Od prawie stu lat istnienia formacji strzegących naszych granic (KOP, WOP, SG) ich rozpoznawalnym symbolem była lornetka. Na okładkach nie tylko resortowych gazet bardzo często widniał wypatrujący przez nią żołnierz, przedstawiony na tle granicznego słupa. Wprawdzie lornetka nie odeszła jeszcze całkiem do lamusa, ale dzisiejsi funkcjonariusze na co dzień korzystają z o wiele bardziej nowoczesnego sprzętu.
Od dobrych kilkunastu lat Straż Graniczna korzysta z najnowocześniejszego sprzętu służącego do obserwacji, który pozwala jej widzieć wszystko, co się dzieje na granicy, niezależnie od pory dnia i pogody (deszcz, mgła).
– Mamy noktowizory, kamery noktowizyjne (chłodzone i niechłodzone) i pojazdy obserwacyjne wyposażone w bardzo zaawansowane kamery termowizyjne na wysuwanym maszcie, których zasięg dochodzi do dziesięciu kilometrów. Po ustawieniu pojazdu w odpowiednim miejscu funkcjonariusz, siedząc w klimatyzowanej kabinie, widzi wszystko, co się dzieje dookoła. Jednym ruchem ręki może[paywall] powiększyć obraz tak, że będzie widoczny numer rejestracyjny obserwowanego samochodu. Korzystamy też z[paywall] obrotowych kamer dziennych i nocnych, umieszczonych na wieżach obserwacyjnych pięćdziesięciometrowej wysokości – opowiada porucznik Tomasz Ciszewski z placówki w Medyce.
– Z tej wysokości widać o wiele więcej niż z poziomu gruntu i wszystko, co się dzieje w promieniu kilkunastu kilometrów, widoczne jest dla operatora, który znajduje się w pomieszczeniu operacyjnym. On, w zależności od oceny sytuacji, może w konkretne miejsce skierować patrol, który jest tak zaplanowany, żeby dotrzeć tam maksymalnie do dziesięciu minut. Korzystamy też z innych urządzeń technicznych, których rozmieszczenie i przeznaczenie jest tajemnicą – dodaje.
– Granica państwowa jest ochraniana dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu – dodaje kapitan Jacek Szumełda, kierownik zmiany w placówce w Medyce (dwadzieścia lat w służbie). – Nasi funkcjonariusze ochraniają dwadzieścia jeden kilometrów zielonej granicy i doskonale znają ten obszar, każde załamanie terenu, każdy krzak i ścieżkę. Oprócz ciągłego monitorowania za pomocą sprzętu stosujemy też inne formy, na przykład patrolowanie za pomocą pojazdów terenowych albo pieszo.
Funkcjonariusze sprawdzają, czy na pasie kontrolnym, czyli pięć do siedmiu metrów dokładnie zaoranej ziemi, widać jakieś ślady. Potrafią rozróżnić te pozostawione przez zwierzę od śladów człowieka i jeżeli zidentyfikują taki ślad, ogłaszany jest alarm i podejmujemy działania rozpoznawcze. Analizujemy trasę i kierunek, w którym sprawca przekroczenia granicy mógł podążyć, a jednocześnie organizowana jest blokada terenu. Wtedy kontrolujemy przejeżdżające lub znajdujące się w okolicy pojazdy.
Tak się dzieje niezależnie od pory dnia i warunków pogodowych. Często wymaga to od nas spędzenia kilkunastu godzin w terenie, ale funkcjonariusze mają odpowiednie umundurowanie i są do tego przygotowani. Służby patrolowe są planowane tak, żeby nikt postronny nie znał ich godzin ani trasy. Na podstawie naszego rozpoznania wiemy, w których miejscach najczęściej dochodzi do przekroczenia granicy lub są podejmowane próby. Wiąże się to z tym, że tędy przebiega główna droga i szlak kolejowy, co umożliwia łatwiejsze dotarcie do granicy. Mówiliśmy dużo o sprzęcie, więc należy dodać, że dużą rolę w naszej służbie odgrywają psy służbowe. Nie tylko te przygotowane do wykrywania narkotyków czy papierosów, ale psy tropiące, które w przypadku stwierdzenia przekroczenia granicy podejmują ślad i dokładnie wskazują drogę, którą przebył sprawca.
Nie wszystkie przekroczenia granicy mają związek z nielegalną migracją czy coraz rzadszym przemytem. Spotykamy się też z przekroczeniami, które nazywamy turystycznymi. Na przykład w celu zrobienia sobie selfi przy ukraińskim słupie. Wtedy kończy się to mandatem karnym. Tak w dużym skrócie wygląda nasza praca – kończy kapitan Szumełda.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Nepotyzm + i Rodzina na Swoim, można jeszcze dodać kler katolicki i partyjniaków jako "wydział" kadr w tej formacji. I trzeba jeszcze dodać, że mundur nie hańbią dziennikarze ujawniając patologie tylko politycy i kler, którzy swoich "totumfackich" bez "żadnego trybu" "awansują" i "nagradzają". Amen.
Nepotyzm + i Rodzina na Swoim, można jeszcze dodać kler katolicki i partyjniaków jako "wydział" kadr w tej formacji. I trzeba jeszcze dodać, że mundur nie hańbią dziennikarze ujawniając patologie tylko politycy i kler, którzy swoich "totumfackich" bez "żadnego trybu" "awansują" i "nagradzają". Amen.