Reklama

Najważniejsza bitwa kampanii wrześniowej rozegrała się pod Birczą

29/05/2015 19:35

Najbardziej znanym wydarzeniem z początków II wojny światowej w tej części Polski jest bitwa stoczona 12 września 1939 r. pod Borownicą. Niewiele osób wie, że tego samego dnia, na wschód od Birczy polska 24 Dywizja Piechoty walczyła z niemiecką 2 Dywizją Strzelców Górskich. Bitwa ta była jedną z największych bitew kampanii wrześniowej nie tylko na Podkarpaciu, ale i w Polsce.

Lato 1939 roku było wyjątkowo słoneczne i suche. Niemieckie czołgi i samochody po polskich bezdrożach jechały świetnie, San miał być pierwszą linią obrony, ale stan wody był tak niski, że można go było przejść niemal w dowolnym miejscu.
Dr Artur Brożyniak z rzeszowskiego oddziału IPN zwraca uwagę, że Niemcy zaatakowali Polskę nie tylko od zachodu i północy, jak się spodziewano, ale również od południa, dokonując wcześniej praktycznej aneksji Czechosłowacji. – Bitwa pod Birczą miała za zadanie atak na siły, które obchodziły nas od południa – mówi.

Walczyli w osamotnieniu

24 Dywizja Piechoty przygotowała linię obrony na wzgórzach na wschód od Birczy, strzegąc drogi w kierunku Przemyśla przez Korzeniec i Wolę Korzeniecką i Rybotycze. Pierwotny plan zakładał utrzymanie pozycji 24 DP i atak 11 Karpackiej Dywizji Piechoty, która stacjonowała w okolicach Dubiecka. Miała ona zaatakować z lewej flanki wojska niemieckie, które rozlokowały się od Nowej Wsi przez Birczę, Wolę Korzeniecką po Trójcę. Wspólny atak stwarzał realną szansę na spektakularną wygraną i wycofanie się Niemców.
Plan jednak zmieniono.[paywall] Gen. Kazimierz Sosnkowski zdecydował o wycofaniu wszystkich jednostek w kierunku Przemyśla. Rozkaz jednak nie dotarł do 24 DP, która w osamotnieniu stawiała opór najeźdźcy.
Za początek boju można uznać polskie natarcie na zajętą przez Niemców Łodzinkę Górną o godz. 7 rano. Pod osłoną mgieł nasi żołnierze podeszli na odległość ok. 700 m. Po krwawych walkach, ponosząc liczne straty, Polakom udało się odbić wioskę, zdobywając również broń ciężką i lekką.

Odszedł bezszelestnie

– Ten szturm był niezwykle heroiczny. Do jego historii przeszedł żołnierz o nazwisku Józef Panek, operator RKM-u. Niemcy usytuowani na wzgórzu mieli Polaków na patelni. W którymś momencie nasi znaleźli się w zagłębieniu i nie mogli ani iść do przodu, ani się wycofać. Sytuacja beznadziejna. I wtedy ten Józef Panek wyskoczył, zerwał się na równe nogi i zaczął siepać z RKM-u. Uciszył karabiny maszynowe i umożliwił kolegom wycofanie się – opowiada Jacek Paluch, syn oficera tej bitwy. Pankowi nic się nie stało, ale parę chwil po tej brawurowej akcji, gdy ładował pociski do magazynku i niespodziewanie otrzymał strzał w ramię i niemal bezszelestnie odszedł z tego świata.
Kolejnym celem Polaków stało się wzgórze 482 (dziś przechodzi przez nie asfaltowa droga z Woli Korzenieckiej do Łodzinki Górnej). Niemcy przeprowadzili jednak szturm nie tylko z ciężkiej artylerii, ale również z samolotów myśliwskich. W związku z tym, ok. godz. 16 płk Bolesław Schwarzenberg-Czerny wydał rozkaz o wycofaniu się. Polskie oddziały umiejscowiły się w linii od Korzeńca i Boguszówki, przez Krępak po Cisową. Bitwa została przerwana, ale nie przegrana. Dopiero późnym wieczorem doszedł spóźniony rozkaz odejścia w kierunku Przemyśla. Ten nocny odwrót Niemcy mieli skwitować z nieskrywaną ulgą: „Na szczęście w nocy stojąca przed nami polska dywizja wycofała się na wschód”.

Bitwa oczami dzieci

Władysław Gerula i Krystyna Duda we wrześniu 1939 r. mieli sześć lat. Co zapamiętali? Wielki i przeraźliwy huk, wybuchy i strach. – Samoloty, strzały. Człowiek nawet nie wiedział co to jest ta wojna – mówi pan Władysław. – Nie było gdzie uciekać – dodaje pani Krystyna. – To długo nie trwało, front szedł bardzo szybko – wspominają dzień bitwy. – Blisko naszego domu był potok, tam się schowaliśmy – opowiada pan Władysław. W tym czasie nieopodal z przeraźliwym świstem upadł pocisk. Od uderzenia, z jednej strony dachu pospadały wszystkie dachówki. Pocisk jednak wpadł czołem do góry i nie wybuchł. – Gdyby wybuchł, pewnie by nas zabił – mówi W. Gerula.
Po bitwie ojciec pani Krystyny pomagał przy grzebaniu poległych. – Opowiadał, że ludzie zabierali im buty i mundury, bo wtedy była straszna bieda. Ale ojciec mówił: „dajcie im spokój” i nic nie zabrał – mówi kobieta.

Odgrzebują historię

– Bitwa pod Birczą jest jedną z ważniejszych bitew na terenie Polski, a już na pewno na terenie Polski południowej. Jej rozstrzygnięcie oceniałbym na remis – podkreśla A. Brożyniak.
Dzisiaj jednak mało kto pamięta jej historię. Ale wkrótce może się to zmienić. Dzieje „zapomnianej bitwy” można poznać z wystawy zorganizowanej na korytarzu Zespołu Szkół w Birczy. – O Bitwie pod Birczą dowiedziałam się w 2013 roku od pana Zdzisława Haręzy, mieszkańca Żywca. Podzieliłam się tymi informacjami z Grzegorzem Piwowarczykiem, nauczycielem historii w naszej szkole i tak zaczęło się nasze zgłębianie tajemnicy tejże bitwy – opowiada Marta Kostka, wicedyrektor Zespołu Szkół w Birczy. – Głęboko wierzę, że podjęte przez nas działania przywrócą pamięć o tej zupełnie zapomnianej bitwie i jej bohaterach, o przelanej krwi i poświęceniu – dodaje.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości