Choć maksymalnie mają 40 milimetrów długości, to potrafią nieźle narozrabiać. Do tego stopnia, że minionej nocy (z 12 na 13 sierpnia br.) zupełnie sparaliżowały ruch na moście na Sanie w Radymnie na drodze krajowej nr 4. Były ich miliony.
Jętki, potocznie zwane jacicami to owady nietypowe. Długość ciała waha się między 3 a 40 milimetrów. Uwielbiają środowisko wodne. Okres życia larw może trwać nawet do kilku lat, ale dorosła postać tego owada żyje bardzo krótko. Bywa czasami, że jeden dzień. Stąd też nazywa się je jętkami jedniodniówkami. Często można je spotkać po zmierzchu wokół miejskich latarni nad Sanem, gdzie tworzą wręcz niesamowite obrazy. I potem, rankiem na jezdni, kiedy zakończą żywot.

fot.www.wikipedia.pl
Jętka jednodniówka
Jednak to, co spotkało przede wszystkim kierowców w nocy ze środy, 12 sierpnia, na czwartek, 13 sierpnia br. podążających przez most na Sanie w Radymnie trudno jednoznacznie zdefiniować. Inwazja, chmara, rój... Były ich miliony. Poruszanie się samochodem było niemożliwe. W szybkim czasie droga stała się zupełnie nieprzejezdna. Owadów było tak dużo, że trzeba było na kilka godzin wstrzymać jakikolwiek ruch. Z każdą minutą przylatywało ich coraz więcej, a te, które szybko ginęły, opadały na jezdnię, tworząc kilkucentymetrowe... zaspy. Tak jak w zimie...


Zanim zamknięto most, doszło do dwóch kolizji. Dzielił je kwadrans. Jak poinformowała oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu asp. Marta Gałuszka, kierowca pierwszego samochodu nie zachował bezpiecznej odległości i wjechał w tył drugiego pojazdu. Jedna osoba trafiła do szpitala. 15 minut później doszło do kolejnej kolizji, w której na szczęście nikt nie ucierpiał. Przyczyną obu była ograniczona widoczność i śliska jezdnia.
– Czegoś takiego, aż na taką skalę nie mieliśmy nigdy dotąd. Wezwaliśmy firmę, która jest u nas odpowiedzialna za dbanie o stan dróg. Pracownicy mieli ze sobą łopaty. Ale owadów było tak dużo, że musieliśmy uruchomić zimowy sprzęt do odgarniania śniegu. Owadów na drodze leżało więcej niż śniegu zimą – powiedziała rzecznik prasowy rzeszowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Joanna Rarus.

Oprócz ekip z GDDKiA na miejsce tego niecodziennego zdarzenia przybyły trzy jednostki straży pożarnej. Sprzątanie mostu trwało prawie całą noc – od g. 23 do g 4.50 dnia następnego! Policja była zmuszona wyznaczyć objazd przez autostradę A4. Dopiero nad ranem udało się całkowicie oczyścić most. Jezdnię posypano piaskiem, ponieważ była zbyt śliska od rozjechanych owadów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jechałam tym mostem na chwilę przed zamknięciem. Nawet lekkie dodanie gazu skutkowało tym, że tylne koła wpadały w poślizg na tym cuchnącym robactwie i samochód zaczynał się zachowywać jak na lodzie. A rano mycie opon z tego syfu to też konsekwencja nocnej jazdy tym mostem.
A wystarczyło wyłączyć latarnie na moście, i postawić reflektor na brzegu Sanu. Ryby by pojadły
no nie!! Przez takie stworzonka tyle zamieszania ...
Minimetrów?
Minimetr to jesteś ty.
Jechałam tym mostem na chwilę przed zamknięciem. Nawet lekkie dodanie gazu skutkowało tym, że tylne koła wpadały w poślizg na tym cuchnącym robactwie i samochód zaczynał się zachowywać jak na lodzie. A rano mycie opon z tego syfu to też konsekwencja nocnej jazdy tym mostem.