Sąd zdecydował o odebraniu pani Teresie wnuków, dla których kobieta była rodziną zastępczą. Kobieta zapewnia, że nie chce pieniędzy, tylko dzieci.
Historia – jak zazwyczaj bywa w takich sytuacjach – nie jest jednoznaczna. Znajdują się w niej wątki, które bronią postawy kobiety, ale i takie, które kładą się na niej cieniem.
Pani Teresa z Kadłubisk koło Narola została rodziną zastępczą dla czwórki swoich wnuków w marcu 2014 r., ale dzieci przebywały z nią od urodzenia. Jej córka[paywall] często wyjeżdżała za granicę i utrzymywała sporadyczny kontakt z dziećmi. W końcu sąd pozbawił ją praw rodzicielskich, a panią Teresę ustanowił rodziną zastępczą. – Jak mogłabym je oddać? – mówi.
Obecnie trójka z nich jest niepełnoletnia, ale w grudniu 18 lat skończy kolejny z nich. Pozostała dwójka to uczniowie szkoły podstawowej. Oprócz wnuków, z panią Teresą mieszkali też jej trzej dorośli synowie. Warunki nie były łatwe, ale dawali sobie radę. Kobieta robiła wszystko, żeby wnukom niczego nie brakowało. Przeprowadziła częściowe remonty: wymieniła okna, założyła centralne ogrzewanie, wykonała łazienkę. „Pomimo trudnych warunków mieszkaniowych, uczestniczka będąc osobą energiczną i zaradną, utrzymywała w domu i obejściu porządek” – czytamy w aktach sprawy.
Sąd dostrzegł też, że między babcią i wnukami istniały silne więzi emocjonalne, a one same chcą zostać pod jej opieką i nie mają jej nic do zarzucenia. Co więc sprawiło, że zdecydował się na tak radykalne rozwiązanie?
Problemy zaczęły się pod koniec 2014 r. i dotyczyły głównie najstarszego z wnuków (dziś jest pełnoletni i mieszka oddzielnie). W domu zachowywał się dobrze i pomagał w pracach domowych, ale niepokojące informacje dochodziły z zewnątrz. Miał palić papierosy i kierować samochodem, mimo braku uprawnień. Ponadto nie chodził do szkoły.
Kolejną cegiełkę dołożyli synowie pani Teresy. Według sądu, wraz z nimi w domu pomieszkiwały ich partnerki. Kobieta jednak twierdzi, że tylko kilka razy zdarzyło się, że któraś z nich została na noc. Ponadto jeden z nich był kilkukrotnie karany (pani Teresa twierdzi, że za wykroczenia drogowe). Sąd uznał, że taki stan nie wpływa korzystnie na proces wychowawczy nieletnich i nie mają one w domu dobrego przykładu. W związku z tym zdecydował o rozwiązaniu rodziny zastępczej i umieszczeniu dzieci w domu dziecka.
Wobec pani Teresy nie pojawiły się zarzuty o picie alkoholu lub inne niewłaściwe postawy. Po prostu nie potrafiła wyegzekwować wobec wnuków oraz synów odpowiedniego zachowania.
O opinię na temat pani Teresy poprosiliśmy sołtysa Kadłubisk Janusza Drozda. Jego zdaniem postanowienie sądu jest nieadekwatne do sytuacji. – Stara się jak może, nie można jej tego odmówić i z tego co wiem, sąd nie miał do tego zastrzeżeń. Można jej odebrać świadczenia, ale odebrać wnuki to przesada. Oni są ze sobą bardzo związani. Najpierw dzieci zostawiła matka, teraz chcą je zabrać od babci, z którą są od urodzenia – uważa. – Co się zmieniło, że sąd ustanowił rodzinę zastępczą, a po półtora roku ją rozwiązał? – dziwi się. Według niego, powinno się podjąć inne kroki, żeby pomóc tej rodzinie.
Czy było to możliwe? Jak nam wyjaśnia Małgorzata Reizer, rzecznik Sądu Okręgowego w Przemyślu, przepisy są dość sztywne i sędzia nie może wydać postanowienia wykraczającego poza ustawę. – W przypadku rodziców, mają oni pełną władzę rodzicielską. Jeśli pojawia się jakiś problem, sąd rozpoznaje sytuację i może ją ograniczyć albo zawiesić, jeśli występują jakieś przemijające okoliczności. Ostatecznie może pozbawić władzy rodzicielskiej – mówi.
Przepisy nie dają takiego wachlarza możliwości w przypadku rodziny zastępczej. Jeśli nie spełnia ona stawianych ustawowo wymagań, jedynym wyjściem jest rozwiązanie takiej rodziny. Przepisy nie dają możliwości innych opcji, na przykład ograniczenia władzy rodzicielskiej. I nie ma tu znaczenia, czy jest to rodzina zastępcza spokrewniona, czy zawodowa.
– To nie jest tak, że jeśli ktoś sobie nie radzi, to z automatu dzieci są odbierane. W tej konkretnej sytuacji, sprawa była rozpatrywana w dwóch instancjach i dwukrotnie została podjęta taka sama decyzja – zaznacza M. Reizer.
Pracę rodzin zastępczych w powiecie lubaczowskim koordynuje Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. – To nie był nadzór, ale współpraca i towarzyszenie rodzinie w trudnych sytuacjach – podkreśla dyrektor jednostki Beata Zadworna. – Niestety często była ona jednostronna. Współpraca ta była długotrwałym procesem. Z naszej strony zostały poczynione wszystkie możliwe kroki, aby układała się dobrze i początkowo tak było. Jednak z czasem pojawiające się w rodzinie incydenty pogrążały ją w „sytuacji bez wyjścia”. Rodzina otrzymała od nas pełne wsparcie, począwszy od wzmożonej opieki koordynatora, propozycje wparcia psychologicznego dla dzieci oraz uczestniczenia w grupie wsparcia dla rodzin zastępczych, po pomoc finansową włącznie. W całej tej sytuacji chodziło przede wszystkim o dobro dzieci, o ich edukację i stworzenie godnych warunków do prawidłowego rozwoju. Naszym celem było to, aby dzieci mogły wychowywać się w domu zapewniającym poczucie bezpieczeństwa, spokoju i harmonii – dodaje.
Postanowienie sądu uprawomocniło się w styczniu 2017 r. Mimo to, wnuki wciąż są z panią Teresą, ale nie otrzymuje ona na nie żadnych świadczeń. I choć jest ciężko, kobieta zapewnia, że nie o pieniądze jej chodzi. – Przecież od dwóch lat nic nie dostaję i sobie radzę. Radziłam sobie też zanim zostałam rodziną zastępczą, bo wnuki były cały czas przy mnie. Chcę tylko, żeby przy mnie zostały – mówi.
Na początku września br. sąd wezwał ją do odwiezienia wnuków do domu dziecka. Nie zrobiła tego. Mogą więc w każdej chwili być odebrane przymusem.
Pani Teresa twierdzi, że sytuacja znacznie się poprawiła pod każdym względem. – Sąd powinien wziąć pod uwagę to, jak jest teraz – mówi kobieta. Jej słowa – przynajmniej w pewnym stopniu – znajdują potwierdzenie w rozmowie z dyrekcją Szkoły Podstawowej w Narolu. – Dzieci chodzą do szkoły, babcia się nimi zajmuje, interesuje się, mamy z nią bardzo dobry kontakt, odpowiada na każdy nasz telefon – mówi zastępca dyrektora Maria Woś. Zauważa, że choć należą do uczniów przeciętnych, to mają bardzo dobre wyniki sportowe, a przed kilkoma dniami najmłodszy reprezentował szkołę na zawodach wojewódzkich.
Jedynym rozwiązaniem dla pani Teresy wydaje się być wniesienie nowej sprawy o zmianę zarządzeń opiekuńczych do sądu, który oceni, czy rzeczywiście sytuacja uległa poprawie. Do tego jednak potrzebuje fachowej pomocy prawnej, której nie ma.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Dajcie dzieciom cieszyc sie zyciem,a wspaniałej Babci nie przeszkadzajcie w ich wychowaniu tylko pomozcie.
Dajcie dzieciom cieszyc sie zyciem,a wspaniałej Babci nie przeszkadzajcie w ich wychowaniu tylko pomozcie.