Reklama

Lider Lokalny: Mówią o mnie edu-partyzant

O swoich uczniach wypowiada się ciepło i z szacunkiem, nazywając ich zdrobniale „żuczkami”. Jest dla nich przewodnikiem, motywatorem i nauczycielem życia. W swojej pracy często idzie pod prąd, podkreślając, że każdy młody człowiek zasługuje na to, by w niego uwierzyć. Z Arturem Tutką, nauczycielem przedmiotów zawodowych w Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących im. Stefana Banacha w Jarosławiu, rozmawiamy o patentach na sukcesy podopiecznych, ich nieprzeciętnych osiągnięciach i olimpiadach życia, w których regularnie startują.

Ile lat pracuje Pan w zawodzie nauczyciela i dlaczego wybrał Pan tę profesję? To był przypadek czy świadoma decyzja?

– W szkole pracuję od 25 lat. Dlaczego akurat ten fach? Nie byłem w czasach szkolnych grzecznym chłopcem. Wmawiano mi raczej, że niczego nie osiągnę i do niczego się nie nadaję. Brnąłem w to, zupełnie straciwszy wiarę w siebie. W ósmej klasie na mojej drodze pojawił się nauczyciel, który podał mi rękę i zobaczył we mnie potencjał. Jeśli chodzi o pedagogikę i edukację, stał się potem moim wzorem. Teraz to ja podaję rękę uczniom. Do swoich projektów nie zawsze wybieram orłów, ale często tych, którym mówi się: „nie skończysz szkoły, nie nadajesz się”. Dzieciakom trzeba stworzyć przestrzeń do działania, dać narzędzia i po prostu w nie uwierzyć. To wystarczy.

Reklama

Uczy pan przedmiotów zawodowych w swojej macierzystej szkole, do której sam Pan jako młody chłopak uczęszczał. Wrócił pan do macierzy, ale już w innej roli....

– Tak, można powiedzieć, że jestem szkolnym patriotą. Kiedy pierwszy raz zasiadłem za biurkiem, po tej drugiej stronie, miałem przed sobą pięknych, młodych gniewnych, a sam byłem ledwie kilka lat starszy od nich. Wtedy zobaczyłem, co to znaczy okiełznać piękne młode umysły, które potrafią również dopiec. Nie byłem na to przygotowany. Wszystkie ideały wypracowane na studiach na zajęciach pedagogiki legły w gruzach...

Reklama

Nie żałuje Pan tego, że nie wyjechał Pan z miasta, o czym marzy wielu młodych ludzi albo nie zaczepił się Pan w Krakowie, gdzie kończył Pan studia?

– Ponad 25 lat temu zupełnie inaczej myślało się o wielu sprawach. Wtedy nawet nie byliśmy w Unii Europejskiej. Dziś młodzież ma zupełnie inne możliwości. Świat stoi przed nimi otworem...

O niecodziennych osiągnięciach Pana uczniów i o jarosławskim „Banachu” zrobiło się bardzo głośno 5 lat temu. Wszystko zaczęło się od drukowania na drukarce 3D mechanicznych rąk dla dzieci, a pierwsza była dla uczennicy szkoły – Kingi. Opowie Pan o tym?

Reklama

– Kinga nie miała lewego przedramienia. Wychowywała się z chłopakami i świetnie z nimi dogadywała. Była pierwszą dziewczyną, która przyszła do naszej szkoły, na typowo męski kierunek – technik pojazdów samochodowych. Świetnie ukrywała fakt, że nie ma ręki. Przestraszyłem się tego, jak poradzi sobie z egzaminem zawodowym i zajęciami praktycznymi. Wiedziałem też, że w zawodzie, który sobie wymarzyła, może stanowić to problem. Nie mogłem przekreślić jej marzeń. Pomyślałem, że stanę na głowie, żeby jej pomóc. Więc kiedy przyszli do mnie uczniowie z pytaniem, co mogą zrobić na ocenę celującą na koniec roku, rzuciłem: „zróbcie Kindze rękę”. Następnego dnia przyszli do mnie z pomysłem i listą potrzebnych rzeczy. Była na niej: drukarka 3D, trytytki, kabelki, plastik. Spojrzałem na nich i złapałem się za głowę, myśląc, że przecież nie mamy pojęcia, jak wydrukować rękę na drukarce 3D. A oni na to, że wszystkiego się dowiedzą. I tak to się zaczęło... Kinga dostała obiecaną rękę na studniówkę. Dziś robi to, co kocha, a jej świat kręci się wokół motoryzacji.

Potem zaczęli się do was zgłaszać rodzice innych dzieci...

Reklama

– Tak i wtedy wydarzyła się bardzo ważna rzecz. Skontaktował się z nami doktor Krzysztof Grandys z Krakowa, prezes Fundacji E-Nable Polska, która wykonuje dla dzieci ręce na drukarkach 3D. Został naszym mentorem. Wskazał nam kierunek i podpowiedział, co musimy zrobić, aby nasze protezy spełniały niezbędne wymogi. Rozdajemy je dzieciakom za darmo. Oprócz dra Grandysa i nas nikt w Polsce tego nie robi. Firmy, nie widząc w tym zysku, podchodzą do tego niechętnie. Nam udało się wypełnić niszę.

W jednym z wywiadów powiedział Pan kiedyś, że najbardziej zależy Panu na tym, by Pana uczniowie wyszli na dobrych ludzi. Czy pomaganie innym poprzez takie czy inne patenty służące niepełnosprawnym to skuteczna droga do tego celu?

Reklama

– Wskazałem dzieciakom cel i oni poszli w tym kierunku, widząc, że w ten sposób mogą pomóc drugiemu człowiekowi. Myślę, że dzięki takim działaniom stają się lepszymi ludźmi, a na tym najbardziej mi zależy. Żeby wyszli na dobrych ludzi. Moi uczniowie uczestniczą w olimpiadach życia, gdzie nie ma nagród. Najlepszą nagrodą jest dla nich to, że widzą uśmiech na twarzy dzieciaka, który dostał rękę. Uważam, że robimy coś więcej niż to, co robi się w edukacji, a tego nie da się zmierzyć żadnymi rankingami.

Na czym polega Pana sukces? W 2022 roku był Pan jedynym z Podkarpacia finalistą konkursu Nauczyciel Roku, w ub. r. został Pan laureatem Nagrody Specjalnej w konkursie Nauczyciel Jutra, przyznanej za szczególną postawę i działania na rzecz uczniów, a Pana uczniowie święcą triumfy w konkursach, również poza granicami kraju.

Reklama

– Z nagrody specjalnej Nauczyciel Jutra jestem szczególnie dumny, bo została przyznana za postawę i działania na rzecz uczniów. A mój przepis na sukces jest bardzo prosty. Jest nim równanie: szkoła – uczeń – rodzic – media. Szkoła, uczeń i rodzic to system naczyń połączonych, tu musi być dobra współpraca, a jeśli dodać do tego rozgłos w mediach, można osiągnąć naprawdę wiele. Materiały do naszych działań kupujemy ze zrzutek nagłaśnianych w internecie i dzięki firmom i osobom wspierającym nas na Patronite. Szukanie środków nie jest prostą sprawą, opowiadanie w mediach o tym, co robimy w szkole, jest konieczne, by usłyszało o nas jak najwięcej osób. Ale cel wart jest zachodu. Młody człowiek jest bardzo niecierpliwy. Kiedy ma pomysł, chce go natychmiast zrealizować. Nie mogę kazać mu czekać, aż znajdą się fundusze. Na wiele rzeczy w edukacji niestety brakuje pieniędzy, a bez nich trudno realizować cele i marzenia.

Macie swoją szkolną pracownię. Mieści się w piwnicy. Uczniowie pilnują jej jak oka w głowie, bo właśnie tu realizują swoje najbardziej nieprawdopodobne pomysły, często siedząc do wieczora. Ma Pan z tego satysfakcję?

Reklama

– Uczniowie mają do pracowni swoje klucze. Kiedy tylko mają wolną godzinę, drukują w niej, co tylko wpadnie im do głowy, realizując swoje pomysły. Na bieżąco wysyłają mi zdjęcia. Czego nauczyciel może chcieć więcej?

Jeden z Pana podopiecznych, Filip Piękoś, osiągnął wspaniałe sukcesy, zdobywając wyjątkowe laury podczas międzynarodowego konkursu Regeneron ISEF w Dallas. To najważniejszy konkurs dla młodych naukowców na świecie. Jest też stypendystą Fundacji Rafała Brzoski. Sporo w tym wszystkim Pana zasługi...

Reklama

– Filip to piękny umysł. W tak młodym wieku chyba nie sposób sięgnąć wyżej. A wydawałoby się, że z piwnicy nigdzie nie uda się nam dotrzeć. Udało się! Ale bez rodziców, ich pomocy i zaangażowania nie dałbym sobie rady. Dlatego to rodzice są tak ważnym elementem w moim równaniu. Zapraszam ich na nasze zajęcia z pizzą, żeby zobaczyli, jak pracujemy i poznali realne problemy szkoły. Stanowią bardzo ważny element układanki.

Mówią o Panu edu-partyzant. Co się kryje za tym określeniem?

– Kiedyś ktoś tak mnie określił w jednym z komentarzy w sieci. I tak to do mnie przylgnęło. Nie chodzi o burzenie systemu, ale raczej pokazanie ścieżki w edukacji, którą warto pójść.

Reklama

Czego uczy się Pan od swoich uczniów?

– Uczą mnie wielu rzeczy. Kiedy z nimi przebywam, czuję się młodszy. To oni mnie nauczyli latać dronem. W towarzystwie mogę więc mówić, że jestem operatorem bezzałogowego statku powietrznego. Dzięki nim jestem też na bieżąco z nowoczesnym młodzieżowym słownictwem. Mają dopiero po 15 lat i głowy pełne pomysłów. Muszę tylko uważać, żeby za bardzo nie wchodzić im w drogę. Nie próbować działać za nich, ale raczej im towarzyszyć i dać wolną przestrzeń. Odważyłem się na to i zobaczyłem, że to działa. Ja z kolei staram się ich uczyć życia. Bo żyjemy w epoce telefonów komórkowych, coraz mniej ze sobą rozmawiamy. To w telefonach są dziś autorytety młodych ludzi, my przestaliśmy nimi być. Uczę więc dzieciaki odporności na krytykę w sieci, bo dla wielu każda łapka w dół to prawdziwa tragedia. Wyjaśniam, że słowo „dzień dobry” czy „dziękuję” otwiera bramy. Na godzinie wychowawczej w pierwszych klasach czytam uczniom zasady savoir-vivre. Szkoła powinna być też przecież szkołą życia.

Reklama

Co by Pan powiedział młodym ludziom, którzy raczej niechętnie wiążą swoje plany na przyszłość z Jarosławiem? I czy jest jakiś sposób, by odwrócić tę tendencję?

– Chciałbym, ale niewiele w tym względzie zależy od nauczyciela, lecz od tych, którzy podejmują decyzje odnośnie tego, co w danym regionie będzie się działo. Od tych, którzy danym miastem, gminą zarządzają. My szlifujemy te brylanty, ale uczeń pójdzie tam, gdzie będzie mu lepiej. Dlatego tak trudno ich zatrzymać. Trzeba tworzyć młodym przestrzeń do realizacji tu, na miejscu, by móc skorzystać z potencjału tych młodych ludzi.

Dziękuję za rozmowę.

Artur Tutka – od 25 lat nauczyciel przedmiotów zawodowych w Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w Jarosławiu. Od pięciu lat realizuje w szkole STEAM, wykorzystując na zajęciach technologię druku 3D. Finalista Gali Konkursu Nauczyciel Roku 2022, laureat Nagrody Ministra Edukacji Narodowej 2022 i Nagrody specjalnej w konkursie Nauczyciel Jutra 2023, koordynator projektów EFS „Podkarpacie stawia na zawodowców” i „Bliżej rynku pracy” (2012-2019), opiekun uczniów i projektów społecznych, laureatów nagród ogólnopolskich i międzynarodowych. Nominowany przez kapitułę projektu”Liderka – Lider Lokalny” w kategorii „edukacja – działalność społeczna”.

Przedstawiamy lokalnych Liderów i Liderki!

Rozmowa została przeprowadzona w ramach prezentacji sylwetek Liderów, uhonorowanych przez kapitułę projektu pod hasłem „Liderka – Lider Lokalny”. Przedsięwzięcie służyć ma przełamywaniu stereotypowego myślenia młodych ludzi o południowo-wschodniej części Polski jako miejscu, z którego trzeba uciekać do większych ośrodków, by móc zrealizować się na polu zawodowym. 9 liderów i liderek (po 3 osoby z 3 dziedzin: zdrowie, edukacja – działalność społeczna i przedsiębiorczość), których zaprezentujemy, to niezbite przykłady, że pasja, ciekawy pomysł na siebie, ciężka praca, a także przekonanie, że warto iść po swoje, stanowią przepis na sukces, niezależnie od miejsca, w którym żyjemy. Kapituła projektu (oprócz członków zespołu projektowego ŻP znaleźli się w niej przedstawiciele Przemyskiej Akademii Nauk Stosowanych), wskazując liderów, uwzględniła nominacje zgłoszone przez Czytelników. Również Państwo – w drodze głosowania – będą mogli wytypować spośród 9 finalistów SuperLiderkę lub SuperLidera. Zwieńczeniem przedsięwzięcia będzie uroczysta Gala Finałowa w siedzibie PANS w Przemyślu, a jej częścią panel dyskusyjny z Liderami i Liderkami.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/05/2024 09:59
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama