Reklama

Minuta i 45 sekund superbohatera

05/07/2015 17:54

Czy można w filmie dokumentalnym, który trwa niecałe dwie minuty, przedstawić osiemdziesięcioletniego bohatera, a właściwie superbohatera? Aleksandrze Sawicz to się udało, a jej film został uznany za najlepszy spośród trzydziestu pięciu filmów nadesłanych na konkurs ogłoszony przez Warszawską Szkołę Filmową.

Pierwsze trzysekundowe ujęcie. Tył głowy starszego, siwego mężczyzny. Następne to zbliżenie jego twarzy. Zmarszczki, na brodzie świeże zacięcie po goleniu, bez żadnego upiększania. Pełny naturalizm, więc nikt nie powinien mieć wątpliwości, że to dokument. Mężczyzna uśmiecha się, a na ekranie pojawia się napis „Jan Podolski”. Potem widzimy go na schodach katedry Świętego Jury we Lwowie, jak oprowadza wycieczkę. Kolejne ujęcia w katedrze Ormiańskiej i na Cmentarzu Łyczakowskim. Też z wycieczką, którą tym razem prowadzi od grobu Grottgera do grobu Konopnickiej. Już wiemy, że Jan Podolski jest przewodnikiem. Z następnych ujęć dowiadujemy się, że jest znawcą roślin, ukochanym dziadkiem, że potrafi żwawym krokiem wejść na Kopiec Tatarski, a także świetnie sobie radzi w kuchni. A na koniec, że dla wnuczki Aleksandry jest superbohaterem. [paywall]

Pasja


- Mam dwadzieścia lat i w tym roku z bardzo dobrym wynikiem zdałam maturę w technikum numer 8, na profilu technik cyfrowy procesów graficznych - opowiada o sobie Aleksandra. - W szkole szło mi dobrze. Trzykrotnie przyznano mi Stypendium Prezesa Rady Ministrów. Fotografią interesuję się od czasu szkoły podstawowej. W ubiegłym roku w Galerii Debiuty na Zamku Kazimierzowskim miałam wystawę pod tytułem Światłoczułość, ale ostatnio zaczęłam się również interesować filmem. Miesiąc przed maturą wpadłam na pomysł, żeby nakręcić film o moim dziadku, którego ja i inni uważają za bardzo interesującego człowieka. Przypadek sprawił, że w maju znalazłam w internecie ogłoszenie o konkursie na film dokumentalny pod tytułem „Mój superbohater”. Warunkiem było, że film nie może trwać dłużej niż dwie minuty i ma przedstawić człowieka, który jest dla nas superbohaterem. To miała być postać z krwi i kości, a nie żaden komiksowy bohater w czerwonej pelerynie. Zaczęłam kręcić dokument o dziadku. Wyszło materiału na prawie trzy godziny. Potem jedną noc spędziłam na montowaniu i zrobiłam film, który trwa minutę i czterdzieści pięć sekund. Wysłałam go na konkurs i wygrałam stypendium, dzięki któremu będę mogła przez rok bezpłatnie uczyć się na wydziale sztuki operatorskiej w Studium Technik Filmowych, które działa w ramach Warszawskiej Szkoły Filmowej. Dwudziestego drugiego czerwca w Warszawie nagrodę wręczyli mi Bogusław Linda i Maciej Ślesicki. Jednak nim zacznę naukę w Warszawie, będę próbować na Uniwersytecie Śląskim na kierunku realizacja obrazu filmowego, telewizyjnego i fotograficznego. Za dwa dni mam egzamin. Może się uda - mówi dziewczyna. 

Czuję się bardzo dobrze


Jan Podolski przysłuchuje się, o czym mówi wnuczka i uśmiecha się, kiedy nazywa go superbohaterem. - Jak na superbohatera, który skończył osiemdziesiąt lat, czuję się bardzo dobrze. Właśnie dzisiaj mija czterdzieści pięć lat, jak zdałem egzamin przewodnicki i do dzisiaj nieprzerwanie pracuję w charakterze przewodnika. W naszym Przemyskim Kole Przewodników jestem najstarszy, ale tylko wiekiem, bo czterech kolegów jest starszych stażem. Z fotografią też miałem do czynienia - nawiązuje do pasji wnuczki. - Zaczynałem od prostego aparatu Voigtlandera, a potem fotografowałem radzieckimi aparatami. Dzisiaj to zupełnie co innego. Wnuczka film o mnie nakręciła aparatem fotograficznym.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości