Choć Chyrzynę od Krzywczy dzieli raptem 2 kilometry, bardzo często była to droga nie do przebycia. Miejscowości leżą po dwóch stronach Sanu, a jedyną możliwością jego pokonania był prom. Teraz powstaje most, który połączy dwa brzegi rzeki i wreszcie wprowadzi komunikacyjną normalność.
O tym moście mówiło się co najmniej ćwierć wieku, jeśli nie dłużej. Do końca nikt nie wierzył, że powstanie, bo za każdym razie pojawiało się „coś”. W końcu jednak zapowiedzi stają się faktem. W maju plac budowy przejęła firma Eurovia. Największym wyzwaniem jest teraz czas, ponieważ do 15 grudnia 2015 roku powinno nastąpić rozliczenie projektu. – Obiekt jest budowany w obszarze Natura 2000, przez co dość skomplikowany i czasochłonny był etap uzyskiwania zezwoleń – wyjaśnia Janusz Hołyszko, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Przemyślu.
Prace odbywają się jednocześnie po dwóch stronach Sanu. – Podjęliśmy pewne kroki, żeby przyspieszyć realizację[paywall]. Będziemy iść równolegle z podporami i nasypami, stworzymy dodatkowe drogi technologiczne, które nie były wcześniej planowane. W ten sposób będziemy mogli niezależnie prowadzić roboty drogowe i mostowe – mówi kierownik budowy Marcin Prejznar.
W najtrudniejszej sytuacji są mieszkańcy Chyrzyny i Kupnej. To dwie najmniejsze miejscowości w gminie Krzywcza. Według danych na stronie internetowej urzędu łącznie liczą 251 mieszkańców. Żeby dostać się do urzędu gminy, apteki, sklepu czy kościoła, musieli korzystać z promu. – Przy takim poziomie wody, jaki jest teraz, kursowanie promu byłoby niemożliwe. Z roku na rok było coraz gorzej – mówi Paweł Łoziński, sołtys Chyrzyny, który przez pięć lat był operatorem promu. – Przeprawa była uzależniona od warunków pogodowych. Wysokiej wody w ostatnich latach raczej nie było. Problemem był jej niski stan i wiatr, który robił z promem, co chciał – opowiada. – San zawsze był barierą. Jak ktoś nie ma samochodu, to w sobotę i w niedzielę musi w domu siedzieć, bo nawet autobusu żadnego nie ma – mówi pani Stefania.
Prom kursował do godz. 18.00. Gdy woda była zbyt niska, do dyspozycji pozostawała łódka, na którą można zabrać co najwyżej rower. W zimie sprzymierzeńcem okazywał się tęgi mróz, który skuwał San lodem. Mieszkańcy wykuwali otwór i sprawdzali grubość. Jeśli była wystarczająca, czyli miała kilkanaście centymetrów, jeździli po tafli. Nieraz zdarzało się, że lód załamał się pod pieszym albo samochodem. – Ale żadnych ofiar nie było – mówi ze spokojem P. Łoziński. W ostatnich latach zimy są raczej łagodne i taka przeprawa nie wchodziła w grę. Pozostawała podróż przez most w Krasiczynie, czyli dodatkowe 20 km w jedną stronę.
Szansą do poprawy sytuacji stał się projekt „Trasy rowerowe w Polsce wschodniej”. W zarządzie powiatu przemyskiego zasiadał wówczas obecny wójt gminy Krzywcza Wacław Pawłowski. – Gdy pojawił się projekt i koncepcja kładki pieszo-rowerowej, zacząłem mocno działać, żeby stworzyć most – opowiada. – Rozbudzanie apetytów na temat mostu zaczęło się na początku lat dziewięćdziesiątych. Gdy w kadencji 1998 – 2002 gmina sprzedała budynek szkoły w Chyrzynie, pieniądze poszły na przygotowanie dokumentacji. Niestety do niczego się nie przydała – wspomina.
Nośność budowanego obiektu wyniesie 40 ton. Pas dla pieszych i rowerów będzie miał szerokość trzech metrów i będzie o pół metra szerszy od pasa dla samochodów. Obie części będą od siebie oddzielone separatorami ruchu. Długość mostu to 120 metrów, dlatego ruch będzie sterowany sygnalizacją świetlną. Starostwo wyłożyło na tę inwestycję 2 mln 560 tys. zł. Drugie tyle daje Podkarpacki Zarząd Dróg Wojewódzkich.
Przy tej okazji wójt chciałby ułatwić życie również mieszkańcom Bachowa, którzy znajdują się w równie trudnej sytuacji i żeby dojechać do siedziby gminy, muszą jeździć przez Nienadową. Ma w planie wybudować im drogę prowadzącą z Chyrzyny. – To jest pięć kilometrów, a nie piętnaście. Obecnie ta droga jest częściowo utwardzona. Chcemy pozyskać pieniądze ze środków powodziowych na jej gruntowny remont – zapowiada Wacław Pawłowski. Nie jest to jednak łatwe. – Piszę w tej sprawie do różnych instytucji, ale na razie odpowiedzi są wymijające. W najgorszym stanie jest kilometrowy odcinek, który został zerwany przez San – dodaje.
– San jest rzeką nieregularną i musimy dokładnie zbadać podłoże, aby dobrze ustawić podpory. Tutaj stosujemy najbardziej klasyczną metodę ustawiania mostu – opowiada inżynier budowy Dawid Pych.
Robotnicy muszą także stawić czoła warunkom atmosferycznym. Gdy grzeje słońce, a temperatury przekraczają 30 stopni, bardzo ciężko się pracuje, a nieraz jest to wręcz niemożliwe. Na to jest jednak sposób – przerwy w ciągu dnia i praca w godzinach wieczornych. Większym utrapieniem jest deszcz, bo z zalanych miejsc wodę trzeba wypompować, a potem je osuszyć. To zajmuje po kilka dni. Czy zdążą? – Oczywiście – odpowiadają bez wahania M. Prejznar i D. Pych.
Gdy skończą, statystyki demograficzne Chyrzyny i Kupnej mogą się poprawić – Zainteresowanie działkami ostatnio znacznie wzrosło – przyznaje sołtys Chyrzyny.

fot.Paweł Bugira
Kierownik budowy Marcin Prejznar (w środku) oraz inżynierowie budowy Dawid Pych (z prawej) i Krzysztof Kwiatkowski.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
No brawo Chyrzyna życie wam się zaczyna!
Po 227 latach znika przeprawa promowa z Chyrzyny do Krzywczy i buduje sie WRESZCIE most! taki powinien by tytul :D