Michał Szczepankiewicz z Białoboków w gminie Gać był jednym ze starających się o zakup działki wystawionej w przetargu przez miejscowe kółko rolnicze. Przegrał, bo drugi oferent dał wyższą cenę. Uważa jednak, że sam sposób przeprowadzenia przetargu nasuwa wątpliwości i mogło dojść do naruszenia prawa. – Na pewno nie było to przejrzyste – mówi. O wyjaśnienie sprawy poprosił Prokuraturę Rejonową w Przeworsku.
Sprzedawana działka sąsiaduje z gospodarstwem M. Szczepankiewicza. O jej nabycie starał się od dawna. Chciał ją m.in. wykorzystać na stworzenie dojazdu do zabudowań. Obecnie korzysta z wąskiego przejazdu przez podwórze sąsiada. To zamyka jego gospodarstwo dla[paywall] większych maszyn rolniczych. Dopytywał o możliwość zakupu w gminie, a gdy działka przeszła na własność Spółdzielni Kółek Rolniczych w Gaci, zwracał się do jej prezesa. 32-arowy teren leżał odłogiem, ale decyzji o sprzedaży nie było.
W końcu władze kółka rolniczego zdecydowały, że działkę sprzedadzą, bo jest im niepotrzebna. Ogłosiły przetarg. – Wybrano ofertową formę przetargu. Zainteresowani zakupem mieli złożyć swoje propozycje cenowe w zalakowanych kopertach. Komisyjne otwarcie i porównanie cen miało wyłonić zwycięzcę przetargu. Według mnie znacznie bardziej przejrzystą byłaby licytacja – wyjaśnia mężczyzna. Do przetargu stanęły dwie osoby. M. Szczepankiewicz i córka wójta gminy Gać. On starał się o działkę, by zbudować drogę do gospodarstwa. Drugi oferent też miał swój cel, ponieważ prywatny ośrodek zdrowia, również sąsiadujący ze sprzedawanym terenem, jest własnością jego rodziców i działkę można wykorzystać do rozbudowy.
Działkę wraz z rozpadającym się magazynem oszacowano na 95 tys. zł. – Zaoferowałem 160 tysięcy złotych netto – przyznaje M. Szczepankiewicz. Były to, jak mówi, wszystkie oszczędności zbierane wspólnie z ojcem. Konkurent dał o 2 tys. zł liczone w kwocie brutto więcej. Józef Mierzwa, prezes SKR w Gaci przyznaje, że jest zaskoczony tak wysoką ceną. Liczy, że kupujący się nie wycofa, bo to dla kółka spory zysk. – To była decyzja córki, ale muszę przyznać, że ja nie zapłaciłabym tak wysokiej sumy, pomimo tego, że ta działka sąsiaduje z ośrodkiem i córka chce rozwinąć zakres działania. Wiem, że zaoferowała wspólnie z mężem wszystkie pieniądze, jakie mogli zdobyć – mówi Grażyna Pieniążek, wójt gminy Gać.
– Gdyby była licytacja i zostałbym przebity, nie miałbym pretensji. Również nie wnosiłbym zastrzeżeń, gdybym uczestniczył w otwarciu ofert, ale tak nie było. Dlatego mam podejrzenia – mówi M. Szczepankiewicz. Swoje uwagi zawarł w piśmie do prokuratury. „Procedura przetargowa miała się odbyć w poniedziałek, 21 sierpnia, o godz. 12. Gdy przyszedłem około godz. 11.50 z pytaniem, czy mogę uczestniczyć w odczytywaniu ofert, prezes poinformował, że przetarg został zakończony, a moja oferta została przebita kwotą 2 tys. zł brutto, co daje 460 zł netto” – pisze. Zwraca też uwagę, że nie pozwolono mu skopiować protokołu przetargu. „Był sporządzony ręcznie. Zajmował połowę kartki A4. Nie było żadnych podpisów. Stwierdziłem, coś tu jest nie tak. Na to prezes: – U nas tak się przetargi robi” – informuje prokuraturę. Nie ukrywa, że to, iż przetarg wygrała córka wójciny, oraz wizyta jej ojca u prezesa SKR niedługo przed rozstrzygnięciem przetargu też wzbudziło zaniepokojenie.
– Kto dał więcej, ten kupił. Przetarg rozstrzygnęliśmy w podanym czasie. Startujący widział ofertę drugiej strony. Widział protokół. Nie wiem, do kogo ma pretensje. Każdy mógł sobie sprawdzić. Nie mam nic do ukrycia. Nie znałem wcześniej ofert. Dopiero po otworzeniu kopert zobaczyłem kwoty. Przyznaję, że nie liczyłem na tak wysoką cenę – mówi prezes SKR.
– Córka ma swoją wizję. Chce rozszerzyć działalność przy ośrodku zdrowia. Razem z mężem zdecydowali, że tu zostaną. Tu będą pracować. Zaoferowali za działkę wszystkie pieniądze, jakie mieli. Byłam zdziwiona, ale to ich decyzja. Osobiście uważam, że przepłacili. Sytuacja, jaka się pojawiła, jest dla mnie dziwna. Nie można od razu podejrzewać, tylko dlatego, że są powiązania rodzinne. Chcą zostać w swojej gminie. W niej pracować, a nie szukać zarobku poza krajem – mówi G. Pieniążek.
Można sądzić, że 32-arowa działka kupiona za ponad 160 tys. zł ma tak wysoką wartość tylko dla startujących w przetargu. Z jednej strony rolnik, który chce mieć drogę do swoich zabudowań, a nie korzystać z wąskiego przejazdu przez podwórko sąsiada. Z drugiej młodzi ludzie, którzy chcą rozszerzyć działalność zakładu opieki zdrowotnej. Obie strony chcą się rozwijać. Problem w tym, że działka dzieląca ich jest tylko jedna.
Może warto zostawić na boku emocje. Spotkać się i zastanowić nad rozplanowaniem tych 32- arów w taki sposób, że znajdzie się miejsce i na drogę, i na rozbudowę ośrodka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
*BIAŁOBOK!!!!!!!!