewangelizowania. Czym innym jest bycie ewangelizatorem, profesjonalnym głosicielem Bożego Słowa, a czym innym jest mówienie świadectwa życia. Jeżeli ktoś naprawdę doświadczył w swoim życiu dotknięcia Boga, które go przemieniło, które go uratowało i ma potrzebę dzielenia się, to taka osoba nawet w kruchości może stawać przed ludźmi. Bóg, „posługując” się takim człowiekiem, może dokonywać większych cudów, niż kiedy tak zwany pewniak staje na scenie i mówi do ludzi.
Magda: – Nie czas i miejsce, aby dzielić się swoim hardcorowym doświadczeniem. Powiem tylko, że przeżyłam swój czas buntu. Pochodzę ze śląskiej rodziny z tradycjami katolickimi. Zostałam wychowana – jak to się mówi – po bożemu. Ale[paywall] pod koniec szkoły średniej i na studiach przeżywałam bunt i takie młodzieżowe olewajstwo. Przeszłam etap negacji Kościoła. Ale przyszło przebudzenie. U mnie poprzez muzykę. Poznałam Adama i innych muzyków świeżo nawróconych, emanujących Dobrą Nowiną. I dzięki nim jestem tu, gdzie jestem.
Macie piątkę dzieci. Co to znaczy dobrze je wychować?
Magda: – Hmmm… Dobre pytanie. My, jako rodzice, popełniliśmy milion pięćset sto dziewięćset błędów. Natomiast dla nas dowodem na to, że możemy powiedzieć, że nasze dzieci są dobrze wychowane, jest to, że jako dorośli już ludzie mają swoje rodziny, dzieci, nadal utrzymują z nami bardzo dobre relacje. Pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale chcieliśmy, aby Pan Bóg ingerował w ich życie. I dzisiaj widzimy, że są fajnymi, młodymi ludźmi. Są zaradni, mają szacunek do starszego pokolenia. Do swoich dziadków. Z bardzo dużą miłością podchodzą do nas. Często pytają, czy u nas wszystko w porządku, dzwonią. Więcej nie trzeba. A jeżeli chodzi o młodsze dzieci, to proces wychowania trwa.
Czy jest taki moment, kiedy rodzice mogą wrzucić na luz?
Adam: – Tak. Podeprę się autorytetem Biblii. Opuści człowiek ojca i matkę swoją. Przychodzi moment, kiedy nasza rodzicielska ingerencja w życie dzieci się kończy. To moment, kiedy stają się samodzielni, dorośli, zakładają rodziny. I tyle. Jeżeli widzę, że dorosłe dziecko robi coś w mojej ocenie źle, to ja oczywiście mogę mu to powiedzieć, ale to już nie jest czas na pouczanie, wyciąganie konsekwencji. No nie. Biorą odpowiedzialność za swoje życie.
Magda: – Jest sposób, żeby bezboleśnie przeciąć pępowinę i dać dziecku do zrozumienia, że jest bardzo kochane, ale teraz już może ruszyć w samodzielną drogę. Trzeba pociechy wysłać na studia daleko od domu (śmiech). My tak zrobiliśmy. Dwójka poszła studiować do Wrocławia, chociaż mogli uczyć się w Katowicach. Usamodzielnili się, co nas bardzo cieszy.
W jednej ze swoich piosenek śpiewasz: „pandemicznie płyną sprawy, a ty rób swoje i…”.
Magda: – Kooochaj.
Miłość lekarstwem na pandemię?
Magda: – Tak.
Jak Magda Anioł rozumie miłość?
Magda: – To wspólna troska o siebie nawzajem. Moją pierwszą miłością jest Adam, mój mąż. Bez kadzenia. Ale my najpierw się zaprzyjaźniliśmy. Adam był moim kolegą z zespołu. Jego poczucie humoru kładło mnie na łopatki. Zawsze wiedziałam, że jest najlepszym materiałem na przyjaciółkę. Że mogę z nim pogadać o wszystkim. Co ciekawe, ja nigdy nie miałam przyjaciółki. Natomiast zawsze dobrze się dogadywałam z facetami. Może dlatego w zespole mam ich pięciu. To nie było tak, łał, zakochanie bez pamięci. Klapki na oczy, różowe okulary, a potem one zaczynają spadać. Najpierw się zakolegowaliśmy, potem zaprzyjaźniliśmy, a dopiero na końcu przyszła miłość. Miłość to też umiejętność dialogu i wzajemna uwaga. Jak mam focha, to wystarczy jeden żart lub śmieszna mina Adama i już jestem kupiona, pękam ze śmiechu i jest dobrze.
Adam: – Czym jest miłość? Odwołam się do topowego przykładu, do Jezusa. Miłość jest gotowością, żeby umierać za osobę, którą się kocha. W największym skrócie. Istotą miłości nie są same uczucia. Podobnie jak istotą jedzenia nie są przyprawy, tylko wartość odżywcza posiłku. Ale oczywiście uczucia dodają smaku miłości.
Na płycie „Betlejem w Polsce”, w „Kolędzie dla brata”, śpiewacie taki tekst: „teraz jest czas, by się pojednać, żeby pozszywać rozdarty kraj”. Czy wierzycie, że pozszywanie nielubiących się, a co gorsza nierozumiejących się rodaków jest możliwe?
Adam: – Nie, nie wierzę. O naszych ludzkich siłach jest to niemożliwe. Proces destrukcji, gruzowania naszej rzeczywistości musi się dopełnić. Po to, aby po tym procesie urosło coś dobrego. Co jakiś czas w historii ludzkości były takie napięcia, kryzysy, przesilenia. Chciałbym się mylić, ale obawiam się, że jakaś forma społecznej eksplozji nam grozi.
Magda: – Ja całe życie byłam huraoptymistką. Może to źle, może dobrze. Nie wiem. Ale ja nigdy nie mam takich czarnych, wręcz apokaliptycznych wizji, które ma mój mąż. Wierzę, że czuwa nad nami moc, silniejsza niż najsilniejsze podziały i dzięki niej uda się jednak pozszywać rozdarty kraj.
W lipcu 2020 roku, w ramach koncertu Idea Dobra wyraziłaśPani nadzieję, że pandemia się cofa. Podzieliłaś się odczuciami związanymi z rozłąką z najbliższymi, rodzicami, dziećmi. Rozmawiamy prawie dwa lata od tamtego wydarzenia. Mamy ponad 50 tysięcy zakażeń dziennie. Ponad 100 tysięcy osób od tamtego czasu umarło na Covid-19? Czego nauczy lub czego powinna nauczyć nas pandemia?
Magda: – Nie śledzę statystyk. Ludzie mają różne podejście do pandemii. Na przykład, gdy ktoś z rodziny ma urodziny i mówi, że obawia się spotkać z najbliższymi, to ja to rozumiem i szanuję. Natomiast ja, kiedy tylko mogę, żyję normalnie, przynajmniej staram się żyć normalnie. Spotykam się z najbliższymi. Nie chcę wpadać w histerię.
Adam: – Pandemia uzmysłowi nam, ile warte jest nasze chrześcijaństwo. Pandemia uderzyła w Kościół. Wielu wiernych zaczęło uprawiać religię internetową i doszło do przekonania, że można tak żyć. Oduczyli się chodzenia do kościoła. Dowiadujemy się, na ile nasze chrześcijaństwo jest żywą wiarą, potrzebą serca, a na ile nawykiem.
Rozmawiamy w szczególnym miejscu. Czy byliście już kiedyś w Kalwarii Pacławskiej?
Magda: – Kojarzę to miejsce z niesamowitym koncertem, jaki zagraliśmy tutaj przed wielu laty. Przyjechaliśmy o trzeciej nad ranem, koncert zagraliśmy o świcie. To było niesamowite przeżycie. Franciszkanie towarzyszą nam przez całe życie w różnych odsłonach. U nich wszystko się zgadza, wszystko jest na swoim miejscu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze