Jarosław nie jest w tym względzie wyjątkiem i chyba w każdej części miasta podobny obiekt w ruinie można znaleźć. Za taki szpecący element najbliższego otoczenia część mieszkańców os. Armii Krajowej uznała dwie drewniane budy stojące przy ulicy Bandrowskiego. Próbują się ich pozbyć, ale będzie to trudne.
– Budki były kiedyś używane do działalności handlowej, ale od długiego czasu stoją puste – referował na ostatniej sesji rady miasta, w imieniu mieszkańców osiedla Armii Krajowej, radny Witold Duszyński. – Mieszkańcy twierdzą, że one bardzo szpecą i przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu – argumentował. Sprawa ma także dodatkowy kontekst. Owe budki przylegają bezpośrednio do rewitalizowanego parku miejskiego. Jak przekonywał radny Duszyński, w sytuacji, gdy park będzie wizytówką miasta, dobrze byłoby tę sprawę rozwiązać. Mieszkańcy proszą wprost o usuniecie tych budynków.
Jak się okazuje, budki na Bandurksiego rzeczywiście stoją puste. Nie są to może rozpadające się baraki, ale też lokalnego krajobrazu nie czynią piękniejszym. Jeden ktoś próbuje podnająć bądź sprzedać. Wywiesił nawet odpowiedni anons. Oba drewniane budynki obklejone są na pstrokato reklamami. I to rzeczywiście może przeszkadzać. Zagadnięci mieszkańcy osiedla, zwłaszcza ci w jego głębi, są nieco zdezorientowani. Nie bardzo wiedzą, o które obiekty chodzi, wskazują na jeszcze dwa inne budyneczki ulokowane na granicy osiedla od strony ulicy Dąbrowskiego i Żeromskiego, ale żadne nie budzą jakichś większych emocji. Dopiero lokatorzy bloku, którego okna wychodzą na park, potwierdzają – opuszczone kioski nie wyglądają dobrze, warto byłoby je usunąć. O to, czy jest to możliwe, zapytaliśmy w jarosławskim magistracie.
– Drewniane kioski usytuowane przy ulicy Bandurskiego, w pobliżu parkowego ogrodzenia, są własnością prywatną – odpowiada Iga Kmiecik z Kancelarii Burmistrza. – Właściciele obiektów płacą Przedsiębiorstwu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Jarosławiu czynsz dzierżawny za grunt. Z należności się wywiązują, za dzierżawę co roku do budżetu spółki wpływa kwota około 10 tysięcy złotych – dodaje. Wiele wskazuje więc na to, że zwolennicy usunięcia kiosków z sąsiedztwa parku miejskiego muszą uzbroić się w cierpliwość, bo nie ma podstaw, by miasto wkroczyło tu z konkretną interwencją. Iga Kmiecik uspokaja: – Prezes PGKiM zapewnił, że porozmawia z właścicielami kiosków na temat możliwości poprawy ich estetyki.
Czy taki kompromis usatysfakcjonuje mieszkańców, a przede wszystkim, czy da się sprawić, żeby budynki przestały szpecić, czas pokaże.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Nie ma takiej ulicy! jak już to Bandurskiego
panie pirozek kiedy otwarcie parkuw czasie okupacji i stanu wojennego był czynny
paskudna ulica zwłaszcza po opadach lub roztopach
Nie ma takiej ulicy! jak już to Bandurskiego
Stare mango
Bandery