Już za parę tygodni rozpocznie się rok akademicki, ale Sebastian niestety nie będzie mógł uczestniczyć w uroczystej inauguracji dla studentów pierwszego roku studiów, czyli immartykulacji, gdyż przebywa w areszcie tymczasowym. Szkoda, bo maturę zaliczył koncertowo i nie musiał się martwić, czy wystarczy mu punków wymaganych przez uczelnię
Trzy dni po otrzymaniu dyplomu Sebastian kupił wymarzone auto. Miał trochę oszczędności, resztę dołożyli rodzice i wreszcie mógł usiąść za kierownicę siedmioletniej toyoty. Do tej pory czasem jeździł autem ojca, ale co własne, to własne. Od dawna śledził na Facebooku różne wyczyny chłopaków specjalizujących się w drifcie, czyli kontrolowanym poślizgu na mokrym asfalcie.
Wczytywał się w uwagi i recenzje mistrzów tej nietypowej dyscypliny sportów motoryzacyjnych i marzył, że kiedyś sam zostanie takim mistrzem. Wiedział, że w pobliskim mieście młodzi kierowcy spotykają się na opuszczonym placu, który spełnia warunki i trenują albo urządzają zawody. Miał świadomość, że na razie za mało umie, żeby tam pojeździć i postanowił najpierw potrenować.
W swojej miejscowość znalazł miejsce, w którym jesienią odbywa się skup buraków, a przez resztę roku plac jest pusty. Wprawdzie nie było tam asfaltu, tylko beton, ale od czegoś trzeba zacząć. Najlepiej jeździło się, kiedy trochę popadało i cienka warstwa błota pokrywająca placyk ułatwiała driftowanie.
Po kilku treningach Sebastian z obawą patrzył na stan opon, uznał jednak, że już się wiele nauczył. Na początku lipca akurat nie padało, ale pojechał potrenować na suchym. Po kilku niezbyt udanych próbach uznał, że nawierzchnia wymaga innej techniki jazdy i trochę za mocno docisnął gaz. Obróciło go dwa razy, a za trzecim toyota przewróciła się i chwilę szorowała bokiem po betonie. Sebastian jakoś wydostał się z auta i oszołomiony, nie bardzo wiedząc, co robić, poszedł do kolegi po pomoc.
W tym czasie ktoś przypadkowo przejeżdżał obok drogą i widząc opuszczone auto leżące na boku, zawiadomił policję. Policjanci przyjechali i podczas oglądania samochodu znaleźli w schowku woreczek z białym proszkiem. Następnym ich krokiem była wizyta u Sebastiana, gdzie też znaleźli parę woreczków z podejrzaną substancją.
Narkotest nie pozostawiał wątpliwości, była to trochę zanieczyszczona amfetamina. Razem prawie pięćdziesiąt gramów. Wystarczająco, żeby prokurator zawnioskował o trzy miesiące tymczasowego aresztu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze