W ramach projektu „Artyści z naszego podwórka” w przemyskiej Galerii Sztuki Współczesnej czynna jest interesująca wystawa malarstwa artysty młodego pokolenia, Karola Palczaka.
Po obejrzeniu wystawy, choć nie jestem krytykiem sztuki, pomyślałem, że malarstwo Palczaka można określić, jako „magiczny realizm codziennej rzeczywistości” i korzystając z okazji, zapytałem autora, jak on nazywa swoje malarstwo?
– Myślę, że to trafne określenie, gdyż zawsze chciałem malować nie tylko to, co widzimy, ale magię zawartą w codziennym życiu. Taką magię widać w dobrym filmie, na przykład w filmie Miloša Formana „Lot nad kukułczym gniazdem”, w którym – oprócz prawdy codzienności – jest jeszcze coś więcej. To dla mnie jest bardzo ważne. To widać również w obrazach Rembranta, czy Vermeera, gdzie jest nie tylko farba, ale coś więcej, co prowadzi od materii do sfery niematerialnej. Myślę, że jest to kierunek, do którego powinien dążyć każdy artysta, nie tylko malarz. Jeżeli w sztuce nie ma cząstki transcendencji, jest ona pusta. Dlatego nie lubię sztuki przeintelektualizowanej, czy na przykład zaangażowanej politycznie albo społecznie. Sztuka musi wynikać z duszy.
Reklama
Ciekawi mnie też Pana dość nietypowy pana warsztat. Wiele obrazów jest malowanych na blasze...
– Maluję też na płótnie i innych podłożach, ale najbardziej odpowiada mi blacha aluminiowa, taka używana w przemyśle lotniczym, mająca zwartą strukturę. Każde podłoże ma inną charakterystykę działania farby. Płótno chłonie olej, a blacha nie i to pozwala mi osiągnąć specjalne efekty. Na przykład przy malowaniu ognia, który często występuje na moich obrazach, mogę osiągnąć świetlistość i bardziej nasyconą barwę, której nie miałbym, malując na przykład na płótnie mającym wyraźną fakturę, na której nie osiągnąłbym takiej precyzji. Podobnie jest, gdy maluję śnieg lub błoto. Malowanie na blasze jest trudniejsze, gdyż trzeba malować dwie, trzy warstwy, bo pierwsza jest zbyt przeźroczysta, ale efekty bardziej mnie zadowalają. Kiedy przystępuję do malowania wiem, co chcę osiągnąć i w zależności od tego stosuję różne podłoża.
Reklama
Malowanie na blasze trochę przypomina portrety trumienne?
– Tak, ale to było, co innego. Też malowano na blasze, tyle że cynkowej, ze względu na trwałość obrazu, który znajdował się w krypcie grobowej i był narażony na czynniki zewnętrzne.
Tematów do swoich obrazów, inspiracji, czy natchnienia szuka Pan blisko, dookoła siebie, w codziennych, zwyczajnych sytuacjach. Tu i teraz?
– Maluję to, co najlepiej znam i rozumiem. Nie chcę niczego wymyślać, tworzyć nowych historii, bo to nie jest autentyczne.
Realizm w Pana obrazach kojarzy się z fotografią, czy korzysta Pan z niej?
– Korzystam. Nie tylko z fotografii, ale też z kadrów, czy klatek filmów, na których nagrywam różne sytuacje. Często do jednego obrazu wykorzystuję kilka klatek. Jeżeli czegoś mi brakuje, składam je, uzupełniam innymi. Nie robię kolaży, choć w sztuce jest taka tendencja, ale ja tego nie czuję, bo według mnie jest to zbyt proste, a ja szukam czegoś innego.
Na tegoroczny, najważniejszy w kraju przegląd współczesnego malarstwa „Bialska jesień” zgłoszono ponad tysiąc prac. Na wystawę zakwalifikowano pięćdziesiąt sześć obrazów, wśród których znalazła się pana praca. Duży sukces. Gratuluję. Mieszka pan w Krzywczy, wiosce z dala od wielkiego świata sztuki, jak Pańską twórczość, sukcesy odbiera Pana środowisko.
– Nie wiem. Będę musiał o to zapytać.
rozmawiał: Jacek Szwic
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze