Budynek przy ul. Kasztanowej w Przeworsku należał niegdyś do Ordynacji Przeworskiej Książąt Lubomirskich. Po wojnie funkcjonował tutaj szpital, aż do powodzi w 1987 r. W latach 90. XX w. przejęła go Fundacja Pomocy Młodzieży im. Jana Pawła II „Wzrastanie”. Obecnie niszczejący obiekt nadaje się do rozbiórki, bo na jego remont nie ma pieniędzy.
Nadchodząca zima zwiększa ryzyko zawalenia się budynku z mocno dotkniętym zębem czasu dachem. Obiekt znajduje się przy drodze. W jego wnętrzu szukają schronienia bezdomni, szczególnie kiedy temperatury zaczynają spadać poniżej zera. W okolicznych budynkach przebywają z kolei niepełnosprawni, podopieczni Fundacji Pomocy Młodzieży im. Jana Pawła II „Wzrastanie”. Zawalenie się gmachu mogłoby spowodować duże zagrożenie.
Już pierwsza ekspertyza[paywall] z 2000 r. wskazywała, że budynek nadaje się do kapitalnego remontu. 5 października 2002 r. wystąpiono do konserwatora zabytków z wnioskiem o rozbiórkę, którą ten zaopiniował pozytywnie. Starosta przeworski również wydał w tej sprawie pozytywną decyzję . Pojawiła się jednak uwaga, że projekt nowego budynku winien zachować rzut, ilość kondygnacji, osiowość elewacji oraz kształt dachu obecnego. W 2006 r. fundacja opracowała dokumentację na mieszkania chronione dla bezdomnej młodzieży, które miałyby w nim powstać. Udzielono nawet zezwolenia na wykonanie robót budowlanych. Brak środków finansowych spowodował jednak, że do budowy nie doszło, a decyzja o rozbiórce straciła ważność.
Prezes fundacji Marian Żołyniak próbował podejmować kroki, aby pozyskać fundusze na remont wspomnianego budynku, który obecnie figuruje w gminnej ewidencji zabytków miasta. W sierpniu 2009 r. fundacja zwróciła się do Urzędu Marszałkowskiego w Rzeszowie o dofinansowanie prac remontowych i adaptacji gmachu na mieszkania chronione dla osób niepełnosprawnych. Nie otrzymano jednak na ten cel ani złotówki. Projekt przepadł. Władzom fundacji zależało, aby podopieczni mieli w przyszłości mieszkania. Mogliby się w nich uczyć samodzielności.

fot.Barbara Chmura
Historyczny budynek przy ul. Kasztanowej jest w opłakanym stanie. W środku schronienia szukają bezdomni, którzy narażeni są na niebezpieczeństwo.
Nie tak dawno, po jednej z wichur, część dachu budynku się zawaliła. Prezes wystąpił do starosty przeworskiego o wydanie nowej decyzji na rozbiórkę obiektu, ponieważ w coraz większym stopniu zagraża on bezpieczeństwu, a decyzja z 2002 r. straciła swoją ważność. W uzasadnieniu decyzji z czerwca br. czytamy, że starosta wystąpił w kwietniu do Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Przemyślu z prośbą o uzgodnienie tego zamierzenia. Konserwator w ciągu 30 dni nie zajął w tej sprawie stanowiska, co zgodnie z zapisem w prawie budowlanym oznacza, że nie ma zastrzeżeń do przedstawionych we wniosku rozwiązań projektowych. Konserwator nie musiał jednak stanowiska zajmować, ponieważ już w 2002 r. pozytywnie zaopiniował wniosek. – Zleciłem zrobienie dwóch niezależnych ekspertyz. Obie wykazały, że najtańszym sposobem jest zburzenie tego obiektu i postawienie w tym miejscu nowego. Koszt remontu budynku przewyższa bowiem koszty budowy nowego, który byłby średnio 30 procent tańszy – wyjaśnia prezes Fundacji Pomocy Młodzieży im. Jana Pawła II „Wzrastanie” Marian Żołyniak.
Na temat budynku nie zachowały się żadne zapiski, ponieważ przed wojną spłonęło archiwum Ordynacji Przeworskiej. Rok powstania obiektu również nie jest znany. Z informacji przekazanych z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Przemyślu wynika, że prawdopodobnie wybudowany został w I poł. XIX w. i po przebudowie końcem XIX w. lub na początku XX w. zaczął pełnić funkcję budynku administracyjnego Ordynacji Przeworskiej Lubomirskich. Natomiast jego pierwotna funkcja nie jest znana. Po II wojnie światowej został zaadaptowany na potrzeby szpitala miejskiego. Mieścił się tutaj oddział wewnętrzny, później także pediatryczny. W 1965 r. budynek poddano generalnemu remontowi. Jako szpital funkcjonował do 1987 r., do czasu powodzi, podczas której został zalany. Od lat 80. XX wieku pozostawał nieużytkowany.
– Nie chcę, by doszło do wyburzenia tego budynku. Szukam tylko środków, aby go zabezpieczyć, by nie stało się tutaj żadne nieszczęście – podkreśla Marian Żołyniak. Fundacji nie stać na wyremontowane obiektu. Nie ma również pieniędzy na postawienie w tym miejscu nowych mieszkań dla podopiecznych.
Sytuacja wydaje się bez wyjścia. Prezes fundacji ma cichą nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto zainteresuje się historycznym budynkiem i kiedyś uda się dać mu drugie życie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Już dawno powinni go rozebrać , jeszcze chwila coś się komuś stanie , a wtedy znajdą się pieniądze na rozbiórkę odrazu .
rozjebać to w pizdu jakieś szczochy w środku nic więcej historia ? ? omg ... teraz jak ledwo stoi i budynek sie martwią zajscać to de cet tenx all
Co ty bredzisz to jest zabytek. Trzeba go uratować. A całe to wzrastanie powinno odpowiadać za dewastacji.
Już dawno powinni go rozebrać , jeszcze chwila coś się komuś stanie , a wtedy znajdą się pieniądze na rozbiórkę odrazu .
rozjebać to w pizdu jakieś szczochy w środku nic więcej historia ? ? omg ... teraz jak ledwo stoi i budynek sie martwią zajscać to de cet tenx all
Co ty bredzisz to jest zabytek. Trzeba go uratować. A całe to wzrastanie powinno odpowiadać za dewastacji.